- Na pewno pobiliśmy rekord zwiedzających z przed roku - twierdzi ojciec Klemens, gwardian konwentu opolskiego franciszkanów. - Wtedy jednego dnia odwiedziło nas blisko 30 tysięcy osób.
W niedziele zakończył się IX Jarmark Franciszkański, urządzony pod klasztorem o. Franciszkanów. - Ideą tegorocznej imprezy była promocja rzemiosła i twórczości ludowej artystów - wyjaśniał o. Klemens.
Na zwiedzających czekało kilkadziesiąt stoisk artystów z Zakopanego, Kielc czy Szczecina. Sprzedawano oscypki, miód, łakocie, ubrania, lokalne potrawy, biżuterię i wiele innych produktów związanych z rękodziełem.
Jednym z wystawców była Aleksandra Kozłowska, plastyczka produkująca kompozycje z suchych kwiatów. Na pomysł wpadła dwa lata temu i... okazał się strzałem w dziesiątkę. Jej kompozycje kwiatowe sprzedają się dosłownie na pniu, dlatego zarejestrowała działalność gospodarczą.
Niestety nie ma lokalu, w którym mogłaby prowadzić sprzedaż: - Ten jarmark, to świetna okazja, by się wystawić i sprzedać swój produkt - mówiła.
- W sobotę przetopiliśmy blisko sto kilogramów słoniny - mówił ojciec Klemens. - Chleb ze smalcem szedł jak woda.
Kto był ten wie ile prawdy jest w jego słowach. Wolontariusze nawet nie mieli możliwości oddalenia się od klasztornej bramy, bo kanapki w oka mgnieniu znikały z tac. Specjalnie na jarmark przygotowano ponad sto blach kołacza i pół tony krówek. Dochód z ich sprzedaży, jak i z całego jarmarku, przeznaczony zostanie na nagłośnienie świątyni oraz na naprawę dzwonu.
Pogoda dopisała, więc na jarmark wybrały się tłumy ludzi.
Przekraczając bramy klasztoru i wchodząc na podwórko zwiedzających witał obóz rycerski i stoisko z piwem (sąsiedztwo czysto przypadkowe). - Jesteśmy tutaj pierwszy raz i jeśli dostaniemy zaproszenie za rok, to obiecuję, że stawimy się z wielkim hukiem - mówił Andrzej "Efendi" Kościuk, namiestnik opolskich rycerzy.
- Na pewno dostaną zaproszenie - odpowiadał o. Klemens. - Słyszałem, że chcą przyciągnąć prawdziwą armatę.
W obozie rycerskim zwiedzający mogli m.in. postrzelać z łuku, spróbować średniowiecznego jadła i porozmawiać z rycerzami.
Ogromna kolejka ustawiała się do zwiedzania kościoła i klasztoru franciszkanów. Chętnych było tak dużo, że powstawały długie listy kolejkowe.
Oblężenie przeżywało stoisko opatrzone było szyldem: "Zioła o. Grzegorza". Franciszkanie sprzedawali na nim maści, herbaty, syropy i inne specyfiki z medycyny naturalnej.
- Najlepiej schodzi balsam Kapucyński - przyznawał obsługujący stoisko brat Wilchelm.
To naturalny preparat, przygotowany z ziół i żywic, wzmacniający organizm. Niestety osłabiający trochę zdolność kierowania pojazdem.