Wybierz region

Wybierz miasto

    Biesy nasze powszednie

    Autor: Marek Ostrowski

    2002-04-19, Aktualizacja: 2004-12-18 00:47 źródło: Opole

    Tegoroczne Konfrontacje Teatralne wygrał spektakl, którego tematem było opętanie przez Diabła. Szatan stał się tematem aktualnym - niby mało kto w niego wierzy, ale wszystkich niepokoją opowieści o satanistach ...

    Tegoroczne Konfrontacje Teatralne wygrał spektakl, którego tematem było opętanie przez Diabła. Szatan stał się tematem aktualnym - niby mało kto w niego wierzy, ale wszystkich niepokoją opowieści o satanistach buszujących po cmentarzach.
    Teolodzy twierdzą, że największym sukcesem Diabła było przekonanie ludzi, że nie istnieje.


    Co prawda Kościół Katolicki cały czas powtarza, że osobowe zło istnieje (jest na ten temat stosowny dokument papieża Pawła VI), ale ludzie kojarzą Szatana nie z realną siłą popychającą ich do zła, ale z bohaterem mniej lub bardziej głupkowatych horrorów albo piosenek wywrzeszczanych przez zespoły heavymetalowe, które próbują zaimponować młodym i naiwnym słuchaczom.

    Wygląda na to, że naprawdę serio traktuje Diabła właśnie ta zbuntowana młodzież, która ubiera się na czarno, urządza sobie czarne msze i nocą wywraca krzyże na cmentarzach. Jedni widzą w takich satanistach wielkie zagrożenie, inni się z nich śmieją, ale dyskusja na temat młodych satanistów nie ustaje.

    Kto się lubi bawić na cmentarzu?

    Nie tak dawno po Opolu rozeszła się wieść, że od lat działał tu Siódmy Krąg Wyznawców Szatana. Na razie wygląda jednak na to, że był on najprawdopodobniej wymysłem niezrównoważonego dwudziestoparolatka.

    Przypomnijmy: na początku roku funkcjonariusze Komendy Miejskiej Policji w Opolu rozpracowali kilkuosobową grupkę młodych ludzi, którzy urządzali libacje na cmentarzach. Zaczęto ich ścigać na poważnie, gdy w ciągu jednej nocy zdewastowali cmentarze komunalne przy ul. Wygonowej i w Opolu-Półwsi.

    Okazało się, że zamieszana w nocne wybryki szóstka uważa się za satanistów, dla których przewracanie krzyży i bezczeszczenie grobów jest częścią "naturalnych" rytuałów. Organizatorem cmentarnych eskapad był 23-letni Andrzej B. - podwoził "współwyznawców" na cmentarz i jako jedyny nie pił alkoholu w trakcie libacji przy grobach (bo musiał prowadzić). - Przedstawił się nam jako znawca wiedzy tajemnej, który odbył w Warszawie specjalistyczne przeszkolenie i w dowód uznania dla swoich kwalifikacji przeszedł inicjację, po czym uzyskał tytuł "arcykapłana" - informował z wyraźnym przekąsem rzecznik opolskiej Prokuratury Okręgowej Roman Wawrzynek. - Sprawdzamy te informacje, ale mamy powody podejrzewać, że są to duby smalone. Andrzej B. zachowuje się w taki sposób, że z pewnością skierujemy go na badania psychiatryczne.

    Koledzy Pana Diabła

    Opowieść Andrzeja B. o tajemniczym Siódmym Kręgu brzmi mało wiarygodnie. Ani on, ani jego podopieczni nie zachowywali się jak członkowie sekty, ale raczej jak dzieci pragnące pochwalić się przed dorosłymi swoimi osiągnięciami na polu poznawania satanizmu. Okazało się też, że z nie czekali z tymi przechwałkami do momentu namierzenia przez policję, ale już wcześniej w miarę regularnie odwiedzali opolski Ośrodek Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach. Tak jakby nie mogli się doczekać kogoś, z kim dałoby się porozmawiać o Szatanie w miarę fachowo. Opiekun ośrodka ks. prof. Józef Urban był zdziwiony, gdy wyszło na jaw, że rzekomo szukający pomocy licealiści wcale nie zaprzestali swoich praktyk.
    Zdaniem speców od satanizmu, młodociani sataniści rekrutują się albo z rodzin patologicznych, albo też, jak na ironię, z tak zwanych dobrych domów, w których pewien etos jest pozornie przestrzegany, ale rodzice poświęcają swoim pociechom za mało czasu. Zostawiane samym sobie dzieciaki szukają emocjonalnej bliskości: mogą trafić do sekcji sportowej, ale równie dobrze do chuligańskiej paczki z podwórka czy grupki nawiedzonych słuchaczy metalowej formacji Kat, jednej z tych, które lubują się w szatańskiej symbolice.

    Diabelska histeria

    Czyny, które wyglądają na dzieło zdeklarowanych satanistów, są zazwyczaj wybrykami popisujących się nastolatków. Strach ma wielkie oczy. W maju 1996 roku na cmentarzu komunalnym w Kluczborku ktoś odwrócił kilkanaście krzyży. W mieście rozeszła się plotka, że 6 czerwca na cmentarzu odbędzie się czarna msza (w dacie spotykały się trzy "szóstki", będące znakiem Szatana). Ludzie uwierzyli i w feralną noc grobów pilnowała spora grupka wystraszonych mieszkańców Kluczborka. Nic się nie wydarzyło, a w kilka tygodni później policja ujawniła, że sprawcą profanacji był nastolatek z pobliskich Fałkowic, który po paru piwach chciał się pochwalić przed koleżankami. Inna sprawa, że nosił się na czarno i słuchał najcięższego black metalu.

    Choć rodzimy satanizm jest szczeniacki, lekceważyć go nie wolno, bo nie wiadomo, jak daleko może się posunąć młody człowiek ogarnięty diabelską histerią. Głośna sprawa zamordowania dwojga nastolatków podczas rytualnej czarnej mszy w Rudzie Śląskiej nie jest tu jedynym dowodem. Kilka lat temu w centrum Opola 15-letnia Romana H. zamordowała babcię i jej krwią wymalowała na ścianie diabelskie symbole.

    Dziewczynka, inteligenta i świetnie oczytana w okultystycznej literaturze, trafiła w ręce terapeutów. Ci uznali, że dokonała makabrycznej zbrodni, by zwrócić na siebie uwagę rodziców, którzy nie mieli dla niej czasu i przerzucili ciężar wychowania na barki babci.

    Nasz kochany Boruta

    Co ciekawe, taki krwiożerczy satanizm jest zupełnie obcy polskiej tradycji. Bo tak jak jest Matka Polka, Polak Mały, to jest i specyficzny Diabeł Polski. Nasz własny, rodzony, nie do podrobienia. To bies tak oryginalny, że mógłby być naszym wkładem w jednoczącą się Europę. Inna sprawa, że czart sarmacki ni diabła nie spełnia unijnych wymogów.

    Polski bies to Polak z krwi i kości, od rogów po koniec chwosta. Gdy w grę wchodzi wyższa filozofia, prezentuje poziom refleksji wiejskiego wikarego, co to dumać o sprawach nadprzyrodzonych nie lubi, bo wszystko jest dla niego jasne. A gdy trzeba się zabrać do działania, Diabeł Polski wykazuje się sprawnością na poziomie większości naszych rodaków. Jego wątpliwa skuteczność dowodzi pokrewieństwa z biesami ruskimi, co to zawsze "chcą jak najlepiej, a wychodzi jak zawsze".
    Próżno by w Polsce szukać demonicznego Mefistofelesa czy refleksyjnego Wolanda z kart "Mistrza i Małgorzaty". Nie ma się co oszukiwać - jak się w Polsce trafi jakiś naprawdę przebiegły diabeł, to będzie tu Kusy z importu, w niemieckim fraku. U nas za wzorzec Biesa Polskiego robi łęczycki Boruta, podgolony szlachcic przy szabli. Diabeł to niecodzienny - bije się za Polskę u boku Napoleona (choć jako polski ksenofob buławy marszałka Francji przyjąć nie chce), a w czasie kampanii wrześniowej topi w bagnach hitlerowskie tanki. Aż się prosi, by zawołać: więcej takich patriotów! Trzeba też Borucie przyznać, że i ładu prawnego potrafi dopilnować. Jak trzeba było, to wywlókł paskudną duszę z wielmoży Maćka Borkowica, którego Kazimierz Wielki na śmierć głodową za zbrodnie skazał. Diabeł w roli pomocnika wymiaru sprawiedliwości to coś wyjątkowego!

    Inne rodzime biesy są może mniej malownicze i budujące, ale z pewnością grozy nie budzą. Są swojskie i siermiężne, lubią sobie popić, a potem dobrze się wyspać, nie znoszą, jak ich Belzebub gna do roboty, a jak już się dadzą zagonić, to wszystko na pewno dokumentnie spartolą. Polskie legendy pełne są rogatych łajz, które dały się wystrychnąć na dudka byle parobkowi. Weźmy legendę o pochodzenie nazwy Bieszczady - wzięła się stąd, że Bies najpierw nasłał na miejscowych swoje "czady" (chodziło o piekielne czambuły), ale szybko musiał odpuścić i okolica zasłynęła jako kraina "bez czadów Biesa".
    Dzieje takiego diabła można było kilka lat temu obejrzeć w bierkowickim skansenie, gdzie pokazano eksponaty z "Przedpiekla", prywatnego Muzeum Diabła Polskiego, którym od 40 lat opiekuje się etnograf Wiktoryn Grąbczewski.

    Grąbczewski nie wyglądał na jakiegoś satanistę, wiecznie uśmiechnięty sypał kawałami jak z rękawa.

    Omen to nie u nas

    Co się jednak dziwić, skoro nasze ślamazary z rogami i kopytami nijak się mają do Szatana z amerykańskich horrorów. Wiecznie na kacu, bumelujące wytrwale po stodołach, odwalające na każdym kroku żałosną fuszerkę, swojskie jak świętej pamięci Jasiu Himilsbach. Nasze, jak z lustra wyjęte. Bo czyż można sobie wyobrazić wąsatego Borutę jako bohatera filmu typu ,Egzorcysta" czy "Dziecko Rosemary"?

    I to właśnie powinni sobie przemyśleć nasi nastolatkowie, co to lubią się bawić na cmentarzach. Myślą, że są diabelnie źli, a są tylko piekielnie śmieszni.

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.