Wybierz region

Wybierz miasto

    Dla biedaków i łakomczuchów?

    Autor: Marek Ostrowski

    2002-03-29, Aktualizacja: 2004-12-18 00:51 źródło: Opole

    Post się kończy i już za moment będziemy się radośnie objadać różnymi smakołykami. Ale na razie poopowiadajmy sobie o postnej ziemniaczanej babce i o ziemniaczku naszym ulubionym jako takim.

    Post się kończy i już za moment będziemy się radośnie objadać różnymi smakołykami. Ale na razie poopowiadajmy sobie o postnej ziemniaczanej babce i o ziemniaczku naszym ulubionym jako takim. Kto z państwa wie, że kartofelek zawojował Śląsk razem z pruskim królem Fryderykiem Wielkim a jego kariera zaczęła się na rynku w Brzegu? A tak było!
    Polska legenda, powielana przez bajki dla maluchów, głosi, że do Królestwa Polskiego ziemniak przyjechał spod Wiednia razem z kawą i Janem III Sobieskim. W przypadku śląskiej ziemi legendy są niepotrzebne - wiadomo, że kartofla podarował Ślązakom groźny król Prus Fryderyk II.


    Smakołyk króla Fryderyka


    - W roku 1742, po odbiciu Śląska austriackiej cesarzowej Marii Teresie, król Fryderyk pojawił się na balkonie kamienicy na rynku w Brzegu i na oczach tłumu demonstracyjnie zajadał się ziemniakami, przy okazji rzucając je w tłum. A rok później wydał rozkaz nakazujący rolnikom sadzenie tej nowej rośliny - opowiada Paweł Kozerski, dyrektor Muzeum Piastów Śląskich.


    Wojny śląskie trwały jeszcze parę ładnych lat, ale gdy 15 lutego 1763 roku podpisano traktat pokojowy, miejscowi gospodarze zdążyli się już do ziemniaka przyzwyczaić.
    Do dziś można w Brzegu oglądać resztki portalu balkonu, na którym zaczęła się śląska kariera ziemniaka. Wtedy była tam pruska komendatura, potem w kamienicy mieściła się piękna apteka. Ostatnio był tam nawet bar szybkiej obsługi, oferujący między innymi pokaźne frytki. Efektownej klamry jednak nie będzie - fast food niestety zbankrutował.


    Wania z kozikiem


    Pod koniec lat 60. tom 12 Wielkiej Encyklopedii PWN donosił z dumą, że w dziedzinie uprawy ziemniaka zajmujemy drugie miejsce na świecie, ustępując jedynie bratniemu Związkowi Radzieckiemu. Dla polskiego kartofla były to złote czasy!
    Według szacunkowych danych, w owym 1967 roku na całej kuli ziemskiej obsiano ziemniakiem ponad 22 mln ha, z czego aż 8.491 tys. ha w ZSRR. PRL rzeczywiście był wówczas czołówce - cenne bulwy dojrzewały na 2.571 tys. ha. Czy wtedy można było przewidzieć, że postponowany przez dietetyków ziemniak popadnie w niełaskę, znajdzie się w defensywie i będzie musiał wracać tylnymi drzwiami, w szeleszczących paczuszkach ze słonymi do bólu chipsami?


    Otóż można było. Wystarczyło zobaczyć, jak wygląda los ziemniaka w obrzydliwych krajach kapitalistycznych, które zostawiliśmy wtedy daleko w tyle. W takim USA przed wojną obsadzono nim 1.291 tys. ha, a w latach 60. już tylko 590 tys. We Francji - odpowiednio 1.524 i 532, w zachodnich Niemczech (występujących wówczas pod jedynie słusznym kryptonimem NRF) - 1.162 i 707. Wychodziło więc na to, że nasi zachodni sąsiedzi radykalnie zmienili dietę.
    Ludowa władza udawała jednak, że nic o tym nie wie, choć sam lud i tak wiedział swoje. To z tej epoki pochodzi dowcip o wojakach radzieckim i amerykańskim, którzy licytują się, jak to dobrze są karmieni. Gdy dzielny GI Joe mówi, że na poligonie zjada 5 tys. kalorii dziennie, czerwonoarmista wrzeszczał: - Kłamiesz! Nikt nie zje dziennie tylu ziemniaków!


    Naród dowcipkował, ale Przewodnia Siła traktowała kartofle serio, starannie chroniąc je na przykład przed stonką, jak wiadomo zrzucaną z amerykańskich samolotów szpiegowskich.


    - Była wtedy taka odpornościowa odmiana, hodowana przeciw stonce, której nawet świnie żreć nie chciały - wspomina ze śmiechem Wojciech Schulz, dziś prezes firmy Norika Polska, a kiedyś członek zespołu hodowlanego, który w Strzekęcinie powołał do życia Bryzę, najpopularniejszą rodzimą odmianę.
    Zbiorowa pamięć przechowała i inne znamienne szczegóły. Harcerze i żołnierze służby zasadniczej wspominają te tysiące kartofli obranych za karę w kantynie, cywile pamiętają zaś dowcip o radzieckiej maszynie do obierania ziemniaków, która zadziwiła ekspertów ONZ. Do czasu, gdy po wrzuceniu kolejnej tony nie wyszedł z niej umorusany Wania z kozikiem i nie stwierdził ze złością: - Aloszę zasypało. Sami se obierajcie!


    Ziemniak na cenzurowanym


    Kartoflanka, ziemniaki z ogniska, kartofle z bylejaką omastą, wreszcie babka ziemniaczana. Nie ma co kryć - bulwa zrobiła błyskotliwą karierę głównie dlatego, że stała się jedzeniem dla ludzi biednych, którzy nie bardzo czym mieli zapełnić żołądek.


    Stanisława Węgrowska z Wojewódzkiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Łosiowie, która na Krajowych Dniach Ziemniaka serwowała babkę ziemniaczaną, waha się między eufemistycznym określeniem jej jako potrawy postnej a nazwaniem jej po prostu daniem biedaków.


    - Bierzemy ziemniaki starte, dodajemy 30 deko ziemniaków ugotowanych, do tego trochę boczku albo podgardla, co kto woli, i pieczemy. Ja dodałam jeszcze trochę różnych ziół, których w przepisie nie było - opowiada Węgrowska.
    Co się dziwić - dziś nasze podniebienia są bardziej wybredne, bez smakowych dodatków moglibyśmy owej postnej babki naszych biednych przodków nie strawić.


    Nie ma co ukrywać, dla ziemniaka nadeszły trudniejsze czasy. Po pierwsze - stracił na znaczeniu jako pasza dla zwierząt. Po drugie - jest podatny na różne wredne zarazy, trudno przewidzieć, jakie będą plony, co w czasach wolnego rynku zniechęca rolników jak nic innego. Po trzecie - ci sami rolnicy mają zwykle kiepskie sadzeniaki i robią agrotechniczne błędy, co jeszcze bardziej utrudnia uzyskanie dobrych plonów.


    W rezultacie nasz bohater, który pod koniec lat 60. (kłania się encyklopedia) ustępował na polskich polach tylko żytu, dziś w strukturze zasiewów zajmuje skromniutkie 5 procent. Efekt uboczny to kłopoty firm, które produkowały maszyny do zbioru ziemniaków - taki Agromet w Strzelcach Opolskich kosił za swoje kartoflane kombajny jedną nagrodę za drugą, a i tak został postawiony w stan upadłości.


    Ziemniakom zaszkodził nie tylko wolny rynek, ale i ci dietetycy, którzy przestrzegają rodaków przed schabowym z "ziemniorami". W modzie jest wąska talia, obwisłe brzuchy zawstydzają właścicieli, więc panie domu przerzucają się na zdrowszy ryż albo serwują mięsko z bogatym zestawem surówek.


    - Nie zgadzam się z poglądem, że ziemniaki tuczą. Sam jestem ich wielkim smakoszem, a wyglądam normalnie - przekonuje jednak rzeczywiście szczupły Waldemar Kustra, który zajmuje się w ośrodku w Boninie produkowaniem nowych odmian ziemniaka.


    Odwet fryty


    Te nowe odmiany muszą mieć tak wysokie parametry, by zaspokoić oczekiwania producentów frytek i chipsów. I tu właśnie widać cały paradoks sytuacji - wyganiany z naszego menu kartofel wraca w przebraniu, jako porcja tłustych frytek nabyta na dworcu PKP albo chipsy Green Onion kupione w knajpie do piwka. I w duchu zaśmiewa się pewnie do łez, bo te jego nowe wcielenia to dopiero prawdziwe kaloryczne bomby! Ale i tak się nimi zażeramy, z łakomstwa, wygody i snobizmu podkręcanego reklamami. Hm, może lepiej wrócić do schaboszczaka z kapustką i porcją ziemniaczków? Tak czy inaczej - smacznego.

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)