Wybierz region

Wybierz miasto

    Gdy gminy robią interesy

    Autor: Marek Świercz

    2003-11-07, Aktualizacja: 2004-12-18 17:23 źródło: Opole

    Latem ubiegłego roku władze Prudnika zabrały się za szycie butów. - No i uszyliśmy sobie buty - wzdycha burmistrz Zenon Kowalczyk. Wpakowanie miejskich pieniędzy w obuwniczą spółkę zapewniło mu wygraną w ubiegłorocznych ...

    Latem ubiegłego roku władze Prudnika zabrały się za szycie butów. - No i uszyliśmy sobie buty - wzdycha burmistrz Zenon Kowalczyk. Wpakowanie miejskich pieniędzy w obuwniczą spółkę zapewniło mu wygraną w ubiegłorocznych wyborach, ale teraz może go zaprowadzić na ławę oskarżonych.

    Przypadek Prudnika jest wyjątkowo pouczający, bardziej niż osławiona historia Dobrych Domów. W spółce Dobre Domy miasto Opole miało tylko 49 proc. udziałów, co praktycznie uniemożliwiało kontrolowanie spółki. Podobną głupotę zrobiły władze Głuchołaz, które wniosły do spółki Akwapark najlepsze działki, dostając w zamian 30 proc. udziałów.
    W Prudnickich Zakładach Obuwia gmina zapewniła sobie kontrolny pakiet 51 proc. udziałów, ale i to nie uchroniło przedsięwzięcia przed sromotną klęską. Sprawę bada miejscowa prokuratura i już widać, że na jednym akcie oskarżenia się nie skończy.

    - Chcieliśmy dobrze. Teraz zarzuca nam się, że weszliśmy w ten interes. Ale gdybyśmy nie weszli, to ludzie by mówili, że nic nie robiliśmy - mówi burmistrz Kowalczyk.

    Gmina rzuca
    koło ratunkowe

    Władze gminy chciały ratować przed plajtą zakłady obuwnicze "Primus". Firma była niewypłacalna, na bruk mogło trafić 330 pracowników. Najpierw ?Primus? prosił gminę o poręczenie 500 tys. zł kredytu, ale ta odmówiła.

    - Uznano, że byłyby to pieniądze stracone. Ale gdy pojawił się pomysł zainwestowania w spółkę 1,5 miliona złotych, władze gminy były za - mówi z przekąsem prokurator Klaudiusz Juchniewicz, który prowadzi śledztwo w sprawie niefortunnej akcji ratowania zakładów obuwniczych.
    Śledztwo wszczęto na wniosek nowego prezesa "Primusa" Krystyny Murat, która przyszła do firmy kilka miesięcy temu, zapoznała się z papierami i złożyła doniesienie do prokuratury i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

    - Postępowanie wszczęto z art. 296 kodeksu karnego, który mówi o działaniu na szkodę własnej spółki. Grozi za to od roku do 10 lat więzienia - mówi rzecznik opolskiej Prokuratury Okręgowej Roman Wawrzynek.

    O działanie na szkodę "Primusa" podejrzewany jest były prezes Grzegorz Świerzy. Bardzo prawdopodobne, że dołączą do niego włodarze Prudnika - istnieje uzasadnione podejrzenie, że oni z kolei nie zadbali o interesy gminy.

    Rozdwojenie jaźni

    Plan był prosty. Skoro spółka?matka "Primus" ma długi, trzeba utworzyć wolną od długów spółkę-córkę pod nazwą Prudnickie Zakłady Obuwnicze. "Primus" wnosi w aporcie maszyny i buty za 400 tys. złotych, miasto wykłada 1,5 miliona żywej gotówki. Tak wyglądała sytuacja w sierpniu 2003 roku, gdy miejska spółka startowała.

    Dziś wiadomo już, że plan nie wypalił. Po pierwsze - zainwestowane pieniądze zostały szybko przejedzone i nowa spółka też stanęła na krawędzi bankructwa. Po drugie - PZO nie wywiązywały się z zobowiązań wobec "Primusa". Miały mu przekazywać środki pozwalające na stopniową spłatę wierzycieli. Nie robiły tego i dziś PZO jest "Primusowi" winne 3,5 mln złotych, co oznacza, że spółka?matka przejmie spółkę-córkę za długi. Rozdzielenie spółek nic nie dało, przedłużyło tylko agonię.

    Nowością jest tylko to, że stratne są nie tylko zakłady obuwnicze, ale i gmina Prudnik. By kupić akcje PZO, gmina zaciągnęła kredyt. Miała go spłacić z podatku płaconego przez PZO, ale firma podatku nie płaciła, a miasto nie mogło przecież cisnąć o podatki własnej firmy!

    Identyczne rozdwojenie jaźni występowało w samej firmie: Grzegorz Świerzy był równocześnie prezesem "Primusa" i PZO, choć obie firmy miały przecież różne interesy.

    Widmo upadłości

    Jeśli "Primus" przejmie PZO i wyjdzie na prostą, gmina będzie mogła odzyskać zainwestowane pieniądze. Burmistrz Kowalczyk przekonuje, że uzyskał w resorcie skarbu państwa obietnicę wypłacenia ich w trzech rocznych ratach po 500 tysięcy złotych. Ale to jest wariant optymistyczny. Bo jest i pesymistyczny - jeśli połączone firmy upadną, Prudnik swoich pieniędzy nie odzyska nigdy.

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)