Wybierz region

Wybierz miasto

    Hobby i biznes

    Autor: Magdalena Kaczor

    2002-04-26, Aktualizacja: 2004-12-18 00:45 źródło: Dziennik Zachodni

    Pierwsze w Polsce szkolenie dla hodowców strusi, odbyło się w Szklarach, w okolicach Nysy. Na jednej z największych w kraju strusich ferm, dokształcało się prawie 200 osób.

    Pierwsze w Polsce szkolenie dla hodowców strusi, odbyło się w Szklarach, w okolicach Nysy. Na jednej z największych w kraju strusich ferm, dokształcało się prawie 200 osób.


    Oglądanie wybiegów, głaskanie strusi i podglądanie ich zwyczajów, należało do części praktycznej. Teoretyczna odbyła się w pobliskim Kamienniku w ubiegłą sobotę, pod okiem właścicieli fermy oraz Henryka Zamoyskiego z Wojewódzkiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Łosiowie.
    Strusich ferm w Polsce systematycznie przybywa, wciąż rosną też szeregi osób, które chcą rozpocząć własną hodowlę. Do niedawna wiedzę na ten temat można było zdobyć z zagranicznych książek, albo z internetu. Jednak bracia Tomalczykowie, wspólnie z Arturem Szembekiem, postanowili zorganizować pierwsze, sondażowe szkolenie.


    - Przyjechaliśmy, bo chcemy założyć własny interes, a jak na razie nie ma skąd czerpać wiedzy na temat hodowli. W Polsce panuje na razie wolna amerykanka. Dobrze, że ktoś zechciał to zmienić - chwalili pomysł Wacław Marszałek i Jerzy Bomba z Wrocławia.


    Wrocławianie wyznali, że są już zdecydowani na założenie własnej hodowli. Kupili nawet ponad 30-hekterową działkę w okolicach Żmigrodu i zamierzają na niej założyć własną fermę.


    - Docelowo planujemy zakupić około 80 reproduktorów. Koszt jednego ptaka to około 6 tysięcy złotych. Do tego trzeba doliczyć koszty pozostałych inwestycji i utrzymania całości przez około półtora roku - wyliczał Jerzy Bomba. - Strusie to inwestycja długoterminowa, zanim będzie można zacząć zarabiać, trzeba uzbroić się w cierpliwość.


    Jak widać jednak strusi biznes może być opłacalny. Hodowla w Szklarach, o której pisaliśmy kilka miesięcy temu rozrasta się w błyskawicznym tempie. Jeszcze niedawno w obejściu po starym pegeerze straszyły obdrapane mury, a po wybiegach biegało kilkanaście ptaków. Teraz wszędzie dookoła stoją nowe, drewniane płoty, między którymi przechadza się około setki pierzastych olbrzymów. Zgodnie z obietnicami właścicieli, zatrudniają oni bezrobotnych mieszkańców miejscowości i okolicznych wiosek.


    - Obecnie pracuje u nas 14 osób, a niedługo będą nowe miejsca - obiecuje Jarosław Tomalczyk, jeden z właścicieli. - Współpracujemy z powiatowym urzędem pracy i tak jak się umówiliśmy na początku, zatrudniamy wyłącznie bezrobotne osoby.


    Obecnie w Polsce jest kilkanaście dużych, to znaczy mających około 100 ptaków, ferm zajmujących się hodowlą strusi. Oprócz tego kilkaset osób prowadzi malutkie hodowle, które można raczej traktować jako ich hobby. Jednak i takie osoby pojawiły się na sobotnim szkoleniu w Szklarach.


    - Przyjechałyśmy z koleżanką z Pomorza. Mamy dwie rodziny strusie i w przyszłości, jak zdobędziemy więcej informacji, może też otworzymy własny biznes - wyjaśniały dwie młode mieszkanki Szczecina.


    Zdaniem Jarosława Tomalczyka hodowla strusi, może być jak najbardziej opłacalnym interesem i nawet w Polsce można na tym zarobić. Jednak trzeba być cierpliwym i mieć odpowiedni kapitał.


    - Na razie jest to egzotyczna sprawa, ale mam nadzieję, że za kilka lat ten temat spowszedniej - objaśnia Tomalczyk.
    Zdaniem Tomalczyka, już teraz na rynku krajowym jest spore zainteresowanie produktami strusimi. szczególnie poszukiwane jest mięso, które zresztą jest podstawowym produktem. Oczywiście przeszkodą jest nadal cena, która na razie jest zawrotnie wysoka. Strusie są zresztą jednymi z ciekawszych zwierząt hodowlanych, bo po uboju można je "wykorzystać" niemal w 90 procentach.


    - Jaja, skóra, pióra, pazury nie marnują się - wylicza Jarosław Tomalczyk.


    Za dwa miesiące w pobliskim Kamienniku uruchomiona zostanie ubojnia, która będzie mogła przerabiać około pół tysiąca ptaków miesięcznie. - Naszym dążeniem, jest przede wszystkim spopularyzowanie produkcji, i w konsekwencji obniżenie cen ? zapowiada Tomalczyk.


    W organizację spotkania szkoleniowego zaangażował się też Henryk Zamoyski, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Łosiowie. - Właściciele fermy zgłosili się do nas z propozycją zorganizowania sondażowego szkolenia. Stwierdziliśmy, że to bardzo dobry pomysł - wyjaśnia Zamoyski.


    Okazało się, że zainteresowanie tym tematem przerosło najśmielsze oczekiwania organizatorów. Pojawiło się aż 180 osób.


    - Nawet jeśli z tej grupy tylko 30 osób rozpocznie hodowlę, to już będzie olbrzymi sukces, a z rozmów z uczestnikami wynikało, że wielu z nich już rozpoczęło działalność - dodaje Zamoyski.


    Na szkoleniu obecny był powiatowy lekarz weterynarii z Nysy Jan Bagrowski, który sam jest właścicielem strusia. Wyjaśniał on uczestnikom szkolenia, na jakie rzeczy powinni zwrócić szczególną uwagę. Opowiedział o chorobach, żywieniu i zachowaniu typowym dla tych olbrzymich ptaków.
    Impreza spodobała się do tego stopnia, że strusie zostały zaproszone również do Łosiowa.


    - W czerwcu podczas dni otwartych naszego ośrodka, będzie można oglądać strusie. Może znajdą się następni zainteresowani. W tych czasach trzeba nieustannie szukać nowych rozwiązań - kończy Zamoyski.

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.