Wybierz region

Wybierz miasto

    Idzie podwójny niż

    Autor: Marek Ostrowski

    2002-03-22, Aktualizacja: 2004-12-18 00:53 źródło: Opole

    Fachowcy mówią, że najpóźniej w 2006 roku Polska wyjdzie z demograficznej dziury, dzięki czemu żłobki, przedszkola i podstawówki szybko zaludnią się rozbrykaną dziatwą.

    Fachowcy mówią, że najpóźniej w 2006 roku Polska wyjdzie z demograficznej dziury, dzięki czemu żłobki, przedszkola i podstawówki szybko zaludnią się rozbrykaną dziatwą. Będzie tak wszędzie poza Opolszczyzną, która ma tkwić po uszy w niżu aż do roku 2015.


    Nie trzeba być panem profesorem od matematyki, by wyliczyć, czym to się skończy. Zamykane na cztery spusty wiejskie szkółki, protestujący rodzice i zrozpaczeni nauczyciele, których przed ryzykiem utraty pracy nie uchronią nawet dziesiątki ukończonych kursów i podyplomowych studiów. Bo prawda jest bolesna - jak brakuje dzieci, to dla nauczycieli nie ma roboty.


    - W naszym regionie mamy podwójny niż. Na procesy demograficzne, które obserwujemy w całym kraju, nakładają się u nas niekorzystne procesy migracje. Mieszkańcy regionu wciąż wyjeżdżają, przede wszystkim do Niemiec - ocenia sytuację Jerzy Roszkowiak, który do końca marca pełni obowiązki opolskiego kuratora oświaty.


    Statystyka jest bezlitosna. W 1999 roku w województwie opolskim na świat przyszło tylko 9.672 dzieci (dziś potencjalnych przedszkolaków), czyli ponad dwa razy mniej niż w rekordowym roku 1983, kiedy to urodziło się 19.901 malutkich Opolan (dziś szykujących się już do matury). A pamiętajmy, że poza regionem pozostawał wówczas powiat oleski!


    Ten wyjątkowo gwałtowny spadek liczby urodzin może dziwić tylko tych, którzy nie znają odwiecznej tęsknoty opolskich Ślązaków do lepszego życia w Republice Federalnej Niemiec. Młodzi albo siedzą okrakiem na granicy, odwlekając życiową stabilizację, ale na dobre osiedlili się już po drugiej stronie Odry. W rezultacie pokaźna część naszych urodzonych w latach 90. maluchów pilnie wkuwa dziś tabliczkę mnożenia, ale - w Hamburgu czy Monachium.


    W jaki sposób te niekorzystne demograficzne tendencje odbiją się na opolskim szkolnictwie, naprawdę trudno ocenić. Temat jest wyjątkowo drażliwy, nic więc dziwnego, że ani władze oświatowe, ani nauczycielskie związki zawodowe nie kwapią się do ogłaszania alarmu, który mógłby do reszty przerazić i tak już pogrążonych w depresji nauczycieli. Nie trzeba być jednak prorokiem, by przewidzieć, że co najmniej najbliższa dekada upłynie pod znakiem redukcji zatrudnienia w opolskiej oświacie. W tej chwili mamy w regionie około 11.500 czynnych nauczycieli. Dla ilu z nich zabraknie pełnego etatu, a może w ogóle pracy w zawodzie? Takich prognoz nie ma, na razie można mówić tylko o tym, co dzieje się obecnie. A już dzieje się niewesoła.


    - Ruch kadrowy w oświacie kończy się w maju, nie mamy więc pełnego obrazu. Do 19 marca dostaliśmy informacje od dyrektorów ośmiu szkół. Piszą że muszą obciąć godziny 23 nauczycielom, a dla czterech w ogóle nie widzą możliwości zatrudnienia - dowiedziała się "GO" w kuratorium oświaty w Opolu.


    Zawód belfra nigdy nie był uważany za łatwy. Złośliwe życzenie "obyś cudze dzieci uczył" nie wzięło się w końcu z powietrza. Ale przez lata uchodził za fach pewny. Byłeś nauczycielem, to miałeś porządną państwową posadę.


    - Tego poczucia zawodowej stabilizacji dziś już nie ma - ocenia ze smutkiem Dorota Dancewicz, prezes opolskiego okręgu Związku Nauczycielstwa Polskiego.


    Co czeka opolskich nauczycieli? Czy naprawdę coraz częściej będziemy ich spotykać w kolejce po zasiłek?

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.