Wybierz region

Wybierz miasto

    Ilu z nas żyje w świecie horoskopów?

    Autor: Marek Ostrowski

    2002-05-31, Aktualizacja: 2004-12-18 00:37 źródło: Opole

    Stanisław Lem, nasz znakomity pisarz science fiction (sporo fikcji ale z szacunkiem dla naukowej wiarygodności, co w świecie SF jest raczej rzadkie) a zarazem wielki guru racjonalistów, już przed laty zjadliwie ...

    Stanisław Lem, nasz znakomity pisarz science fiction (sporo fikcji ale z szacunkiem dla naukowej wiarygodności, co w świecie SF jest raczej rzadkie) a zarazem wielki guru racjonalistów, już przed laty zjadliwie dowcipkował, że typowa pani domu nigdy by nie uwierzyła, że jej zastawa stołowa zacznie nagle sama fruwać po kuchni, ale doniesienia o latających talerzach czyta z wypiekami na twarzy.
    Dziś jest znacznie gorzej - co rusz natrafiamy na relacje o spotkaniach trzeciego stopnia z UFO, opowieści o cudownych objawieniach i uzdrowieniach czy kontaktach z duchami. Zwolennicy spiskowej teorii dziejów mnożą się nam jak grzyby po deszczu, nie dziwi nawet facet święcie przekonany (znam osobiście, powtarza to nawet na trzeźwo), że Einstein przeniósł w czasie lotniskowiec (był taki hollywoodzki film), tylko rząd USA ukrył to przed opinią publiczną. Bo te rządy już takie są, że nic tylko wszystko ukrywają. I jak tu zachować zdrowy rozsądek?

    Końca świata
    nie było
    Do niedawna najbardziej żywotni byli milleneryści, czyli ci wszyscy, którzy wierzyli, że koniec drugiego tysiąclecia przyniesie ze sobą koniec świata.
    Każdy z domorosłych millenerystów znał przynajmniej z omówień prasowych lub opowieści cioci proroctwa Nostradamusa, gotów był też dać sobie rękę obciąć, że o Wielkim Bum, które pośle nas wszystkich do piekła, mówi też utajniona przez Watykan trzecia tajemnica fatimska.
    Ostatnio ta przeraźliwie ponura frakcja wyraźnie osłabła, co i nie dziwota, bo z zapowiadanej Apokalipsy nic nie wyszło. O zupełnie prywatnej katastrofie mógł mówić co najwyżej znany projektant mody Paco Rabanne, który zbłaźnił się dokumentnie, zapewniając publicznie, że Paryż zostanie zmieciony z powierzchni ziemi przez kometę. Kropkę nad "i" postawił Watykan, ujawniając niedawno treść ostatniej tajemnicy fatimskiej. Inna sprawa, że najbardziej podejrzliwi i tak nie dali się przekonać. Oni wiedzą lepiej, że koniec świata zdarzy się w czwartek za dwa tygodnie.

    Dziwaków nie sieją
    Nasi domorośli apokaliptycy okazali się być w sumie mało fanatyczni. Ich wiara w niejasne przepowiednie była w gruncie rzeczy kwestią mody, o Sybilli rozmawiało im się w towarzystwie równie dobrze, jak o nowym filmie Mela Gibsona. Gdy koniec świata odwołano, nawet nie było im specjalnie głupio.
    Gdzie im tam do prawdziwych fanatyków, których w historii nie brakowało. Weźmy takich mołokanów, rosyjską sektę prawosławną, która głosiła, że w roku 1833 nastąpi koniec świata, a jej członkowie zostaną oczywiście ocaleni i wzięci do nieba. W wyznaczonym dniu mołokanie powłazili na skały i dachy, po czym rzucili się w dół, licząc na to, że stojące na straży anioły uniosą ich w powietrze. Skutek był łatwy do przewidzenia ? nieliczni mołokanie, którzy przeżyli, grzecznie wrócili na łono Cerkwi Prawosławnej. A pozostali mieli swój własny koniec świata.

    Granice bzdury
    Cały nasz problem z cudowną stroną rzeczywistości polega na tym, że jesteśmy zazwyczaj fachowcami w jednej dziedzinie i laikami we wszystkich innych. Ktoś się zna na hydraulice, ktoś na gotowaniu, ktoś inny jest świetnym panem z chemii. Czytając w kolorowych pisemkach o klonowaniu, kwarkach czy tajnikach hipnozy sami już nie bardzo wiemy, w co tu wierzyć, a z czego się śmiać.
    Wystarczy, że odwiedzimy jakieś targi medycyny naturalnej (organizuje się je ostatnio na każdym kroku) i głupiejemy na nich do reszty. Wiemy, że istnieją żyły wodne, więc łatwo nas namówić do kupienia różdżki, która pomoże nam sprawdzić, czy nasze małżeńskie łoże stoi w odpowiednim kącie sypialni. Słyszeliśmy o promieniowaniu geotermicznym, więc chętnie nabędziemy przenośny ekran do samochodu, który pomoże nam je zneutralizować i uniknąć stłuczki. Zwłaszcza, że można go także schować do futerału telefonu komórkowego, o którym też gdzieś czytaliśmy, że szkodzi jak diabli. Pewno nie jesteśmy, ale raka się boimy, a komórki używać musimy. Więc wciskamy miniekran w futerał i śpimy spokojniej.
    Specjalna piramida, w której warzywa zachowują świeżość? Jak najbardziej, przecież już w latach 70. telewizja pokazała piramidkę, w której można było ostrzyć trudne wówczas do nabycia żyletki. A ówczesnej telewizji można było nie wierzyć w sprawach politycznych, ale w sprawach naukowych powinna być wiarygodna, bo przecież obowiązywał materializm historyczny. Bierzemy więc warzywną piramidę w ciemno i wciąż mamy wrażenie, że zachowujemy się racjonalnie.
    To samozadowolenie łatwo jednak stracić, gdy trzeba podjąć decyzję, czy kupić również "pierścień Atlantów" występujący czasem jako ?krzyż atlantydzki?. Podobno został znaleziony przez markiza d?Agrain (ki diabeł?) w egipskiej Dolinie Królów i może nas uchronić przed nieszczęściem ? "od wypadku samochodowego po klątwę i magiczną agresję" (cytat z ulotki). Oj, zaczyna nam pachnieć jakimś zabobonem. Bo wypadek to rzecz poważna, ale kto z nas boi się klątwy?
    Podobny dyskomfort dopada nas, gdy otwieramy jakiś kolorowy periodyk, w którym zawsze trafi się magiczny kącik. Horoskop ułożony przez cyfrologa daje nam do myślenia ? skoro jesteśmy dziećmi Wszechświata, to może rzeczywiście układ gwiazd przy naszym urodzeniu ma wpływ na naszą osobowość i los? W końcu nawet znany psychoterapeuta Wojciech Eichelberger przyznał, że żywi do cyfrologii respekt. Ale co zrobić z dogłębną analizą relacji między naszym imieniem a charakterem? To już zakrawa na bzdurę niewąską ? w końcu imię wybrali nam rodzice, nieraz przypadkowo, choćby zainspirowani jakimś telewizyjnym serialem.

    Przez życie
    na skróty
    Większość z nas jest po prostu magią podszyta. A warto wiedzieć, że magia bardzo różni się od wiary. Człowiek wierzący przestrzega nakazów religii, modli się o łaskę, ma nadzieję na zbawienie, ale nigdy nie jest pewny swych zasług. Magia zawsze proponowała drogę na skróty, oferując praktyczne techniki manipulowanie światem. Chciałeś kogoś skrzywdzić, to wbijałeś szpilkę w laleczkę z wosku. Gdy potrzebowałeś pomocy demona, szukałeś odpowiedniego zaklęcia. Bałeś się zarazy, kupowałeś cudowny amulet. Skuteczność gwarantowana!
    Dzisiejsza magia jest inna, na miarę supermarketów, ale kryje się za nią podobna wizja świata, który można przemierzyć na skróty. I to dlatego Kościół wytrwale przestrzega przed horoskopami, wróżbami i innymi zabobonami.

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.