Wybierz region

Wybierz miasto

    Jan III Dobry kontra Władysław II Opolczyk

    Autor: Marek Ostrowski

    2002-06-07, Aktualizacja: 2004-12-18 00:35 źródło: Opole

    Książę Jan od dawna ma piękny pomnik przed Uniwersytetem Opolskim, aulę swego imienia i kryptę w opolskiej Katedrze. Książę Władysław dopiero teraz doczekał się skromnej uliczki nawiedzanej głównie przez gołębie.

    Książę Jan od dawna ma piękny pomnik przed Uniwersytetem Opolskim, aulę swego imienia i kryptę w opolskiej Katedrze. Książę Władysław dopiero teraz doczekał się skromnej uliczki nawiedzanej głównie przez gołębie. Ale teraz to on jest w natarciu. Czy ten najbarwniejszy opolski Piast odbierze rząd dusz ostatniemu z miejscowych Piastów?
    Jeszcze kilka lat temu obaj byli w identycznej sytuacji. Mówiąc brutalnie, mało kto prócz historyków cokolwiek o nich słyszał. I nagle w 1999 roku Jan III Dobry stał się najpopularniejszą postacią historyczną na Opolszczyźnie. Klimat wielce sprzyjał bohaterom, choćby i martwym. Opolanie dopiero co wybronili województwo, jak mogliby oprzeć się magii księcia, którego nominowano do roli patrona obrońców regionu?
    - Książę Jan Dobry, ostatni nasz Piast, jest arką przymierza między współczesnością a dawnymi wiekami - mówił biskup Alfons Nossol podczas pochówku szczątków księcia.
    - Przeszłość wyraźnie do nas przemawia. Książę zjednoczył ziemię opolską i raciborską, więc Kaplica Piastów, gdzie spoczął, jest miejscem, w którym będziemy mogli dalej walczyć o rozwój regionu - wtórowała mu senator Dorota Simonides.
    Prałat czekał
    na dobry moment
    Jan III Dobry zawdzięcza swoją nieprawdopodobną pośmiertną karierę proboszczowi opolskiej Katedry. Ks. Stefan Baldy nie tylko odkrył miejsce pochówku ostatniego Piasta, ale też uczynił z niego patrona samodzielnej Opolszczyzny.
    Historia jest znana, ale tak malownicza, że warto ją przypomnieć. Wszystko zaczęło się podczas renowacji posadzki Katedry prowadzonej jesienią 1985 roku. 1 listopada, podobno tuż po północy, ks. Baldy natknął się tuż przed ołtarzem, pod nawą główną, na drewnianą skrzynię, w której spoczywały ludzkie szczątki. Proboszcz szybko skojarzył fakty - skrzynia spoczywała bezpośrednio pod miejscem, gdzie mieścić się miał sarkofag księcia, jedynego opolskiego Piasta pochowanego w Katedrze, a nie w podziemiach kościoła ojców franciszkanów.
    Co prawda Jana Dobrego pochowano w ołowianej trumnie, w królewskim diademie, z mieczem w jednej i opolską chorągwią w drugiej ręce, ale wiadomo było, że w XVII wieku grób splądrowali Szwedzi. Trumnę przetopili na armatnie kule, a ciało przełożyli do drewnianej trumny, być może nawet zwykłej szafy. Przez wieki nikt nie wiedział, co się z nią stało.
    Ks. Baldy milczał jak kamień przez 13 lat. Jak twierdzi, bał się, że archeolodzy wejdą mu do katedry i wszystko rozkopią. Dopiero w roku 1998, gdy ruszyła batalia o kształt reformy Polski, zawarł z duszą księcia Jana osobisty pakt.
    - Jeśli pomożesz uratować województwo opolskie, to ja wyciągnę cię z poniżenia i sprawię ci godny pochówek - obiecał ponoć ostatniemu Piastowi.
    W ten oto sposób książę Jan, chcąc nie chcąc, został patronem lokalnych patriotów. Nie miał powodów do narzekania, bo ks. Baldy dotrzymał słowa. Gdy Opolskie zostało na mapie kraju, wydobył szczątki księcia. Każda kosteczka została odkażona w alkoholu, po czym pieczołowicie złożona w miedzianej trumnie. Opolski rzeźbiarz Adolf Panitz zaczął pracę nad sarkofagiem księcia, a mieszkańcom regionu zafundowano przyśpieszoną lekcję historii. O Janie Dobrym rozpisywała się prasa, nie próżnował też ks. Baldy, który poświęcił mu specjalne wydawnictwo "Księstwo Opolskie za czasów Jana Dobrego". Po pewnym czasie wszyscy jako tako oczytani Opolanie wiedzieli już, że żyjący w latach 1460?1532 książę był doskonałym i oszczędnym gospodarzem. Choć unikał wojen, udało mu się zjednoczyć niemal cały Górny Śląsk. Co więcej, przeszedł do historii jako autor dzieła "Ordunek górny", 72-punktowego kodeksu górniczego, pierwszego na naszych ziemiach. Gdy umierał, zostawił w skarbcu 107 kilogramów złota.
    A gdzie dziedzic?
    Nie zostawił za to potomka, co wytknął mu młody opolski historyk Maciej Borkowski, bodaj jedyny, który odważył się na publiczną krytykę zasług ostatniego Piasta.
    Mówiąc wprost, Borkowski - sam wielbiciel Władysława Opolczyka - uważał, że Jan III Dobry został mocno przereklamowany. Powołując się na opinie znawcy dziejów Śląska Władysława Dziewulskiego, Borkowski przypominał, że przydomek "Dobry" książę Jan otrzymał dlatego, że był uległy wobec feudałów ze swojego otoczenia. Uchodził też za bezwolne narzędzie w rękach margrabiego Jerzego Hohenzollerna, zausznika czeskiego króla Władysława Jagiellończyka. Złośliwe plotki z epoki głosiły też ponoć, że Jan Dobry, nie przepadający za kobietami (stąd rzekomo brak potomka), miał po prostu słabość do młodego i przystojnego margrabiego. Ale może to tylko plotki?
    Borkowski mógł sobie gadać, prawda historyczna zawsze przegrywa z mitem. A książę Jan takim właśnie mitem się stał. Choć spoczął pod ziemią setki lat temu, zaczął pełnić zaszczytną rolę patrona samodzielnego Śląska Opolskiego.
    Władysław
    Zapomniany
    Rok 1999 był na Opolszczyźnie rokiem księcia Jana. Ale już w maju 2000 roku Andrzej Edward Kowalczyk, enfant terrible opolskiej polityki, powołał do życia Bractwo Miecza im. Władysława Opolczyka. To wzeszło ziarno posiane przez Borkowskiego, który reklamował Opolczyka gdzie tylko mógł.
    - Bo to jest to postać z krwi i kości, bez dwóch zdań najwybitniejszy opolski Piast. Człowiek, który wciąż czeka na swojego Sienkiewicza. To, że został zapomniany, jest wyjątkowo niesprawiedliwe! - powtarzał Borkowski.
    Czemu zapomniano o Opolczyku? Pewnie dlatego, że trudno było zamknąć jego życie w tak lubianym przez belfrów schemacie mądrego i dobrego władcy, patriotycznego wzorca dla przyszłych pokoleń. Ten bliski sercu polskich katolików fundator Jasnej Góry uchodził zarazem za renegata paktującego z Krzyżakami, buntownika, którego oblegać musiał w Opolu sam król Władysław Jagiełło. I jak tu o takim opowiadać szkolnej dziatwie?
    - To wcale nie musi być trudne. Wystarczy sobie uświadomić, że Władysław był nieodrodnym synem epoki. Nawet jeśli wadził się z królem, marząc o koronie dla siebie, to pamiętajmy, że tak właśnie rodzi się historia, ze sporów ludzi wielkich i wpływowych! Warto pamiętać, że żył opolanin, który był panem dość potężnym, by wadzić się z samym Jagiełłą - mówi Borkowski.
    Kariera
    prowincjonalnego księcia
    Władysław przyszedł na świat około roku 1330 jako syn opolskiego księcia Bolesława II. Perspektywa przejęcia księstwa nie zaspokajała jego ambicji. Opuścił Opole i ruszył w świat, w poszukiwaniu protektora. W połowie XIV stulecia pojawił się na dworze króla Ludwika Andegaweńskiego. Nie marnował czasu. Pierwsze małżeństwo spowinowaca go z węgierskimi możnowładcami, a status człowieka znającego polskie realia czyni niezbędnym Ludwikowi, który ma przecież przejąć polski tron, gdyby Kazimierz Wielki nie pozostawił po sobie męskiego potomka. W 1364 roku w trakcie zjazdu monarchów w Krakowie Opolczyk bierze udział w sławnej "uczcie u Wierzynka". Jest tylko członkiem królewskiego orszaku, ale już w trzy lata później staje się palatynem węgierskim, drugą osobą w państwie. I radzi sobie w tej roli świetnie. Gdy król Kazimierz umiera, to Opolczyk zjawia się w Krakowie, by dopilnować praw sukcesyjnych Ludwika. To jemu przypisuje się unieważnienie części testamentu i przekreślenie ewentualnych roszczeń Kaźka Słupskiego, ukochanego wnuka Kazimierza.
    Wdzięczny Ludwik mianuje go w 1372 roku namiestnikiem dopiero co przyłączonej Rusi Czerwonej. Warto pamiętać, że to właśnie Opolczyk podniósł Lwów do rangi stolicy Rusi. Niechętna szlachta, nazywająca zresztą Opolczyka Rusinem, zaczęła podejrzewać go o chęć oderwania od Polski ukochanej Rusi. Nienawiść do najpotężniejszego wówczas w kraju możnowładcy była tak silna, że król Ludwik musiał cofnąć decyzję mianującą Władysława wielkorządcą w Polsce.
    Ikona z Rusi
    Faworyt czuł się upokorzony, ale nadal był na szczycie. W 1382 sprowadził z Rusi wizerunek Matki Boskiej, któremu przypisał swoje zwycięstwo nad Tatarami oblegającymi Bełz. Zabrał z miejscowej kaplicy ikonę z Madonną o ciemnej twarzy i ruszył z nią do Opola. Pod Jasną Górą, w środę 9 sierpnia, miał widzenie i postanowił nie jechać dalej. Zostawił obraz w parafialnym kościele i do opieki nad nim ściągnął 16 paulinów z węgierskiego klasztoru Nosztre, dając im na uposażenie wieś Starą Częstochowę. W ten oto sposób Władysław został fundatorem jasnogórskiego sanktuarium.
    - Gdyby na tym zakończyła się kariera Opolczyka! Byłby chwalonym po dziś dzień bohaterem. Niestety, niepohamowana ambicja skłaniała go do coraz bardziej ryzykownych posunięć - komentuje Borkowski.
    W tym samym 1382 roku umarł Ludwik. Opolczyk wystawił swoją kandydaturę do korony, ale wobec sprzeciwu szlachty zdecydował się na poparcie Jadwigi. Jego wpływy nadal były ogromne. Gdy w kilka lat później zapadła decyzja o jej ślubie z Jagiełłą, litewski władca otrzymał na chrzcie imię po Opolczyku.
    Krzyżacki kamrat
    I tu zaczyna się czarna legenda Władysława. Gdy Jagiełło decyduje się na przyłączenie Rusi do Polski, Opolczyk staje okoniem. W rewanżu król odbiera mu Bydgoszcz. Rozwścieczony kolejnym upokorzeniem opolski książę próbuje 16 maja 1388 roku dokonać zamachu stanu. Przegrywa i zostaje pojmany, ale król wciąż liczy się z Opolczykiem i dąży do zgody. Na prawdziwe porozumienie jest już za późno. Tracący wpływy Władysław zbliża się do Krzyżaków. Wbrew woli króla zastawia im kolejne zamki, w końcu, zupełnie tracąc polityczny rozsądek, w 1392 roku proponuje im zawarcie paktu i podział Polski między Zakon, Brandenburgię i Węgry. Krzyżacy, którzy nie chcieli wtedy zatargu z Jagiełłą, informują o wszystkim Kraków.
    Rozeźlony Jagiełło rusza na wyprawę wojenną przeciwko Opolczykowi. W kolejnych kampaniach pozbawia go ziem i zamków, w końcu w 1396 osobiście staje pod murami Opola. Wojnę domową kończy rozejm podpisany 6 sierpnia przez bratanków Opolczyka. On sam jest już wtedy pozbawiony władzy starcem. Osamotniony, zgorzkniały i najprawdopodobniej zdziwaczały książę Władysław umiera w maju 1401 w małej komnacie Zamku Górnego.
    Deptak
    księcia Władysława
    Warto wiedzieć, że ulica Opolczyka przebiega pod oknami tej baszty, w której oddał ducha Panu. To malutki deptak tuż za pomnikiem Lompy. Dziś pustawy, ale po zagospodarowaniu okolic Collegium Majus Uniwersytetu Opolskiego może odżyć.
    - Czy ta ulica to moja zasługa? Są tacy, którzy mówią, że to ja wskrzesiłem Opolczyka, powiedziałem: Władysławie, wstań i idź! Może i tak - śmieje się Borkowski.
    Z pewnością to on zapewnił Opolczykowi skuteczne public relations. W grupie inicjatywnej, która poprosiła Zarząd Miasta o znalezienie Opolczykowi ulicy znalazły się naprawdę ważne nazwiska: panie senator Dorota Simonides i Apolonia Klepacz, byli i obecni posłowie Kazimierz Szczygielski, Jerzy Szteliga, Andrzej Nymysło, Leszek Korzeniowski, prezydenci miasta Piotr Synowiec i Piotr Kumiec... Wyszło na to, że za księciem Władysławem ujęła się cała polityczna śmietanka Opolszczyzna, od lewicy po prawicę. Na razie ma skromny deptak, ale od czegoś musi przecież zacząć.

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.