Wybierz region

Wybierz miasto

    Łapali wiatr w żagle

    Autor: Marek Ostrowski

    2002-08-30, Aktualizacja: 2004-12-18 00:17 źródło: Opole

    Pogoda pokrzyżowała nieco plany organizatorom regat na Jeziorze Nyskim. W miniony weekend pięknie grzało, co cieszyło plażowiczów, ale martwiło żeglarzy, z utęsknieniem wyczekujących silniejszego podmuchu wiatru.

    Pogoda pokrzyżowała nieco plany organizatorom regat na Jeziorze Nyskim. W miniony weekend pięknie grzało, co cieszyło plażowiczów, ale martwiło żeglarzy, z utęsknieniem wyczekujących silniejszego podmuchu wiatru. - Jakoś sobie daliśmy radę - deklaruje jednak Janusz Pacia, szef Nyskiego Ośrodka Rekreacji.

    Organizatorzy imprezy zachwyceni bezwietrzną aurę nie byli, ale nie robili z niej tragedii.
    - W naszych regatach zabawa jest tak samo ważna jak konkurencja - komentował Pacia.

    Wszystko dzięki temu, że regaty, wymyślone przed ośmiu laty przez ówczesnego szefa NOR-u Zbigniewa Wawrzkiewicza, mają charakter jak najbardziej otwarty. Po pierwsze - chodzi w nich o to, by ściągnąć jak największą liczbę przeróżnych jednostek pływających (w tym roku NOR był gotów dopuścić do zawodów nawet wielokadłubowce, ale żaden się nie zgłosił), bo to najlepszy sposób promowania żeglarstwa. Co więcej, impreza ma być atrakcyjna nie tylko dla samych uczestników żeglarskich zmagań, ale także letników smażących się na plaży. To dlatego w tym roku zorganizowano dla dzieciaków gry i zabawy na piasku oraz przygotowano pokaz umiejętności ratowników, dzięki czemu maluchy mogły odnieść wrażenie, że oto znalazły się na planie kolejnego odcinka "Słonecznego patrolu".

    Sprawdza się także luźniejsza formuła regat. Przede wszystkim prosty jest regulamin - wygrywa ten, kto najszybciej pokona wyznaczoną trasę (w tym roku trasa w kształcie trójkąta liczyła sobie około dwóch kilometrów długości). W normalnych warunkach. na typowych regatach, trzeba poczekać, aż wiatr osiągnie szybkość 2 stopni w skali Beauforta (czyli 2 metry na sekundę). W Nysie było inaczej - ruszano na wodę, gdy tylko powiał leciuteńki zefirek.

    - Nawet jak jest słaba "jedynka", to też można popływać - przekonywali uczestnicy.

    - Wtedy bywa nawet ciekawiej, bo okazuje się, że przy takim słabym wietrze świetnie radzą sobie nasze stare sprawdzone omegi. I może się okazać, że wygrywają dzieciaki, a nie starsi i bardziej doświadczeni żeglarze. Cała zabawa polega na tym, że przy tak różnych jednostkach regaty są jak loteria, nie sposób przewidzieć, kto będzie górą - komentuje Pacia.

    W tegorocznej, ósmej już edycji nyskich regat, wzięło w sumie udział kilkanaście różnych jednostek. Niestety, nie udało się zorganizować rywalizacji między dwoma dwumasztowcami. Na jezioro wypłynął co prawda dwumasztowy "wielki trener" z NOR-u, ale nie dotarła podobna jednostka z Jeziora Otmuchowskiego, która... po prostu utknęła w przybrzeżnym błocie. Wszystko przez to, że ostatnio w obu zbiornikach retencyjnych Nysy Kłodzkiej wrocławski Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej utrzymuje niski poziom wody. Niby nie ma potrzeby tworzenia tak dużej rezerwy powodziowej, ale gospodarze zbiorników, obserwując powódź w Czechach i Niemczech, wolą dmuchać na zimne.

    - Nam jednak niska woda nie przeszkadza, w razie czego możemy nawet trochę poszorować brzuchem po piasku - żartują sobie żeglarze z NOR-u.

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.