Wybierz region

Wybierz miasto

    Lilijka bankrutuje

    Autor: MAREK ŚWIERCZ

    2002-07-29, Aktualizacja: 2004-12-18 00:23 źródło: Dziennik Zachodni

    Finansowa sytuacja opolskich harcerzy jest tragiczna. Jako tako radzą sobie drużyny i szczepy, całkiem nieźle stoją też trzy hufce: Brzeg, Głubczyce i Opole-miasto.

    Finansowa sytuacja opolskich harcerzy jest tragiczna. Jako tako radzą sobie drużyny i szczepy, całkiem nieźle stoją też trzy hufce: Brzeg, Głubczyce i Opole-miasto. Ale sama chorągiew jest zadłużona po uszy i w gruncie rzeczy powinna zostać zlikwidowana. Jeśli trwa, to tylko dlatego, że Kwatera Główna ZHP i tak w razie czego musiałaby przejąć jej długi. Woli jednak zostawić te długi w terenie, wierząc, że ktoś pomoże je spłacić. Ma rację - Opolska Rada Przyjaciół Harcerstwa już zadeklarowała, że zorganizuje sprzedaż cegiełek, by pokryć choć część skautowskich należności. A są to długi nie byle jakie - należności chorągwi wynoszą 645 tysięcy złotych i z powodu odsetek rosną o kilkanaście tysięcy miesięcznie.


    Wspomniana Rada, którą kieruje były wojewoda Ryszard Zembaczyński, miała początkowo nadzieję, że część długów weźmie na siebie Warszawa. Szybko się rozczarowała. Ściągnięty do Opola naczelnik ZHP harcmistrz Wiesław Maślanka otwarcie powiedział, że nie da ani grosza, bo pieniędzy nie ma.


    - Nie możemy wam nawet pieniędzy pożyczyć. Gdyby była taka możliwość, już dawno byśmy to zrobili - tłumaczył hm Maślanka.


    Rzecz w tym, że ZHP w ogóle kiepsko stoi. Długi podobne do opolskich ma chorągiew w Krakowie, na minusie jest też Centrum Wychowania Morskiego, sama Kwatera Główna również jest obciążona długami przejętymi z terenu.


    - Liczymy na pomoc opolskich przyjaciół harcerstwa. Bardzo bym nie chciał decydować się na rozwiązania doraźne, na przykład na sprzedaż harcerskiej bazy - mówił w Opolu hm Maślanka.


    Opolska chorągiew nie ma co prawda zbyt wielu atrakcyjnych ośrodków, ale np. stanica wodna nad Jeziorem Turawskim to łakomy kąsek, za który można by dostać sporo grosza. Tylko że po sprzedaniu stanicy możliwości pracy z młodzieżą bardzo by się skurczyły.


    Jakim cudem opolscy harcerze wpakowali się w takie kłopoty? Jeszcze niedawno cieszyli się powszechnym uznaniem, wszyscy pamiętali im piękną kartę z czasów powodzi tysiąclecia, nie przez przypadek opolska chorągiew otrzymała w roku 1998 tytuł najlepszej w kraju organizacji pozarządowej. O "wejściach" opolskich harcerzy świadczyło i to, że udało im się ściągnąć na Górę św. Anny prezydenta Lecha Wałęsę a potem Aleksandra Kwaśniewskiego.


    - Skąd kłopoty? Musimy uczciwie przyznać, że zbyt wolno reagowaliśmy na rozwój sytuacji. Dotacje szybko malały, a my za wolno redukowaliśmy zatrudnienie w chorągwi i hufcach - twierdzi hm Stanisław Bałaj, który kieruje opolską chorągwią od czerwca.


    Skautów pogrążyli ich działacze na etatach. W roku 1999, gdy wpływy wynosiły 3.252 tys. złotych, chorągiew zatrudniała 31 osób. Rok później etatów było tyle samo, ale wpływy spadły do 2.671 tys. i chorągiew dorobiła się długu w wysokości 178 tysięcy. W 2001 roku szybko poszła na dno - choć zaczęto pracowników zwalniać, długi skoczyły do 548 tysięcy. Dziś, choć na etatach zostało 12 osób i oszczędza się na wszystkim, dług dalej rośnie. Przede wszystkim z powodu odsetek naliczanych przez ZUS - chorągiew zalega mu z kwotą całych 450 tysięcy złotych.


    Stare długi działają jak zaciskający się stryczek. To z ich powodu chorągiew nie może się starać o dotacje kuratorium oświaty na organizowanie wypoczynku dzieci i młodzieży. Nie ma więc pieniędzy nie tylko na spłatę długów, ale i na bieżącą działalność.


    - Nie chciałem nikogo zwalniać, bo mieliśmy świetnych ludzi, którzy pracowali za małe pieniądze tylko dlatego, że chcieli pracować na rzecz harcerstwa - broni się hm Mirosław Mandryga, który zarządzał chorągwią do czerwca tego roku.


    Mandryga był komendantem przez prawie dziewięć lat i uchodził zawsze za człowieka niezwykle zaradnego. Dziś zrobiono z niego czarną owcę, nie został nawet zaproszony na spotkanie z naczelnikiem Maślanką, choć pomagał Radzie Przyjaciół Harcerstwa układać listę gości. Nikt już nie pamięta o jego dawnych sukcesach, wypomina mu się za to polityczne zaangażowanie i to, że startował w wyborach z listy Unii Wolności.


    - Związałem się z Unią, bo nasza chorągiew padała właśnie ofiarą politycznych rozgrywek i uznałem, że tylko polityczne zagranie może jej pomóc. Wojewoda Adam Pęzioł z AWS odciął nas od pieniędzy, myślałem więc, że pomogą nam wicewojewodowie z Unii - broni swoich dawnych osobistych decyzji Mandryga, dodając, że już od 1998 roku na każdym kroku mówił o niesprawiedliwym podziale środków na organizacje harcerskie i nagłaśniał kłopoty swojej chorągwi.


    - To prawda, że kłopoty ZHP zaczęły się w 1998 roku. Najgorsze było to, że nie było wtedy jasnych reguł gry. Władze oficjalnie nic do nas nie miały, ale nieoficjalnie blokowano nam dostęp do dotacji. Uważam jednak, że opolskim harcerzom polityczne zaangażowanie byłego komendanta zaszkodziło - komentuje sytuację Maślanka.


    Jaki będzie dalszy los chorągwi, trudno przewidzieć, bo nie wiadomo, ile przyniesie kwesta na rzecz harcerzy. Rada ma jeszcze jeden pomysł - chce się zarejestrować jako stowarzyszenie, które mogłoby negocjować z kuratorium w zastępstwie zadłużonej chorągwi. Wtedy skauci mogliby przynajmniej pracować.


    Czy uda się ocalić turawską stanicę, nie wiadomo. Wiadomo za to, że opolscy instruktorzy nie zdali egzaminu z nowych czasów i tym samym zdobyli - oczywiście całkiem niechcący - sprawność bankruta.

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.