Wybierz region

Wybierz miasto

    Marzenia pomagają żyć

    Autor: Rozmawiała Magdalena Kaczor

    2002-10-04, Aktualizacja: 2004-12-18 00:09 źródło: Opole

    Już za chwilę w sklepach pojawi się pana nowa płyta. Kolejna, po nagranej ostatnio z Goranem Bregowiciem. Czy będzie równie wielkim zaskoczeniem? Chcę podkreślić przede wszystkim, że płyta powstawała w bardzo dobrej ...

    Już za chwilę w sklepach pojawi się pana nowa płyta. Kolejna, po nagranej ostatnio z Goranem Bregowiciem. Czy będzie równie wielkim zaskoczeniem?

    Chcę podkreślić przede wszystkim, że płyta powstawała w bardzo dobrej atmosferze, w domu Andrzeja Smolika, gdzie ma on również studio nagraniowe. Smolik jest tam i producentem, i realizatorem. To jest połączenie muzyki klubowej i mojego doświadczenia życiowego. Pierwsza, pilotująca płytę, piosenka nosi tytuł "Bo jesteś ty" i na pewno zaskakuje. Jest inna niż wszystkie inne piosenki Krzysztofa Krawczyka. Chodzi głównie o warsztat, czyli śpiewanie bez zbytniego natężenia. Staraliśmy się eliminować wszelkie naleciałości, które mogą kojarzyć się słuchaczom ze starszymi utworami.

    Czyli zupełnie nowy Krzysztof Krawczyk...

    Tak zupełna nowość. Kompozycje na tą płytę stworzył nie tylko Smolik, ale również kilku innych młodych wokalistów. W powstawaniu płyty brali również udział Przemek Myszor, Jacek Lachowicz, Maciej Maleńczuk, Daniel Wyszogrodzki, Robert Gawliński, czyli panteon młodych gwiazd takich w wieku mojego syna.

    Dobrze pracowało się panu z tak młodą ekipą?

    Nie mogę powiedzieć, że czułem jakiś dystans. Doskonale czułem się w tym towarzystwie, można nawet powiedzieć, że ja przy nich odmłodniałem. Nie czułem fałszywego szacunku, tylko autentyczną sympatię. To było dla mnie bardzo interesujące doświadczenie. Ja jako artysta mam prawo do eksperymentów i gdy spojrzeć na moją biografię, to widać, że staram się uniknąć zaszufladkowania.

    Ostatnia płyta zrobiła furorę. Czy ma pan obawy co do, tego jak zostanie przyjęta nowa?

    Na razie jest pozytywnie recenzowana, ale zobaczymy co będzie, gdy ukaże się całość. Inna rzecz, jak będzie sprzedawana. Mam wiele obaw, bo przy tych cenach płyt, przy zubożeniu społeczeństwa może nie być łatwo. Moi rówieśnicy właściwie nie chodzą do sklepu z płytami, w ogóle ich nie kupują. Jedynie melomani, przez duże M. Obliczyliśmy kiedyś, że gdyby wszyscy ludzie, którzy dawniej kupowali moje płyty wyszli do sklepów jednego dnia, to miałbym sprzedany milion płyt. Ale teraz...

    No właśnie, jeśli pana rówieśnicy nie kupują płyt, to trzeba robić muzykę dla ludzi młodszych. Chyba stąd pomysł na lifting wizerunku?

    To jest oczywiście jeden z powodów. Płyta, którą nagrałem z Goranem Bregoviciem, była sposobem na uzyskanie kredytu zaufania. To była próba powrotu na rynek. Chciałem zdobyć nową, lepszą pozycję. Wprawdzie mam już 56 lat i wielu moich rówieśników w tym wieku odcina jedynie kupony od sławy, ale to ich problem. Ja do odcinania kuponów jeszcze się nie nadaję, może za kilka lat. Zareagowałem optymistycznie na pomysł nagrania nowej płyty ze Smolikiem. Rynek jest rynkiem i my wiemy kto kupuje płyty, a kto ich nie kupuje. Moje pokolenie ma uraz, albo uważa, że im nie wypada. To boli. Niestety, nasi fani, fani artystów z tamtych lat, wypinają się na nas, ale nie zdają sobie sprawy, że przez to wielu muzyków jest zmuszonych do odcinania kuponów. To oczywiście nie tylko ich wina. Płyty są zbyt drogie. Moim zdaniem płyta nie powinna kosztować więcej niż 20 złotych, a kosztuje dużo więcej. To jest jakieś nieporozumienie. Ubolewam nad wszystkimi pośrednikami, mówię, że oni wylądują w piekle, bo niszczą wykonawców. Do jednego jabłka przypina się zdecydowanie za dużo osób. Dlatego nie wiem, jak ta płyta będzie się sprzedawała. W dzisiejszych czasach jak artysta sprzeda w ciągu kilku tygodni 8 tysięcy płyt, to wszyscy się cieszą. Dla porównania powiem, że w latach 70. moja jedna płyta rozchodziła się w ilościach egzemplarzy od 70 do 200 tysięcy. To były oczywiście inne czasy i płyta nie kosztowała drogo. Może ci ludzie nadal kupują płyty, ale zamiast do sklepu idą na stragan i zamiast kilkudziesięciu złotych płacą kilkanaście u pirata za ten sam produkt.

    W piosence z nowej płyty, którą można ostatnio często usłyszeć w radiu, śpiewa pan o miłości do kobiety, już nie o Bogu. Czy coś się zmieniło w pana życiu?

    O Bogu również śpiewam, bo Pan Bóg jest miłością. To nie jest tylko moje zdanie. Natomiast zarówno ta piosenka jak i cały album są dedykowane na szykujące się pojednanie między moją żoną a synem. W moim życiu było ostatnio sporo zawirowań. Moja żona, opierając się na nieprawdziwych informacjach, wniosła pozew o rozwód. Szczęśliwie, obok złych ludzi pojawili się dobrzy, którzy udowodnili żonie, że tak nie było i teraz ja chodzę obrażony i czekam, aż oświadczy mi się moja żona. Jeszcze się omijamy, ale już widzę, że sam byłem uparty osioł, bo mogłem na sprawie pojednawczej powiedzieć, jak bardzo się kochamy, a tak straciliśmy dużo zdrowia i nerwów. Dla mojego syna macocha nie było nigdy wzorem matki, ani nawet koleżanki. On się separował od nas, my nie akceptujemy do dzisiaj jego związku, z różnych powodów i on się odwzajemnił. Teraz ja próbuję to wszystko odbudować, piszemy do siebie listy, rozmawiamy przez telefon. To jest rana, która się będzie bardzo długo goić. Ja mu wybaczyłem, ale z moją byłą, może przyszłą małżonką będzie gorzej.

    Panie Krzysztofie, czy to znaczy, że ponownie chce pan ożenić się ze swoją byłą żoną?

    Nie jest to wykluczone. To pewnie będzie głośna sprawa, ale kilka osób odetchnie. Byliśmy przykładem małżeństwa, które mówi o sobie w samych superlatywach, mówiliśmy dużo o wartościach chrześcijańskich i to wszystko w pewnym momencie runęło. Ale to jest potwierdzeniem powiedzenia, że Nobody?s perfect, nikt nie jest doskonały. Każdy ma prawo do potknięć, każdy walczy ze swoimi słabościami. Jeden walczy mocniej, drugi słabiej. To jest indywidualna sprawa. Takiej płyty, jak ta nagrana z Andrzejem Smolikiem, jeszcze w swojej 40-letniej karierze nie miałem. Ta płyta jest połączeniem moich wieloletnich doświadczeń i umiejętności Smolika. Mam nadzieję, że spodoba się moim starym słuchaczom w równym stopniu, co ludziom, którzy słuchają muzyki Smolika.

    Czterdzieści lat działalności artystycznej to kawał czasu. Pamięta pan, jak to się zaczęło.

    Jako 16-letni chłopcy przyszliśmy z kolegami do Estrady i powiedzieliśmy, że chcemy pracować, ale nas wyrzucili. "Przyjdźcie, jak zrobicie maturę" - usłyszeliśmy. Potem zaistniał zespół "Trubadurzy", w którym my, kilkunastoletni chłopcy graliśmy na potańcówkach, studniówkach. Ja od tego momentu liczę rozpoczęcie swojej drogi artystycznej.

    Od tego czasu wiele się w Pana życiu zmieniło, nagrał pan mnóstwo płyt, wyjechał z kraju. Czuje się pan spełniony jako człowiek i jako artysta?

    Jako człowiek jestem bardziej spełniony, niż jako artysta. Nie byłem w stanie uniknąć tych rzeczy, które Opatrzność mi zsyłała i które mimo rozmaitych konsekwencji były w sumie edukujące. Moje życie prywatne, poza ostatnimi problemami, jest osadzone na solidniejszym gruncie. Widzę, że miłość potrafi przezwyciężyć różne rzeczy. Generalnie jestem człowiekiem szczęśliwym, może w tej chwili nie do końca, ale jednak... Cieszę się, że mam tą płytę, że jest ona inna niż wszystkie do tej pory. Nie spotkałem się z żadnym przykrym zarzutem, może poza tym, że jestem inny niż wszyscy. Jednak jako artysta mam prawo do artystycznego eksperymentu. Jestem cały czas obecny na rynku i nie dałem się zaszufladkować.

    Co by się stało, gdyby płyta nie odniosła sukcesu?

    Wtedy prawdopodobnie będą musiał nastawić się na odcinanie kuponów, albo po raz kolejny zerwać się do walki. Wspólnie z życzliwymi ludźmi wymyślać nowy image i dalej próbować. Ale mam pozytywne przeczucia co do tej płyty, która nazywa się "... bo marzę i śnię". Na płycie znajdują się zarówno bardzo romantyczne teksty, jak i żywsze rytmy. Właściwie można powiedzieć, że jest to spokojna, dżentelmeńska płyta.

    Ma pan jakieś niezrealizowane artystyczne wizje?

    Mogę tylko powiedzieć, że w marzeniach słyszę swój głos z dużym big bandem muzyki swingowej. To jedno z moich marzeń, ale jak będzie mnie widzieć firma i jaki zaplanuje dla mnie styl, to już zupełnie inna sprawa. Zawsze kiedy kolejna płyta schodzi z rynku, wtedy artyście wydaje się, że znowu ma coś do zrobienia. To jest dosyć optymistyczne, bo najgorzej zamknąć się w domu i czekać na telefon, żeby zarobić parę groszy. To jest oczywiście bardzo ważny aspekt, bo trzeba utrzymać rodzinę, zarobić na dom, spłacić kredyty. To jest bardzo ważne, ale ważne jest również to, żeby pozostać marzycielem. Marzenia pomagają nam żyć.

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.