Wybierz region

Wybierz miasto

    Oddajcie nam księdza!

    Autor: Marek Świercz

    2005-10-14, Aktualizacja: 2005-10-15 09:55 źródło: Dziennik Zachodni

    Parafianie z Jarnołtówka murem stoją za swoim byłym proboszczem księdzem Zbigniewem P., którego Sąd Rejonowy w Prudniku skazał na półtora roku więzienia w zawieszeniu za rzekome molestowanie trzech nieletnich chłopców.

    Parafianie z Jarnołtówka murem stoją za swoim byłym proboszczem księdzem Zbigniewem P., którego Sąd Rejonowy w Prudniku skazał na półtora roku więzienia w zawieszeniu za rzekome molestowanie trzech nieletnich chłopców. Bronią kapłana, ale też swojego dobrego imienia – przecież nie tolerowaliby przez dziesięć lat zboczeńca!


    Zbigniew P. objął małą parafię w Jarnołtówku w 1993 roku. Jedynak spod Korfantowa, z polsko-śląskiej rodziny, prawdziwy swojak – lekko po czterdziestce, energiczny, kontaktowy. Ludzie polubili go bardzo szybko. Za to, że wyremontował kościół i plebanię, organizował zbiórki darów dla biednych, z własnej kieszeni wspierał najuboższych parafian. A w roku wielkiej powodzi, gdy przez wieś przetoczył się wezbrany Złoty Potok, stawał na głowie, by zorganizować dary dla powodzian.
    Gdy miejscowe władze postanowiły zamknąć szkołę podstawową, namówił ludzi do powołania szkoły stowarzyszeniowej. – Nie mieliśmy wcześniej tak wspaniałego duszpasterza – mówią ludzie z przekonaniem.


    Ksiądz z Orderem Uśmiechu

    Za czasów księdza Zbyszka plebania tętniła życiem. Także za sprawą tłumów dzieciaków, które przyjeżdżały regularnie na kolonie. Bywały tu maluchy z domów dziecka z całego Śląska i z polskich wiosek na Ukrainie. O proboszczu pisały z wielką sympatią media, jako jeden z nielicznych opolskich kapłanów dostał nawet Order Uśmiechu.

    – Dzieci płakały, gdy musiały stąd wyjeżdżać – opowiadają zgodnie Janina Pławiak, Stefania Mordwa i Stanisława Diakowska, które przez lata gotowały kolonistom. – Garnęły się do księdza. Jego matka, choć staruszka, chodziła do lasu po jagody, bo życzyły sobie pierożków na obiad. Miały tu jak w raju.

    – Był za dobry, miał za wielkie serce. I za to został tak strasznie ukarany – wzdycha Janina Popyk, jedna z tych parafianek, które do dziś żałują, że nie zatrzymały księdza siłą.


    Romans z Beatką

    Wśród dzieci przyjeżdżających do Jarnołtówka na kolonie byli też wychowankowie Domu Dziecka w podopolskich Chmielowicach. Też wracali tu bardzo chętnie, kilku chłopaków przyjeżdżało nie tylko na kolonie, ale na weekendy. Jak często, nie wiadomo – jak stwierdziła potem prokuratura, dokumentacja wyjazdów była w placówce prowadzona bardzo niechlujnie.

    – Mali byli, ale już trochę łobuzy. Nasi chłopcy opowiadali, że popalają papierosy i nawet okradają księdza – wspominają dziś Adam Prościak i Bolesław Kawalec, których synowie byli u księdza B. ministrantami.

    – Ksiądz opowiedział mi, że zjawili się u niego także w sierpniu 2003 roku. Chyba byli już wtedy pełnoletni. Chcieli od księdza pieniędzy. Nie dał, zaproponował, że mogą zarobić przy koszeniu trawy: Nie chcieli. A jak odchodzili, to powiedzieli mu, że jeszcze pożałuje – opowiada DZ Józef Śmigla, dyrektor miejscowej szkoły.

    Bomba wybuchła kilka tygodni później. Podczas niedzielnej mszy ksiądz Zbyszek ogłosił z ambony, że jest szantażowany. Odczytał anonimy, w których w niezwykle wulgarnych słowach ktoś żądał od niego pieniędzy, grożąc ujawnieniem jego „perwersji seksualnych” i „romansu z Beatką”. Proboszcz poprosił parafian o pomoc i zawiadomił policję. Zdaniem mieszkańców, to ostatnie zrobił niepotrzebnie. Haracz (najpierw 2 a potem 5 tysięcy złotych) miał złożyć nocą w wyznaczonym miejscu. Ludzie sami chcieli zastawić pułapkę, ale zjawili się umundurowani funkcjonariusze i wszystko wzięło w łeb. Nikt po pieniądze nie przyszedł.


    Wróci, jak go oczyszczą

    Kolejna bomba wybuchła już w parę dni później – opolska kuria odwołała proboszcza ze względu na stan zdrowia.
    – Rzeczywiście spadł wtedy z drabiny i był potłuczony. Ale tak naprawdę chodziło o te pomówienia – mówi Zdzisław Zawadzki, członek Rady Parafialnej.

    Tym razem nie chodziło jednak o zarzuty w anonimach, ale o doniesienie do prokuratury złożone przez dyrektora chmielowickiego Domu Dziecka, zakonnika Zbigniewa Duca. Kilka dni wcześniej wychowanek placówki Adrian G., jeden ze stałych bywalców plebanii w Jarnołtówku, opowiedział znajomym, że kilka lat wcześniej był molestowany przez księdza Zbigniewa P. Oni opowiedzieli o tym dyrektorowi, który przepytał innych chłopców. O molestowaniu opowiedzieli jeszcze dwaj: Kamil S. i Mariusz P. Dyrektor mógł zrobić tylko jedno: zawiadomić o wszystkim organy ścigania.


    Chłopaki z przeszłością

    Gdy wieś połapała się, o co chodzi, natychmiast się zmobilizowała. Do arcybiskupa Alfonsa Nossola powędrowały pisma samorządu mieszkańców i rady pedagogicznej, potem do kurii udała się liczna delegacja. Przez prawie dwie godziny parafianie prosili o to, by ksiądz mógł wrócić. Wywalczyli tylko jedno: obietnicę, że może wróci, gdy śledztwo go oczyści.

    – Do hospicjum go wysłali na kapelana! Do takiej ciężkiej pracy – płacze Krystyna Fijałkowska. – Głowę bym sobie dała za niego uciąć. Niech lepiej mnie do więzienia wezmą!

    Proces, jak zawsze w tego typu przypadkach, toczył się za zamkniętymi drzwiami. Opinia publiczna poznała więc tylko treść zarzutów. Mało było w nich konkretów. Chłopcy opowiadali, że kilka lat wcześniej byli przez księdza seksualnie molestowani. Podobno ich rozbierał, brał na kolana, dotykał, a nawet onanizował. Miał im też robić zdjęcia, ale tych nigdy nie znaleziono. Nie było materialnych dowodów poza zeznaniami rzekomych ofiar i opinią psychologa.

    Ale Jarnołtówek wie swoje. Pamięta, że w tym samym feralnym 2003 roku w chmielowickim Domu Dziecka wybuchła burza – wychowankowie w liście do starosty oskarżyli dyrektorkę o znęcanie się nad dziećmi. Trafiła na ławę oskarżonych, dostała wyrok więzienia w zawieszeniu i 8-letni zakaz pracy z dziećmi.

    – Wtedy się nauczyli, że łatwo można dorosłego człowieka wykończyć. A sami kryminaliści – powtarzają parafianie z Jarnołtówka.

    Rzecznik opolskiej prokuratury Lidia Sieradzka przyznaje, że przynajmniej jeden z oskarżycieli, Kamil S., to niezłe ziółko. Był zamieszany w sprawę z narkotykami, ma też na koncie pomówienie policjantów z Niemodlina o pobicie. – Ale nie możemy wykluczyć i tego, że zachowuje się tak w wyniku doznanego w dzieciństwie molestowania – mówi Sieradzka. – Od oceny dowodów jest sąd.


    Wszyscy podejrzani

    Sąd dowody zważył i orzekł: winny. Ksiądz Zbigniew B. został skazany na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu. Złożył apelację, nie komentuje wyroku, bo odradził mu adwokat. Za to jego parafianie nie przebierają w słowach.

    – To skandal i kompromitacja wymiaru sprawiedliwości – powtarzają.
    – Przecież byśmy nie tolerowali u siebie pedofila! Przez te lata ktoś coś by zauważył – przekonuje Kazimiera Porębowa, która przez 30 lat kierowała miejscowym przedszkolem.

    Mieszkańcy Jarnołtówka mówią dziś, że pedofilia jest straszna, ale histeryczny strach przed pedofilami też może mieć opłakane skutki. Zwłaszcza że to taki modny temat. I mają dowody – w kilka miesięcy po nagłośnieniu zarzutów postawionych księdzu Zbyszkowi do policji w Prudniku trafił donos, że dzieci molestuje także proboszcz z pobliskiej Lubrzy. Śledztwo umorzono, bo jedna z ministrantek przyznała się, że oczerniła księdza... ze złości. Ale proboszcz przypłacił to nerwicą, trafił do szpitala, parafią kieruje dziś administrator.

    – Jak się bronić przed czymś takim? – pyta dyrektor Śmigla. – Co mam zrobić, jak dziecko przyjdzie do mnie do gabinetu z płaczem? Pocieszyć czy zawołać świadka, żeby przypadkiem nie zostać z dzieckiem sam na sam? Bo wychodzi na to, że z każdego można zrobić zboczeńca.



    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)