Wybierz region

Wybierz miasto

    Piłkarz i maratończyk

    Autor: Rozmawiał ROB

    2002-10-04, Aktualizacja: 2004-12-18 00:09 źródło: Opole

    W spotkaniu wiekowych już, bo ponad 40-letnich oldbojów opolskiej Odry z niemieckim rówieśnikami w Sinzig, wielką ruchliwością na boisku wyróżniał się Józef Kurzeja. Masz wspaniałą kondycję.

    W spotkaniu wiekowych już, bo ponad 40-letnich oldbojów opolskiej Odry z niemieckim rówieśnikami w Sinzig, wielką ruchliwością na boisku wyróżniał się Józef Kurzeja.

    Masz wspaniałą kondycję.


    Mimo upływu lat staram się być w dobrej formie fizycznej, a ostatnio bardzo w tym pomagają mi biegi maratońskie, do których zapałałem wielką miłością. Nadal gram w piłkę i dlatego z wielką przyjemnością przyjechałem do Sinzig, gdzie mnie i dawnych kolegów z boiska zaprosił Engelbert Jarek.

    Maraton jednak to niecodzienna przebieżka dla zdrowia. To poważny wysiłek fizyczny.

    Okazało się, że miałem organizm tak przygotowany, iż nie odczułem specjalnie pierwszych biegów w 2000 roku, gdy zaczynałem uprawiać maratony. Mam już ich za sobą trzynaście. Wymaga to oczywiście przygotowań. Biegam codziennie w tygodniu robiąc 80 - 90 kilometrów. W ubiegłym roku w Remscheid zostałem mistrzem Niemiec lekarzy w biegu maratońskim. Mam 54 lata, mój rekord życiowy w maratonie to 3.00,47 godz., a jak zaczynałem to chciałem przebiec te 42 km w czasie poniżej czterech godzin. Okazało się, że już w pierwszym biegu udało się uzyskać rezultat 3.54 godz.

    Jak długo jeszcze zamierzasz biegać maratony?

    Tego nie wiem. Na razie założyłem sobie, że muszę zejść poniżej trzech godzin. Nie jest to łatwe, gdyż cały czas trzeba trenować i codziennie przebiegam około 15 km. Na maraton do Nowego Jorku jeszcze nie wybieram się. W ubiegłym roku uczestniczyłem w maratonie berlińskim, w którym startowało 34 tysiące biegaczy. W mojej kategorii wiekowej było 1947 zawodników, ja na mecie byłem 64.
    Jako jeden z niewielu piłkarzy Odry na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych podjąłeś studia i to medyczne. Dziś jesteś lekarzem, jak ci się powodzi?
    Mieszkam i pracuję w Hagen. Tam praktykuję w dużej klinice onkologicznej. Często kontaktuję się z naszym byłym lekarzem klubowym w Odrze, doktorem Herbertem Głuchem, który mieszka w bawarskim Rosenheim i jest kibicem Bayern Monachium.

    Jak znalazłeś się w Niemczech?

    W 1979 roku pożegnałem się z Górnikiem Zabrze i wyjechałem grać do Austrii. Tam byłem aż do 1986 roku. Mieszkaliśmy z żoną i córką w Klagenfurcie, gdzie urodziło się nam jeszcze dwoje dzieci. Już z Austrii staraliśmy się o wyjazd do Niemiec, gdzie wraz z żoną, która jest także lekarzem, otrzymaliśmy pracę. Dziś jestem zastępcą ordynatora w klinice. Kupiliśmy dom w Hagen, ale często podróżujemy, nie zapominając o przyjaciołach z kraju.

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.