Wybierz region

Wybierz miasto

    Pojednanie i pamięć

    Autor: most

    2002-09-20, Aktualizacja: 2004-12-18 00:12 źródło: Opole

    To akt skruchy - mówił opolski wojewoda Leszek Pogan na uroczystości otwarcia Cmentarza Ofiar Obozu Pracy w Łambinowicach. - Jesteśmy to winni ofiarom, ich krewnym, sobie i przyszłym pokoleniom.

    To akt skruchy - mówił opolski wojewoda Leszek Pogan na uroczystości otwarcia Cmentarza Ofiar Obozu Pracy w Łambinowicach. - Jesteśmy to winni ofiarom, ich krewnym, sobie i przyszłym pokoleniom. Jestem szczęśliwy, że doprowadziłem to przedsięwzięcie do końca - stwierdził z kolei marszałek województwa Ryszard Galla.

    Uroczystość rozpoczęła się od ekumenicznej mszy w kościele parafialnym w Łambinowicach. Homilię po polsku i niemiecku wygłosił arcybiskup Alfons Nossol. Apelował o to, by hołd oddany niewinnym cywilom zmarłym i zabitym w łambinowickim obozie stał się hołdem dla milionów ofiar nieludzkiego wieku XX.

    - Przyszłość wymaga uzdrowienia pamięci. Groby żołnierzy są kaznodziejami pokoju, a mogiły pomordowanej ludności cywilnej, pomordowanej tu, na naszej pięknej śląskiej ziemi, krzyczą głośno o zmianę naszych obyczajów, o to, by serce ludzkości stało się wreszcie człowieczym sercem - mówił opolski ordynariusz.

    Abp Nossol bardzo staranie rozłożył akcenty - mówił o śląskiej martyrologii na zawsze już związanej z dziejami powojennego obozu w Łambinowicach, ale starał się wpisać ją w ciąg tragedii, jakie przyniósł wiek totalitaryzmów.

    - Powinniśmy przypomnieć sobie o przesłaniu, jakie przyjął Związek Sybiraków, ludzi także ciężko doświadczonych przez los. Sybiracy żyją też wśród nas, mają w Grodźcu swoje Maryjne sanktuarium. Ich hasło to "Zmarłym pamięć, żyjącym - pojednanie" - zakończył swoją homilię opolski ordynariusz.

    Cmentarz Ofiar Obozu Pracy pierwotnie nazywano symbolicznym, ale tak naprawdę jest on cmentarzem prawdziwym. Wielki drewniany krzyż, 19 tablic z nazwiskami 1.137 zidentyfikowanych ofiar oraz 39 głazów symbolizujących miejscowości, z których ofiary te wysiedlono, ustawiono w miejscu, gdzie naprawdę chowano ludzi zmarłych w obozie istniejącym między lipcem 1945 a październikiem 1946 roku. Ich szczątki znaleziono tu kilka lat temu podczas sondażowej ekshumacji zleconej przez wojewodę. Jeszcze wcześniej, na początku lat 90. gmina Łambinowice ustawiła tu drewniany krzyż, który w roku 1995 zastąpiono kamiennym, nawiązującym kształtem do śląskiego krzyża pokutnego.

    Cmentarz ofiar miał zostać otwarty w maju ubiegłego roku z udziałem premiera RP i, co było dość prawdopodobne, kanclerza RFN. Spór o listę ofiar doprowadził jednak do przesunięcia terminu i zaważył na randze uroczystości.

    Ostatecznie rząd RP reprezentował sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Narodu Polskiego Andrzej Przewoźnik, a stronę niemiecką konsul generalny RFN we Wrocławiu Peter Ohr. Ten ostatni wyraźnie zaakcentował w swoim przemówieniu, że akt skruchy za zbrodnie popełnione w obozie ma przede wszystkim wymiar regionalny i jest znakiem pojednania między niemiecką mniejszością a polską większością mieszkającą w województwie opolskim.

    - Ten obóz, formalnie nazwany obozem pracy, był w rzeczywistości częścią zinstytucjonalnego systemu represji wymierzonego w Niemców, Ślązaków, a także Polaków zamieszkujących te ziemie - mówił z kolei minister Przewoźnik.

    - Nienawiść burzy i niszczy, pojednanie leczy rany. Trzeba wybaczyć. Niech Bóg błogosławi ludzi w Polsce i Niemczech - stwierdził Kurt Haerschel, przedstawiciel związku rodzin byłych więźniów.

    Przebieg uroczystości pokazał jednak, że pojednanie nad grobami wciąż nie jest łatwe. Zapłakani staruszkowie - byli więźniowie bądź ich krewni - cierpliwie czekali na koniec oficjalnych przemówień, ale zaszemrali z oburzeniem, gdy minister Przewoźnik stwierdził, że w obozie więziono w sumie 5.000 osób, a liczba ofiar wynosi około 1.200.

    Niemiecka czarna legenda obozu mówi bowiem o znacznie wyższej liczbie ofiar i sam akt upamiętnienia zmarłych i zabitych raczej nie wystarczy do rozwiania tego "cienia Łambinowic". I choć strona polska uważa tę legendę za przesadzoną (w wielokrotnie wznawianej w Niemczech książce "Piekło Łambinowic" mówi się o 6.500 zmarłych i zabitych), coś w niej jest - obecni w Łambinowicach krewni ofiar szukali ich nazwisk na kamiennych tablicach. I wielu z nich tych nazwisk nie znalazło.

    - Obozu nie przeżyli moja mama, brat i siostra. Ale tu nie ma ich nazwisk - łkała Erna Kellner, która przyjechała z Ludwigshaven. Choć mieszkała w Polsce aż do 1976 roku, nigdy nie miała dość siły, by odwiedzić obóz, do którego trafiła z całą rodziną jako nastolatka.

    Wniosek jest oczywisty: uroczystość otwarcia cmentarza zamknęła pewien ważny etap oficjalnego rozliczania się z przeszłością, ale w żadnym wypadku nie powinna zamknąć tematu obozu pracy z lat 1945-46. Ten cmentarz będzie teraz przyciągał więźniów i członków ich rodzin. I do nich trzeba dotrzeć, wysłuchać ich relacji, uzupełnić listę ofiar. To jedyny sposób rozwiania cienia Łambinowic.

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.