Wybierz region

Wybierz miasto

    Popłynął cały mój świat

    Autor: Magdalena Roguska

    2002-07-12, Aktualizacja: 2004-12-18 00:27 źródło: Opole

    Dla Wojciecha Stusa życie dzieli się na to sprzed powodzi i po powodzi. W 1997 roku prowadził on największą wypożyczalnię kaset video w mieście. Powódź zabrała mu dorobek całego życia, ponad 10 tysięcy kaset video.

    Dla Wojciecha Stusa życie dzieli się na to sprzed powodzi i po powodzi. W 1997 roku prowadził on największą wypożyczalnię kaset video w mieście. Powódź zabrała mu dorobek całego życia, ponad 10 tysięcy kaset video. Wypożyczalnia mieściła się na Pasiece.

    Przygotowywał się pan
    do powodzi, wiedział pan,
    że przyjdzie taka
    wielka woda?

    Dzień przed powodzią przyszła jakaś kobieta z komitetu przeciwpowodziowego i powiedziała, żebyśmy wszystko przenieśli na górne półki, bo może być ponad tak około metra wody. Czasami tam wlewało się z 20 cm wody, po pomieszczenia były nisko położone, więc metr wody, wydał nam się czymś niewyobrażalnym. Postanowiłem wszystko przenieść na pierwsze piętro. Przez kilkanaście godzin 11 osób bez przerwy wynosiło kasety, sprzęt fotograficzny i meble na pierwsze piętro. To była duża firma, było więc co robić. Po pracy poszliśmy się napić piwa, co zresztą zrobiliśmy w poczuciu dobrze wykonanego obowiązku. Potem pojechaliśmy na wały zobaczyć jak wygląda sytuacja. Już wtedy nie wyglądała najlepiej i powiedziałem, że z samego rana pójdziemy wynosić wszystko wyżej, ale kiedy przyszliśmy rano nie było co wynosić, jedynie ludzi, których powódź zupełnie zaskoczyła. Zresztą mnie woda też zaskoczyła, nagle zaczęło jej się robić coraz więcej.

    Bał się pan?

    Na początku nie, ale kiedy tej wody zrobiło się dużo, sięgała powyżej pasa i zerwał się silny nurt, to trochę się wystraszyłem. To jest nie do wyobrażenia, jeśli ktoś tego nie przeżył, nie jest w stanie sobie tego wyobrazić. Kostka brukowa fruwała jak kawałki chleba. Miałem posiniaczone całe nogi od tych pływających kostek. Bałem się też, że mogę się przewrócić, a że nie umiem pływać, mogło się to zakończyć tragicznie. Pamiętam, jak wyszedłem stamtąd cały zabłocony, a ludzie patrzyli na mnie jak na wariata. Pytali co się dzieje. A ja mówię im, że tam dalej już jest powódź. Okazało się, że woda zaskoczyła dokładnie wszystkich, przeszła wszelkie prognozy i doszczętnie zniszczyła wszystko co przez tyle godzin wynosiliśmy na pierwsze piętro. Dorobek mojego życia. Gdybym wyniósł to jeszcze jedno piętro wyżej być może coś by ocalało, a tak nie zostało nic.
    Ile kaset miał pan wówczas w wypożyczalni.

    Ponad 10 tysięcy. Kilka miesięcy wcześniej dostaliśmy nagrodę dla najlepszej wypożyczalni w kraju. Zresztą było tam również mnóstwo sprzętu fotograficznego, aparaty, bo robiliśmy też zdjęcia, to wszystko utonęło. Straty było olbrzymie, dzisiaj firma już nie istnieje.

    Nie był pan ubezpieczony?

    Firma była ubezpieczona, co prawda nie na pełną kwotę, bo nikt nie przewidział aż takiej powodzi. Niestety firma w której byłem ubezpieczony okazała się dosyć niepoważna, sądzę się z nią do dziś, ale jak to u nas bywa nie zapowiada się na rychły koniec.

    Ale próbował Pan jeszcze wznowić działalność?

    Próbowałem, bo w swojej naiwności wierzyłem, że wreszcie dotrze jakaś pomoc, te obiecywane kredyty powodziowe. Zapożyczyłem się strasznie, żeby coś robić. Niestety, wyszło mi to bokiem, bo kiedy przyszło do dzielenie pomocy, okazało się, że dostaną tylko ci, którzy w ogóle sobie nie radzą. Jeden pan w Warszawie powiedział, że ja przecież daję sobie radę, a pomóc trzeba tym, którzy nic nie mają. W tym kraju trzeba po prostu usiąść na schodach i wyciągnąć rękę, wówczas można liczyć na pomoc. Nikogo wtedy nie interesowało, że próbuję tę działalność otwierać za pożyczone pieniądze.

    Uważa pan, że ta rocznicowa impreza jest potrzebna, jest co świętować?
    To trochę tak, jakby świętować fakt, że rozpoczęła się kiedyś wojna. Trochę to ponure. Rozumiem, że ludzie chcą się odprężyć i zapomnieć, ale ja jeszcze nie umiem. To jest chyba kwestia tego kto ile i co stracił.

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.