Wybierz region

Wybierz miasto

    Przeprosi za styl?

    Autor: MAREK ŚWIERCZ

    2002-09-26, Aktualizacja: 2004-12-18 00:11 źródło: Dziennik Zachodni

    O aferze, którą od początku czujnie śledził polski oddział Transparency International (organizacji tropiącej przejawy korupcji), "DZ" pisał wiosną w tekście "A ja nie przeproszę!".

    O aferze, którą od początku czujnie śledził polski oddział Transparency International (organizacji tropiącej przejawy korupcji), "DZ" pisał wiosną w tekście "A ja nie przeproszę!".

    Przypomnijmy: w lutym 2000 roku Artur Kurowski, redaktor naczelny tygodnika "Nowiny Nyskie", zarzucił przewodniczącemu Rady Powiatu Nyskiego - a zarazem ówczesnemu nyskiemu liderowi PSL Romualdowi K. - łapówkarstwo. W artykule "Sojusz lewych dochodów" opisał, jak ten prominenty lokalny polityk za 6 tysięcy złotych zobowiązał się do "współpracy w zakresie uzyskania pozwolenia na budowę i pozwolenia na emisję nowo wybudowanej kotłowni zakładowej" w firmie Pollena w Paczkowie. I wybuchła burza.


    Skąd ten pośpiech?


    Wymiar sprawiedliwości zareagował szybko, ale cokolwiek schizofrenicznie. Z jednej strony na podstawie tekstu Kurowskiego prokuratura wszczęła aż siedem odrębnych śledztw w sprawie różnych dziwnych poczynań nyskich polityków. Jedno z tych postępowań zakończyło się skierowaniem do sądu aktu oskarżenia przeciwko przewodniczącemu Rady Powiatu. Równocześnie w sądzie toczyła się cywilna sprawa, jaką Romuald K. wytoczył Kurowskiemu.

    I ta sprawa cywilna zakończyła się szybciej - już 6 grudnia 2000 roku Sąd Okręgowy w Opolu kazał dziennikarzowi przeprosić nyskiego polityka PSL oraz zapłacić 15 tysięcy złotych zadośćuczynienia.


    - Dziwi pośpiech, z jakim sąd uznał pana Kurowskiego za winnego naruszenia dóbr osobistych. Mógł poczekać na wynik procesu karnego. Taki pośpiech całkiem zniechęci dziennikarzy do podejmowania tematyki korupcyjnej - komentowała Julia Pitera, kierująca polskim oddziałem Transparency International.


    Kurowski, nadal przekonany o swoich racjach, przeprosin nie opublikował. Zamierzał sądzić się dalej, ale przy składaniu apelacji spóźnił się z uiszczeniem wpisu i jego apelacja została odrzucona z przyczyn formalnych. Wyrok się uprawomocnił i jego antagonista poskarżył się prokuraturze, że Kurowski łamie prawo prasowe. W efekcie prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie nieopublikowania wyroku, a także... znieważenia funkcjonariusza publicznego.


    - Tego to już zupełnie nie rozumiem. Gdzie tu znieważenie, skoro na podstawie tego samego tekstu inna prokuratura przygotowuje akt oskarżenia? - dziwi się Kurowski.
    Jednak winny

    Pikanterii całej tej prawnej przepychance dodaje fakt, że w sprawie podstawowej - kwestii wyłudzenia pieniędzy z Polleny - sąd przyznał rację prokuraturze, a więc i Kurowskiemu.


    Jak ustalono w toku postępowania dowodowego, umowa w sprawie feralnej kotłowni od początku była fikcyjna. Umowę podpisano bowiem 2 grudnia 1999 roku, datując je na październik, choć stosowne pozwolenie wydano 9 listopada, a budowa kotłowni szła w najlepsze od sierpnia. Zdaniem sądu, zleceniobiorca dostał pieniądze za usługę, której wyświadczyć nie zamierzał, bo po prostu nie miał takiej możliwości. Stanęło na tym, że 16 stycznia 2002 roku Sąd Rejonowy w Nysie uznał, że nyski polityk jest winny wyłudzenia.


    Romuald K. się odwołał, ale nic nie wskórał - w połowie sierpnia Sąd Okręgowy w Opolu podtrzymał wyrok sądu pierwszej instancji.


    Napisał za ostro?


    Wydawać by się mogło, że taki wyrok sprawę kończy. Bo skoro sąd potwierdził, że dziennikarz napisał prawdę, to o żadnych nakazanych przeprosinach mowy już nie ma. Otóż nic bardziej błędnego - prokuratorskie problemy Kurowskiego wcale się jeszcze nie zakończyły.


    Prokuratura wycofała co prawda zarzut znieważenia funkcjonariusza publicznego, uznając, że w grę nie wchodzi tu przestępstwo publiczno-skarbowe. Otwarta pozostała jednak kwestia niezamieszczenia nakazanych przez sąd przeprosin.


    Roman Wawrzynek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu nie widzi tu żadnej niekonsekwencji. Jak tłumaczy, to sąd decyduje o tym, czy wolno upublicznić personalia osoby uznanej za winną. Jeśli dziennikarz podaje je na własną rękę, narusza jej dobra osobiste. Na fundamentalne pytanie, jak w tych warunkach ujawniać wyniki własnego dziennikarskiego śledztwa, prokurator Wawrzynek ma prostą odpowiedź i kilka rad praktycznych:


    - Można zadać na łamach parę oczywistych pytań, można coś subtelnie zasugerować. Efekt będzie taki sam, a dziennikarz nie będzie narażony na zarzut naruszenia dóbr osobistych.
    Kurowskiego takie rozumowanie nie przekonuje.


    - Ja po prostu nazwałem rzeczy po imieniu. Nie jest moją winą, że sąd dopatrzył się tylko wyłudzenia tam, gdzie nawet postronna osoba łatwo zobaczy płatną protekcję, czyli łapówkarstwo. Uważam, że w kilku naprawdę istotnych sprawach najzwyczajniej w świecie wyręczyłem prokuraturę, podając jej dowody jak na tacy. Powinna mi podziękować, a nie ścigać - mówi z goryczą.


    - Nikt panu Kurowskiemu tych zasług nie odmawia, rzeczywiście na podstawie jego artykułów wszczęliśmy kilka śledztw - przyznaje prokurator Wawrzynek.


    Chyba poczekają


    Kurowski, który tymczasem zwolnił się z pracy, by "nie pracować na komornika", ma tylko jeden powód do zadowolenia. Uprawomocnienie się wyroku skazującego Romualda K. otworzyło mu drzwi do złożenia wniosku o wznowienie postępowania w sprawie rzekomego znieważenia.
    W tej chwili wszystko wskazuje na to, że prokuratura da mu spokój aż do czasu zakończenia ten wznowionej procedury. Jeśli dziennikarz unieważni ciążący na nim wyrok, a szansa jest spora, także pozostałe stawiane mu zarzuty zostaną umorzone.

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.