Wybierz region

Wybierz miasto

    Przewaga zwolenników Unii jest minimalna

    Autor: Rozmawiał Marek Ostrowski

    2002-10-11, Aktualizacja: 2004-12-18 00:08 źródło: Opole

    Rozmowa z Marcinem Palade, dyrektorem Ośrodka Badań Wyborczych w Warszawie Jak OBW ocenia wiarygodność sondaży na temat poparcia dla integracji z Unią? Kto wygra referendum? Jeśli mamy zapowiedź przeniesienia ...

    Rozmowa z Marcinem Palade, dyrektorem Ośrodka Badań Wyborczych w Warszawie

    Jak OBW ocenia wiarygodność sondaży na temat poparcia dla integracji z Unią? Kto wygra referendum?

    Jeśli mamy zapowiedź przeniesienia euroreferendum z jesieni na wiosnę, to znaczy to, że zwolennicy Unii obawiają się wyniku i chcą przeprowadzić głosowanie nim poparcie dla integracji spadnie jeszcze niżej. Ten spadek następuje, choć nie jest jeszcze odczuwalny w sondażach. Czemu ja się zresztą nie dziwię, bo myślę, że on do samego końca nie będzie widoczny. A potem będziemy mieli przecieranie oczu ze zdumienia, że mamy aż tak wielu przeciwników Unii. Nasz Ośrodek myśli zresztą o zorganizowaniu prareferendum, na przykład w kwietniu.

    Jak widzę, i w tym przypadku macie zdanie inne niż większość ośrodków badania opinii publicznej. Bo one mówią, że poparcie dla Unii jest jednak dość wysokie.

    Obserwując metody agitacji prowadzonej przez euroentuzjastów, mam poważne obawy, czy uda się ludzi przekonać do pójścia do urn i zagłosowania za Unią. To, co się dziś dzieje z kampanią przedreferendalną, przypomina to wszystko, co działo się w roku 1997 przed referendum w sprawie przyjęcia nowej konstytucji. Wtedy też we wszystkich mediach dominował ton optymistyczny, tymczasem sprawa konstytucji nałożyła się na niechęć do rządzącej wtedy koalicji SLD-PSL, co sprawiło, że konstytucja przeszła ledwo ledwo, stosunkiem głosów 53 procent do 47 procent. Teraz może być podobnie. Monotonna propaganda w mediach, pokazująca jednostronnie tylko zalety integracji, a także niedopuszczanie do głosu przeciwników mogą spowodować eksplozję niezadowolenia. I z Unii, i z rządów premiera Leszka Millera. Zwłaszcza, że on sam połączył kwestię poparcia dla Unii z oceną jego rządów.

    Czyli istnieje ryzyko, że referendum da wynik negatywny?

    Dziś nie podjąłbym się postawienia takiej prognozy. Mogę tylko powiedzieć, że z naszych pomiarów absolutnie nie wynika, żebyśmy mieli ponad 60 procent zdeklarowanych zwolenników Unii, którzy na pewno pójdą na referendum i oddadzą na nią głosy, a z drugiej strony tylko 20 procent przeciwników. W dużych miastach ta proporcja wynosi 65 do 35, ale na wsi jest więcej przeciwników niż zwolenników. W tej chwili mamy do czynienia z przewagą euroentuzjastów na poziomie 5, najwyżej 7 punktów. To niewiele, zwłaszcza że kampania będzie się nasilała i, jeśli zwolennicy Unii nie zmienią formy prezentacji zalet integracji, to przeciwnicy będą w stanie zmobilizować niezdecydowanych. Bo euroentuzjaści mówią okrągłymi zdaniami, banałami, a to do ludzi nie trafia.

    To skąd się biorą
    te wszystkie optymistyczne sondaże?

    Być może z politycznej poprawności, która każe ludziom deklarować poparcie dla Unii, bo tak wypada. Przy czym sam nie jestem w stanie ocenić, czy ta polityczna poprawność występuje tylko po stronie ankietowanych, czy także po stronie ankietujących.

    Czy referendum wpłynie na układ naszej sceny politycznej?
    Myślę, że referendum będzie końcem podziałów według kryteriów historycznych, które obowiązywały po roku 1989. Skończy się podział na obóz postkomunistyczny i postsolidarnościowy. To będzie widać już przy wyborach do Parlamentu Europejskiego i naszych wyborach do Sejmu w 2005 roku. W jednym dużym obozie, lewicowo-liberalnym, znajdą się zwolennicy integracji, w drugim, narodowo-konserwatywnym, spotkają się eurosceptycy. I ten podział będzie trwały.

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.