Wybierz region

Wybierz miasto

    Przy urnach także w Niemczech

    Autor: Marek Ostrowski

    2002-09-20, Aktualizacja: 2004-12-18 00:12 źródło: Opole

    Członkowie Mniejszości Niemieckiej wybierają w tym roku nie tylko radnych i burmistrzów w Heimacie, ale także posłów w Vaterlandzie. Prawo do udziału w wyborach do Bundestagu mają ci wszyscy, którzy w ostatnich 25 ...

    Członkowie Mniejszości Niemieckiej wybierają w tym roku nie tylko radnych i burmistrzów w Heimacie, ale także posłów w Vaterlandzie. Prawo do udziału w wyborach do Bundestagu mają ci wszyscy, którzy w ostatnich 25 latach byli choć przez trzy miesiące zameldowani na stałe w RFN.

    Ilu jest takich wyborców? Nie wiadomo. Da się ich policzyć tylko teoretycznie - skoro około 100 tysięcy Opolan z podwójnym obywatelstwem pracuje w RFN po kilka miesięcy w roku, można założyć, że znaczna część z nich ma lub miała tam stały meldunek i tym samym prawo do głosowania.

    - Czy głosują? Tego nie da się sprawdzić, my oceniamy, że procent głosujących w wyborach do Bundestagu jest mały.

    Mniejszość niemiecka to elektorat bardzo pasywny, co odbija się także na frekwencji w wyborach w Polsce. Dla niemieckich partii nie jest to elektorat znaczący, ważniejsze jest poparcie organizacji ziomkowskich - ocenia Marcin Palade z Ośrodka Badań Wyborczych.

    - To prawda. To jest elektorat marginalny, o którym nikt w Niemczech nie myśli. Znacznie istotniejsze jest na przykład poparcie żyjących w RFN cudzoziemców z podwójnym obywatelstwem, choćby Turków. Nie przez przypadek cała Kolonia wyklejona jest dziś plakatami z fotografią Turczynki startującej do Bundestagu z listy SPD - ocenia Thaddaeus Schaeppe, dyrektor Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej w Gliwicach.

    Oczywiście trudno sprawdzić, jak wielu opolskich Niemców przebywających na stałe w RFN pójdzie do urn. Pewną wskazówką jest mała liczba tych, którzy decydują się na głosowanie pocztą - jak się okazuje, do wicekonsulatu RFN w Opolu po formularze do głosowania zgłosiło się raptem kilkaset osób.

    - Podejrzewam, że nie zagłosuje także większość członków mniejszości pracujących w tej chwili w RFN. Ci ludzie zazwyczaj na weekendy wracają do rodziny, na Opolszczyznę. W dniu głosowania nie będzie ich w Niemczech - mówi dyrektor Schaeppe.

    Przypomnijmy - także spadek poparcia dla kandydatów mniejszości niemieckiej tłumaczony był nieobecnością jej elektoratu w kraju. Liderzy TSKN tłumaczą, że ich wyborcy muszą ciężko zarabiać na życie w Niemczech i tylko dlatego nie zawsze wracają do kraju w dniu wyborów parlamentarnych czy komunalnych. Dodajmy, że wielu z tych, którzy jednak przyjeżdżają, spędza weekend z rodziną, z dala od urny. Czy tak będzie 22 września, gdy Niemcy dokonają wyboru między Gerhardem Schroederem a Edmundem Stoiberem?

    Warto dodać, że wyniki wyborów w Niemczech nie są dla opolskich Niemców obojętne. Od tego, jaka koalicja rządzi w Berlinie, zależy bowiem wysokość i charakter pomocy dla żyjącej w Polsce mniejszości. Liderzy Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Niemców na Śląsku Opolskim przekonali się o tym, gdy kanclerza Helmuta Kohla zastąpił Gerhard Schroeder. Dziś nie bardzo wypada o tym przypominać, bo stosunki między Berlinem a Gogolinem jakoś się ułożyły, ale faktem jest, że pierwsze miesiące rządów koalicji SPD-Zieloni przyniosło mnóstwo kłótni.

    Opolscy Niemcy nauczyli się już, że nie opłaca im się zbyt wyraźne manifestowanie sympatii do niemieckiej chadecji, bo nigdy nie wiadomo, kto wybory w Niemczech wygra.

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.