Wybierz region

Wybierz miasto

    Rozmowa z CZESŁAWEM TOMALIKIEM, prezesem Zarządu Związku Gmin Śląska Opolskiego

    Autor: Rozmawiał: MAREK ŚWIERCZ

    2002-04-09, Aktualizacja: 2004-12-18 00:49 źródło: Dziennik Zachodni

    - Nasz samorząd działa trzy kadencje, a tymczasem politycy już forsują radykalną zmianę ordynacji, proponują zmniejszenie liczby radnych. To wygląda jak wotum nieufności wobec polskich samorządowców.

    - Nasz samorząd działa trzy kadencje, a tymczasem politycy już forsują radykalną zmianę ordynacji, proponują zmniejszenie liczby radnych. To wygląda jak wotum nieufności wobec polskich samorządowców.
    - Nie ulega wątpliwości, że większość wyborców opowiedziała się za wprowadzeniem bezpośrednich wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów. W końcu dwa ugrupowania, które wprowadziły do Sejmu największą liczbę posłów, czyli SLD i Platforma Obywatelska, zapisały w swoich programach taki właśnie postulat. My chcemy jednak podkreślić, że są to zmiany na żywym organizmie samorządu naprawdę dobrze funkcjonującego, co gorsza - wprowadzane w wielkim pośpiechu. Nie uważamy też, by bezpośrednie wybory burmistrzów były lekiem na wszystkie bolączki samorządów. Inaczej definiujemy źródła problemów, z którymi boryka się samorządność. W pierwszych dwóch kadencjach mieliśmy rady gmin upartyjnione w małym stopniu, złożone raczej ze społeczników żywo zainteresowanych problemami lokalnej społeczności. Samorządy spotykały się ze wsparciem rządu. Ten model załamał się jednak podczas drugiej kadencji; zmiana ordynacji spowodowała upartyjnienie samorządów, a Warszawa zaczęła gminom przekazywać nowe zadania, nie zapewniając środków na ich realizację. Tak postępowały kolejne rządy, choć kulminacja kryzysu nastąpiła, gdy gabinet premiera Buzka zaczął wprowadzać fatalnie przygotowane reformy, przede wszystkim reformę oświaty. Najlepszym przykładem jest skandal ze złym wyliczeniem środków na realizację zapisów Karty nauczyciela, który zakończył się dymisją ówczesnego ministra edukacji Mirosława Handkego.

    - Mamy jednak do czynienia z projektami zmian, które najprawdopodobniej zostaną szybko wprowadzone w życie. Jak ocenia je Związek?
    - Zgadzamy się z ogólną zasadą, że wybory powinny się odbywać wiosną. Jednak tym razem stanowczo należy je przesunąć na jesień. Wiosną zbiegłyby się ze spisem rolnym i spisem powszechnym, których przeprowadzenie jest dla samorządów poważnym wyzwaniem. Tak wielki pośpiech jest tu naprawdę niewskazany. Popatrzmy na niemieckie landy, w których też upowszechnia się model wyborów bezpośrednich. W Nadrenii Północnej-Westfalii decyzja o ich wprowadzeniu została podjęta z wyprzedzeniem całej kadencji, by można się było dobrze przygotować. U nas robi się wszystko z marszu.

    - Związek opowiedział się za wyborami burmistrza w jednej turze. Nie boicie się, że wygra człowiek, który dostanie o 5 głosów więcej od rywali? Bo do takich wyborów może stanąć i piętnastu kandydatów.
    - To jest poważny dylemat. Z jednej strony chcielibyśmy, aby wygrał ten, kogo poprze wyraźnie największa liczba wyborców. Ale w przypadku wprowadzenia drugiej tury w grę wchodzą problemy praktyczne: koszty jej organizacji i obawa o niską frekwencję. Myślimy, że ważne jest również usunięcie zapisu mówiącego o tym, że kandydat na wójta czy burmistrza musi mieszkać na terenie danej gminy. Jeśli nie kandyduje na radnego, to po co ten wymóg? Mamy wiele przypadków, że radni i mieszkańcy nawet przez kilka kadencji obdarzają zaufaniem fachowca, który dojeżdża z sąsiedniej miejscowości.

    - A co z liczbą radnych?
    - Warto przypomnieć, że już w 2001 roku zdecydowano o zmniejszeniu liczby radnych do najbliższej kadencji. Wielką wartością samorządności jest to, że wyborcy utożsamiają się ze swoimi radnymi, swoją radą czy wreszcie swoim burmistrzem. Jeśli liczba radnych zostanie radykalnie zmniejszona, ta więź może zostać nadwerężona. Zwłaszcza na terenach wiejskich wyborcom trudno się będzie utożsamiać z radnym z innego sołectwa.

    - Powiedzmy sobie szczerze: u źródeł pomysłu wprowadzenia bezpośrednich wyborów leży podejrzenie, że w gminach potworzyły się swego rodzaju sitwy. Wystarczy, że burmistrz kupi poparcie grupki radnych, rozdając im posady czy inne "konfitury", by mógł się czuć bezpiecznie i nie liczyć się ze zdaniem mieszkańców.
    - Niektórzy politycy rzeczywiście wyrażali takie sugestie. Ale my pytamy: Czy nowe regulacje w praktyce nie okażą się jeszcze gorsze? Teraz wójt czy burmistrz muszą współpracować z radnymi i ważne decyzje podejmowane są wspólnie. Nowy układ sił jest dużo bardziej konfliktogenny. Współpracę mogą zastąpić gminne wojny. Z jednej strony będzie włodarz wyposażony w fachową wiedzę i odwołujący się do poparcia wyborców, a z drugiej rada gminy złożona ze społeczników, siłą rzeczy gorzej zorientowanych w finansach gminy czy innych istotnych uwarunkowaniach. Tacy radni szybko mogą dojść do wniosku, że naturalnym sposobem zyskania popularności wśród wyborców jest zwalczanie burmistrza lub wójta forsującego własne rozwiązania. Zwłaszcza gdyby lista kandydatów na radnych nie była związana z kandydaturą na burmistrza. Wtedy najpoważniejsze spory będą rozstrzygane za pomocą referendów. Mogę sobie wyobrazić gminy, w których takie konfrontacyjne referenda będziemy mieli co rok.

    - Związek jest przeciw ograniczeniu liczby kadencji burmistrzów do dwóch. Czemu?
    - Dlaczego sprawdzony fachowiec nie miałby pełnić obowiązków burmistrza przez kilka kadencji? Taki model sprawdza się na Zachodzie, także my mamy włodarzy gmin, którzy mają za sobą ponad 20 lat rządów.



    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.