Wybierz region

Wybierz miasto

    Spósb na miłość

    Autor: Marek Ostrowski

    2002-09-13, Aktualizacja: 2004-12-18 00:14 źródło: Opole

    Świat byłby taki ubogi, gdybyśmy się nie spotkali, bo nasza miłość ubogaca świat, ty kochasz mnie, a ciebie ja" - tak dziecięcy zespół "Promyki Maryi" z Zębowic śpiewał dla małżeństw z długoletnim stażem z całej ...

    Świat byłby taki ubogi, gdybyśmy się nie spotkali, bo nasza miłość ubogaca świat, ty kochasz mnie, a ciebie ja" - tak dziecięcy zespół "Promyki Maryi" z Zębowic śpiewał dla małżeństw z długoletnim stażem z całej Opolszczyzny, które zjechały w niedzielę do Opolskiej Katedry. Piosenka była uroczo naiwna, ale idealnie pasowała do klimatu tej pielgrzymki małżeństw. Bo jubilaci byli zgodni co do jednego - małżeńskie szczęście na takiej właśnie prostocie stoi.

    Ci wszyscy, którzy wszędzie doszukują się objawów duchowego kryzysu naszej cywilizacji, powinni byli zjawić się w katedrze św. Krzyża, by na własne oczy zobaczyć, że nie brak rodzin, w których małżeńska miłość kwitnie w najlepsze.

    Na zaproszenie ordynariusza opolskiej diecezji arcybiskupa Alfonsa Nossola przyjechało około 400 par obchodzących Złote i 500 świętujących Srebrne Gody. Nietrudno było ich zaleźć - ci wszyscy, którzy zamówili w swoich parafiach mszą w intencji własnych związków, otrzymali listowne zaproszenie od arcybiskupa Nossola.

    - To już trzecia nasza pielgrzymka małżeństw, wielka to zasługa duszpasterza rodzin ks. Jerzego Dzierżanowskiego - witał wiernych proboszcz Katedry ks. prałat Stefan Baldy.
    Ponieważ opolski ordynariusz przebywa za granicą, homilię wygłosił biskup pomocniczy Jan Bagiński. Złożył jubilatom najserdeczniejsze życzenia i dał ich za przykład młodym - niecierpliwym, egoistycznym, często niezdolnym do trwałych uczuć.

    - Jakże często obserwujemy dziś praktykę życia ze sobą bez zobowiązań, ot tak sobie. Takie związki są często związkiem do pierwszej kłótni, po której szuka się nowego partnera. W takich związkach nikt nie chce mieć dzieci, bo są tylko obciążeniem - mówił biskup Bagiński. - Martwi nas także choroba rozwodów. Rozwodzący się mówią, że to ich prywatna sprawa, ale my wiemy, że tak wcale nie jest. Bo jeśli statystyki mówią, że 70 procent młodocianych przestępców pochodzi z rozbitych rodzin, to tej zależności nie można nie dostrzegać. Te krytyczne uwagi nie dotyczyły oczywiście tych, którzy wspólnie modlili się w intencji dalszego szczęśliwego życia. Oni zdali swój egzamin z miłości, cierpliwości i wzajemnej tolerancji.

    Każda z par miała do opowiedzenia własną historię. Państwo Anna i Mieczysław Drohomireccy przyjechali do Opola z Kluczborka w towarzystwie syna, synowej i wnuczki (drugi syn był nieobecny, bo kilka dni wcześniej trafił do szpitala).

    - Szczęśliwi? Bardzo - mówiła z uśmiechem pani Anna.
    Jej mąż, po trzech udarach mózgu znacznie mniej sprawny niż kiedyś, tylko kiwał głową z aprobatą. Dziś żona opiekuje się nim, kiedyś on pomagał jej jak tylko mógł.

    - Byłam po ojcu chora na nadczynność tarczycy. W tamtych czasach niełatwo było się leczyć, więc często byłam bardzo nerwowa, wracałam z pracy roztrzęsiona. A mąż brał wtedy chłopców na dwór i mówił im, że mama musi sobie wypocząć. Zawsze był tak cierpliwy! Kiedyś nie było pralek automatycznych, więc zdarzało mu się brać urlop i robić samemu wielkie pranie - opowiadała ze wzruszeniem pani Anna.

    W ich przypadku była to miłość od pierwszego wejrzenia. Poznali się w Kluczborku, mieszkali w jednym bloku. Ale to najważniejsze między nimi zaczęło się w maju 1952 roku, gdy razem poszli do kina na film "Biały kieł". Już w kilka miesięcy później, w grudniu, stanęli na ślubnym kobiercu. I od tego czasu są ze sobą, na dobre i na złe.

    (mąż, bynajmniej nie idealny, z 18-letnim stażem)

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.