Wybierz region

Wybierz miasto

    Strażacy ponad granicami

    Autor: most

    2002-08-02, Aktualizacja: 2004-12-18 00:22 źródło: Opole

    Fojermani wszystkich krajów, łączcie się! - takie hasło mogłoby przyświecać obozowi polskich i niemieckich strażaków, którzy przez trzy tygodnie wspólnie ćwiczą (i wypoczywają) w Przechodzie, małej miejscowości między ...

    Fojermani wszystkich krajów, łączcie się! - takie hasło mogłoby przyświecać obozowi polskich i niemieckich strażaków, którzy przez trzy tygodnie wspólnie ćwiczą (i wypoczywają) w Przechodzie, małej miejscowości między Tułowicami a Korfantowem. Mogłoby, ale nie musi, bo takie spotkania świetnie obywają się bez wielkich słów i szumnych sloganów.

    Wakacje na Opolszczyźnie to czas przeróżnych polsko-niemieckich inicjatyw. Niemal każda (a może i każda) opolska gmina ma jakieś partnerskie miasto za Odrą i w sezonie letnim organizuje wymianę młodzieży. Odwiedzają się uczniowie zaprzyjaźnionych liceów, drużyn piłkarskich, orkiestr dętych, a nawet - gracze w skata. Bywają i takie inicjatywy, które traktowane są jako ważne przedsięwzięcia polityczne i dlatego czuwają nad nimi urzędnicy różnych ważnych instytucji. Weźmy choćby coroczne porządkowanie obozu w Łambinowicach przez młodzież polską i niemiecką.
    Strażacki obóz w Przechodzie jest jednak najlepszym dowodem na to, że nie brak też inicjatyw oddolnych, za którymi nie stoją żadne urzędy ani też wielkie słowa o europejskiej integracji.

    - Byłem w Niemczech na strażackim szkoleniu - wspomina Manfred Robota z Łącznika koło Przechodu. - I tam spotkałem Andreasa Lissona. Zaczęliśmy gadać i nagle okazało się, że ojciec Andreasa urodził się w naszej okolicy. Od razu postanowiliśmy, że musi nas odwiedzić i coś z nami wspólnie zorganizować.

    Ponieważ Manfred i Andreas to fojermani, więc naturalny wydał im się pomysł zorganizowania obozu dla członków młodzieżowych drużyn pożarniczych. O tym, jak popularne w Opolskiem są Ochotnicze Straże Pożarne, wiemy wszyscy. A o popularności strażaków w Niemczech najlepiej wiedzą ci, którzy załapali się na któryś z niezwykle tam popularnych strażackich festynów.

    Temat podchwycił prezes OSP w Przechodzie Grzegorz Bladowski i lider tutejszej Mniejszości Niemieckiej Krzysztof Giele. Rozejrzeli się za sponsorami, wypożyczyli z opolskiej jednostki wojskowej namioty oraz wynajęli specjalny socjalny kontener.

    - Naszym może by wystarczyła zimna woda, ale nasi goście są przyzwyczajeni do lepszych standardów. Poza tym w tamtej grupie są także dziewczyny?strażaczki - mówi prezes Bladowski.

    Gospodarze zadbali nie tylko o warunki sanitarne i wyżywienie (Robota żartuje, że młodzi Niemcy nie mogą się śląskiej kuchni nachwalić, podobno jedzą tu lepiej niż w domu), ale także atrakcyjny program. 24?osobowa grupa młodych fojermanów z Jugend Feuerwehr z Herzogenrath w Północnej Nadrenii?Westfalii pojechała na wycieczkę do Krakowa, Wieliczki i Oświęcimia, odwiedziła też klasztor franciszkanów na Górze św. Anny i zwiedziła Kotlinę Kłodzką
    - Wycieczki były fantastyczne. A Oświęcim wszystkimi wstrząsnął - wspomina Lisson, po niemiecku, choć parę zwrotów po polsku też już opanował. - Bardzo nam się podobało na Górze św. Anny, jeden z zakonników opowiedział nam po niemiecku całą historię klasztoru.

    Dla Niemców była to ogromna frajda - jedynie Lisson miał wcześniej kontakty z Polską i Opolszczyzną, dla pozostałych strażaków z Herzogenrath, miasteczka położonego na samej granicy z Holandią, była to pierwsza okazja do spotkania z naszym krajem.

    - W tamtej grupie są nie tylko rodowici Niemcy, ale także mieszkający w Herzogenrath Holendrzy. I jeden Brazylijczyk - relacjonuje Giele.

    - Najważniejsze są jednak ćwiczenia strażackie. Porównujemy polski i niemieckie metody szkolenia, porównujemy też sprzęt. Z naszej strony w obozie bierze udział 14 młodych strażaków z Przechodu i 7 z Łęcznika - opowiada Robota.

    W programie znalazły się też zabawy typowo obozowe, choćby nocny rajd z atrakcjami. Trzeba było przebiec leśną trasę o długości 5,5 kilometra i zmierzyć się z różnymi zadaniami. Na uczestników czekało na przykład wypełnione trocinami pudło, w którym ukryto różne małe przedmioty.

    - Trzeba było wsadzić rękę przez wąski otwór i w ciągu 30 sekund, kierując się tylko dotykiem, rozpoznać te przedmioty. Łatwe to nie było - opowiada Robota.

    We wsi najwięcej emocji wzbudził jednak mecz piłki wodnej. Takiej zupełnie nietypowej, strażackiej. Najpierw fojermani z Przechodu oczyścili kilkudziesięciometrowy odcinek Ścinawy Niemodlińskiej (przy okazji klnąc w żywy kamień gospodarza rzeki, który pozwolił, by brzegi zarosły szuwarami) i ustawili na środku nurtu małe bramki. A gra wyglądała tak: piłka była popychana do bramki strumieniami wody z dwóch konkurencyjnych motopomp.

    - To taka bardziej piłka prądowa - mówi prezes Bladowski, zapowiadając, że zaprosi strażaków z Niemiec także w następnych latach.

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.