Wybierz region

Wybierz miasto

    W opolskim Archiwum Państwowym materiałów szukał Polonus z Peru i amerykański reżyser

    Autor: Magdalena Kaczor

    2002-06-28, Aktualizacja: 2004-12-18 00:29 źródło: Opole

    Skarbnica wiedzy większa niż muzeum i biblioteka. W tym miejscu można odnaleźć ślady dawno utraconej gałęzi genealogicznej rodziny, a także dowód na to, że w czasie wojny było się zmuszanym do robót.

    Skarbnica wiedzy większa niż muzeum i biblioteka. W tym miejscu można odnaleźć ślady dawno utraconej gałęzi genealogicznej rodziny, a także dowód na to, że w czasie wojny było się zmuszanym do robót. Te i wiele innych cennych informacji można znaleźć w Archiwum Państwowym. Jednak mało który opolanin wie, gdzie ono się mieści.

    Sterylny świat

    Zaraz po przekroczeniu drzwi wejściowych do opolskiego archiwum w oczy rzuca się sterylna czystość. Przed schodami wisi kartka "Proszę starannie wycierać obuwie". Jednak nie jest to wymysł przesadnie pedantycznego szefa, a jedynie środki bezpieczeństwa mające zapewnić dobre warunki do przechowywania wiekowych dokumentów.

    Archiwum Państwowe w Opolu istnieje od 1953 roku, czyli od moment powołania województwa opolskiego.

    - Najcenniejsze materiały, jakie mamy w opolskim archiwum to akty miast. Najciekawsze są oczywiście te najstarsze spisane na pergaminach neografią gotycką, ozdabiane wymyślnymi technikami i pięknymi rycinami.

    Przeważnie akty posiadają pieczęć królewską lub cesarską, a wszystkie są prawdziwymi dziełami sztuki - wyjaśnia Jan Kornek, dyrektor Archiwum Państwowego w Opolu.

    Największe objętościowo są oczywiście akta dotyczące dużych miast: Opola, Brzegu, Kluczborka, Nysy... Dla przykładu w aktach miasta Brzegu znajduje się aż 511 pergaminów, najstarsze pochodzą z XIII wieku. Jeszcze więcej pergaminów znajduje się w aktach Opola.

    Kilka miesięcy temu kiedy rozpętała się afera wokół odnalezionej XV-wiecznej Księgi Praw Miejskich Głubczyc, a mało kto wiedział, że jest ona jedynie kopią oryginalnych akt, starszych o kilka wieków, które spoczywają w archiwum w Opolu.

    Dyskusja na temat miejsca, do którego powinna trafić księga, stała się okazją do urządzenia w archiwum dużej wystawy. W szklanych gablotach, dziennikarze, urzędnicy, a także osoby z zewnątrz, mogli obejrzeć autentyczne oryginały dokumentów akt miasta Głubczyc.

    - Pokazaliśmy wówczas takie księgi, kopiarze, podobne jak sama Księga Głubczycka. Ona oczywiście sama w sobie jest oryginałem, ale pierwowzory są u nas - dodaje Kornek.

    Europejski poziom

    Dyrektor archiwum szacuje, że w opolskim archiwum spoczywa około 3,5 tysiąca dokumentów. Wszystkie przechowywane są w specjalnych ognioodpornych pudłach, chroniących je również przed szkodliwym dla nich światłem, temperaturą i kurzem. Dodatkowo wszystkie pomieszczenia wyposażone są w czujniki przeciwpożarowe.

    - Archiwa są zabezpieczone przez najwyższej klasy czujniki przeciwdymowe i termiczne. Potrafią one zareagować nawet kiedy w pomieszczeniu zbierze się zbyt dużo kurzu - śmieje się dyrektor.
    Oczywiście cały budynek jest również wyposażony w system antywłamaniowy. Przez całą dobę dzieła system monitorowania. Strażnicy mają do dyspozycji kilkanaście kamer, które rejestrują co się dzieje w różnych punktach budynku.

    - Mogę śmiało powiedzieć, że opolskie archiwum jest na dobrym europejskim poziomie. Kiedy w Opolu jeden z ministów bardzo nalegał na obejrzenie pomieszczeń, w których miałaby ewentualnie być przechowywana Księga Głubczycka. Po wizycie stwierdził, że jak tylko będzie miał okazję, przekaże ją do Opola - mówi Jan Kornek i dodaje, że kiedy w Opolu gościł były już naczelny dyrektor archiwum niemieckiego, po obejrzeniu wojewódzkiego archiwum orzekł, że nawet w Niemczech nie wszystkie obiekty mają tak wysoki standard.

    Opolskie Archiwum gruntowny remont przeszło 10 lat temu. W sumie zajmuje dwa ogromne budynki o powierzchni ponad pięciu tysięcy metrów kwadratowych. Jeden w centrum Opola, przy ulicy Zamkowej, w drugi w Groszowicach. Funkcja tego drugiego obiektu sprowadza się raczej do roli magazynu, ale można tam również korzystać z materiałów.

    W archiwum są cztery działy. W jednym znajdują się dokumenty sporządzone do 1945 roku, napisane w języku niemieckim, w kolejnym są akty wystawione po II Wojnie Światowej, napisane już po polsku.

    Pozostałe wydziały zajmują się ewidencjonowaniem, udostępnianiem materiałów, a także nadzorowaniem podległych sobie instytucji. Ponad 200 różnych instytucji na Opolszczyźnie raz do roku jest kontrolowanych przez Archiwum Państwowe, czy prawidłowo przechowuje dokumenty. Ponadto specjaliści sprawdzają, czy materiały które kwalifikują się do przejęcia przez archiwum są na czas przygotowywane.

    Goście z daleka

    - Niestety wśród wielu ludzi, a także urzędników pokutuje przekonanie, że archiwum to jedna wielka składnica makulatury, a tymczasem okazuje się, że można tutaj znaleźć wiele fascynujących informacji - dodaje Kornek.

    Przytacza przykład pewnego mieszkańca Limy w Peru, polskiego pochodzenia, który pewnego dnia zadzwonił do dyrektora i powiedział, że szuka śladu swojego dziadka, który prawdopodobnie pochodził z Głogówka. Mężczyzna podał nazwisko i chciał zobaczyć metrykę swojego przodka. Dyrektor Kornek odparł mu, że najpierw musi uzyskać zgodę naczelnego dyrektora z Warszawy. Jednak kiedy po tygodniu Peruwiańczyk zjawił się w Opolu, bez zgody ze stolicy, ale z żelaznym zamiarem odnalezienia tropu dziadka, dyrektor pozwolił mu odszukać metrykę.
    Okazuje się, że archiwum może być również nieocenionym źródłem wiadomości dla filmowców. Kilka lat temu do Opola przyjechał reżyser z Ameryki. Szukał śladów historii pana na zamku w Pokoju, księcia Wirtenberga, który wybrał się w podróż do Ameryki. Tam poznał pewną Indiankę, która towarzyszyła mu w podróży przez dziki kraj razem ze swoim maleńkim synem. Książę, pragnąc odwdzięczyć się Indiance, zabrał jej syna na wychowanie. Dał mu wykształcenie, piękne stroje i nienaganne maniery. Młodzieniec wrócił do swojego kraju jako czerwonoskóry gentelmen.

    - Reżyser chciał nakręcić film o tej historii i szukał u nas materiałów. Niestety większość zapisków z tamtego okresu spłonęła razem z zamkiem, ale sporo informacji uzyskał - opowiada dyrektor Kornek.

    Okazuje się, że w archiwum można znaleźć wiele niezwykle cennych informacji. Trzeba tylko wiedzieć czego się szuka. Czasami ludzie natrafiają na niezwykłe historie, całkiem przypadkowo, szukając czegoś innego. Jan Kornek jakiś czas temu w kalendarzu z 1911 roku odnalazł adnotację, która mówi, że jeden z dokumentów na podstawie którego powstała Księga Głubczycka już nie istnieje. Rzeczywiście wówczas wyglądało na to, że przepadł on na zawsze. Później okazało się jednak, że pergamin się odnalazł i dzisiaj spoczywa w magazynach archiwum.

    Wielkie konserwowanie

    Z zasobów archiwalnych najczęściej korzystają naukowcy i historycy. Oni w poszukiwaniu wiedzy potrafią przesiedzieć w pracowni po kilkanaście dni. W Opolu do dyspozycji przyjezdnych jest kilka pokoi gościnnych.
    Zwykli ludzie o istnieniu archiwum przypominają sobie najczęściej kiedy potrzebują zajrzeć do metryki swoich przodków, lub zdobyć poświadczenie prac przymusowych. Dzięki temu mogą się ubiegać o odszkodowanie.
    Dokumenty, które trafiają do placówki są specjalnie opracowywane, regularnie czyszczone i konserwowane. W pomieszczeniach jest sterylnie niemal jak w laboratorium. Wielkie sprzątanie odbywa się przez cały tydzień. Codziennie odświeżane jest inne piętro. Taka staranność jest niezbędna. Wiekowe manuskrypty, żeby przetrwać kolejne stulecia i służyć potomności muszą mieć odpowiednią temperaturę i wilgotność. Warunki, jakie panują w opolskiej instytucji spełniają wszelkie normy. Dodatkowym zabezpieczeniem jest sporządzanie kopii i mikrofilmów. Niestety, jest to niezwykle droga i czasochłonna technika. W Opolu nie ma sprzętu do wytwarzania mikrofilmów. W tym celu dyrektor Kornek nawiązał współpracę z archiwum we Wrocławiu, które dysponuje sprzętem do wytwarzania mikrofilmów.

    - Idealnie byłoby posiadać mikrofilmy wszystkich dokumentów, wówczas moglibyśmy chronić je podwójnie przed zagrożeniami. Oryginały spoczywałyby w innym miejscu, a filmowe kopie w innym. Poza tym, co najważniejsze, oryginały w ogóle nie byłyby używane ? dodaje Kornek.
    Właśnie z powodu dużego zagrożenia dla bezcennych manuskryptów niezwykle rzadko są one wystawiane na widok publiczny. Niedawno opolskie archiwum otrzymało z Instytutu Herdera w Marburgu ofertę zorganizowania wystawy fotografii budynków wzdłuż Odry. Zdjęcia robione były z lotu ptaka, a są one o tyle cenne, że dużo obiektów uwiecznionych na fotografiach już dzisiaj nie istnieje.

    Problemy - jak wszędzie

    Nad zachowaniem porządku w magazynach i pracowniach archiwalnych czuwają w Opolu 34 osoby. Okazuje się, że archiwistom nie zostaje się z przypadku. Najlepiej kiedy pracownik jest absolwentem archiwistyki. Jednak takie wykształcenie oferuje tylko jedna uczelnia w kraju - Uniwersytet im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. Oprócz tego niektóre uczelnie oferują możliwość zrobienia takiej specjalizacji na wydziale historii.
    Tymczasem Jan Kornek twierdzi, że najważniejsze są szczere chęci, jak ktoś zechce być archiwistą to będzie. Na Opolszczyźnie oczywiście niezbędna jest dobra znajomość języka niemieckiego. Większość starodruków i spora część wszystkich dokumentów napisana jest przecież w neogotyku. Osoby, które nie znają niemieckiego nie będą potrafiły pracować z takimi dokumentami.

    Zmorą dyrektora Kornka jest oczywiście brak pieniędzy. Jednak z tym problemem jakoś sobie radzi. Nie może natomiast poradzić sobie z niefortunnym sąsiedztwem. Tuż przy archiwum znajduje się knajpa, "Musiałówka". Opuszczający ją klienci, często w godzinach późnej nocy, robią wiele zamieszania wokół budynku archiwum. Śmiecą i sikają na mury czyściutkiego budynku. Chuligańskie wybryki są rejestrowane przez kamery zewnętrzne, jednak właściciel knajpy na zarzuty dyrektora, odpowiada, że to on jest administratorem budynku.

    - Tą sprawą zajmuje się już prokuratura - zapewnia dyrektor Kornek.
    Więcej na temat: 

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.