Wybierz region

Wybierz miasto

    Wizytówka dla żony, słonik dla sapera

    Autor: Magdalena Kaczor

    2002-03-01, Aktualizacja: 2004-12-18 00:58 źródło: Opole

    W klubie garnizonowym w Brzegu odbyło się w poniedziałek uroczyste pożegnanie 1. Brzeskiej Brygady Saperów. Żołnierze ochotnicy na pół roku wyjadą na misję pokojową do Afganistanie. Dokładna data wyjazdu nie jest znana.

    W klubie garnizonowym w Brzegu odbyło się w poniedziałek uroczyste pożegnanie 1. Brzeskiej Brygady Saperów. Żołnierze ochotnicy na pół roku wyjadą na misję pokojową do Afganistanie. Dokładna data wyjazdu nie jest znana. Wiadomo, że będzie to pierwsza połowa marca.


    - Nasza rola będzie polegać głównie na utrzymaniu bezpieczeństwa bazy, w której stacjonować będą też amerykańscy żołnierze. Jest to teren, w którym toczyły się regularne walki, wiadomo więc, że drogi są zaminowane. Nasi żołnierze będą musieli oczyścić ten teren, zorganizować stanowiska obserwacyjne i ogniowe. Wiadomo już, że będą stacjonować w rejonie Kabulu - tłumaczy płk Ryszard Gruszka dowódca 1. Brzeskiej Brygady Saperów.


    Na pożegnaniu obecne były żony kilkunastu saperów. Od dowództwa otrzymały wizytówki z numerami telefonu kontaktowego, gdyby chciały dowiedzieć się czegoś o swoim ukochanym. Dostały też piękne róże. Każdy wojskowy otrzymał natomiast porcelanowego słonika na szczęście. Na pewno przed samym odjazdem odbędzie się jeszcze jedna oficjalna uroczystość, na której obecni będą też ochotnicy z 10 Brygady Logistycznej w Opolu.


    Brzescy saperzy już od kilkunastu tygodni trwają w pełnej gotowości. Czekają na rozkaz wyjazdu na misję pokojową do Afganistanu.


    Pomimo dużego niebezpieczeństwa, z jakim będą mieli do czynienia, wyjeżdżający saperzy są spokojni. To zawodowi żołnierze, z wieloletnim doświadczeniem, doskonali fachowcy. Ponadto od kilku tygodni przechodzą gruntowne szkolenia.


    - Zacząliśmy od zapoznania żołnierzy ze zwyczajami, jakie tam panują. Jest to zupełnie odmienny kulturowo region, zupełnie inna cywilizacja. Jeżeli mają tam żyć przez pół roku, muszą poznać mechanizmy, jakie rządzą tym odległym krajem - płk Gruszka.


    Brzeskich saperów odwiedziło wielu znawców obyczajów islamu. Żołnierze musieli też przejść cykl kilkunastu szczepień. Ponieważ w ostatnich latach do Światowej Organizacji Zdrowia nie docierały żadne informacje dotyczące chorób, jakie panują w Afganistanie, żołnierze w ciągu ostatniego miesiąca zostali poddani aż 12 różnym szczepieniom.


    - Dzięki temu powinni być dobrze zabezpieczeni - zapewnia dowódca.


    Brzeskich saperów odwiedzili też górnicy z oddziału ratownictwa "Polska,-Miedź", którzy trzy lata temu spędzili kilka miesięcy w Afganistanie. Kilkudziesięcioosobowa grupa żołnierzy przez niemal trzy godziny przysłuchiwała się opowieściom Stanisława Górskiego i Henryka Radka, górników ratowników, którzy pojechali do Afganistanu na zaproszenia Szacha Massuda, jednego z największych bojowników i przywódców tego kraju.


    - Nadzorowaliśmy wyposażenie techniczne i uzbrojenie ponad 30 małych kopalń diamentów Wcześniej diamenty były wydobywane ręcznie, przy pomocy dynamitu. Szach chciał abyśmy wprowadzili w ten system trochę cywilizacji - wyjaśniał Stanisław Górski. - Do tej pory gdzieś w górach ukryty jest specjalistyczny sprzęt o wielkiej wartości. Nie zdążyliśmy go zabrać, bo szach zginął dwa dni przed zamachami na World Trade Center, a później wybuchła wojna.


    - Żyliśmy tam jak partyzanci, wśród miejscowych. Mieszkaliśmy z nimi pod jednym dachem i u nich zaopatrywaliśmy się w żywność. Latem jest tam bardzo gorąco, a już we wrześniu trafiają się bardzo zmienne temperatury. Wcześnie zapadają ciemności. Jest tak ciemno, że nie sposób się poruszać. Brakuje mostów, a jak już trafi się jakiś, to jest on skonstruowany jak pułapka dla obcych. Dla obcokrajowca jest to bardzo trudne miejsce do życia - opowiadał Górski.


    Jeszcze po zakończeniu spotkania, duża grupa żołnierzy oblegała górnika. Sporym zainteresowaniem cieszyły się zdjęcia z jego wizyty u szacha. Żołnierze zadawali też wiele pytań.


    - Dobrze, że mieliśmy okazję spotkać się z ludźmi, którzy tam mieszkali i żyli między tubylcami. Takie autentyczne relacje są dużo bardziej interesujące niż książkowa wiedza. My osobiście raczej nie będziemy mieli okazji do kontaktów z tubylcami, ale nigdy nic nie wiadomo - wyjaśniał starszy plutonowy Krzysztof Kułakowski.


    Wyjazd do Afganistanu nie jest jego pierwszą misją. Ma już jedną na swoim koncie. Poprzednie doświadczenia okazały się na tyle cenne, że postanowił ponownie wyjechać.


    - Żona na początku nie chciała się zgodzić, ale wreszcie udało mi się ją przekonać. Na razie nie myślę, jak tam będzie. Przekonam się na miejscu - dodaje Kułakowski.
    Optymistycznie nastawiony do wyjazdu jest też dowódca plutonu saperów polskiego kontyngentu wojskowego Leszek Stępień. Mówiąc o przygotowaniach do misji zapewnia, że żołnierze zostali przeszkoleni na różne ewentualności. Na miejscu ćwiczyli z nowym sprzętem, gruntownie zapoznali się też z minami, o których wiadomo, że czekają pod Kabulem. Do Afganistanu pojadą zawodowcy, którzy już wiele potrafią. Podczas szkoleń dotyczących tego wyjazdu poznają jedynie szczegóły tej konkretnej misji.


    - Wiemy, że w Afganistanie są miny radzieckie i pakistańskie i mamy bazę danych na ich temat. Mamy nadzieję, że nie będzie tam żadnych wielkich niespodzianek. Wieziemy ze sobą trzy kontenery sprzętu.


    Saperzy otrzymali najnowocześniejszy sprzęt inżynieryjno-saperski, nowe samochody terenowe i nowoczesne środki łączności satelitarnej. Żołnierze zabiorą też z Polski dwa kombinezony, zabezpieczające przed wybuchami min przeciwpiechotnych. W polskim wojsku taki sprzęt to nowość. Do tej pory mogli z niego korzystać jedynie pirotechnicy i oddziały antyterrorystyczne.


    Wszyscy żołnierze przyznają, że najgorsze jest oczekiwanie. Od momentu kiedy dowiedzieli się, że pojadą do Afganistanu, minęły już prawie dwa miesiące.


    - O tym, że nasi żołnierze mają jechać na tę misję dowiedzieliśmy się już w listopadzie. Od początku stycznia są w pełnej gotowości. Ostatnio ustalony termin to 10 marca. Mamy nadzieję, że jest to już ostateczna data - mówi płk Ryszard Gruszka.

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)