Wybierz region

Wybierz miasto

    Z lewej ręki na prawą

    Autor: Robert Drzazga

    2002-08-30, Aktualizacja: 2004-12-18 00:17 źródło: Opole

    Trzykrotny ze Zbigniewem Żukowskim, a potem czterokrotny z Bartoszem Bachorskim mistrz Polski w siatkówce plażowej nie bierze udziału w tegorocznej rywalizacji.

    Trzykrotny ze Zbigniewem Żukowskim, a potem czterokrotny z Bartoszem Bachorskim mistrz Polski w siatkówce plażowej nie bierze udziału w tegorocznej rywalizacji. Co się stało panie Januszu?

    - Sezon plażowy rozpoczęliśmy drugim miejscem w turnieju na Seszelach, potem startowaliśmy w kilku zawodach o Puchar Polski i w czerwcu wybraliśmy się na ogólnoświatowy challenger do Turcji. Tam przytrafiła mi się przykra kontuzja, która wyłączyła mnie z całego sezonu plażowego. Już w poprzednim sezonie zerwałem mięsień dwugłowy lewego barku, ale jakoś cały sezon grałem w hali. W Turcji w czasie bloku wypadł mi jednak bark ze stawu.
    Czy to poważna kontuzja?

    - Sam bark już dawno jest na swoim miejscu, ale teraz trzeba wyleczyć nie tylko zerwany mięsień lecz spowodować pracę innych w całym barku, aby tamten wrócił do normy. To jest trudne i żmudne, ale biorę udział w treningach z drużyną, ćwicząc jednak tylko prawą ręką.

    Siatkarz Bułkowski znany jest z dynamicznych ataków swoją lewą ręką. Czy teraz będzie praworęcznym zawodnikiem?
    - Nie spodziewałem się tego, że w swoim sportowym życiu będę się uczył zbijać piłkę prawą ręką. Na razie mam kłopoty z koordynacją ruchową, ale już trafiam w piłkę i próbuję nadawać jej kierunek lotu. Ta prawa nie jest taka silna jak była lewa ale wydaje się już coraz sprawniejsza i po wyleczeniu lewej, na pewno przyda się w grze.
    Który z sukcesów odniesionych na piasku uważa pan za największy w swojej karierze?

    ? Gdybyśmy przed dwoma laty zakwalifikowali się z Jackiem Bachorskim na olimpiadę w Sydney, sprawiłoby to nam największą radość. Po eliminacyjnych turniejach w wielu krajach świata, zabrakło nam tylko dwóch pozycji w klasyfikacji par, do znalezienia się wśród szczęśliwców.
    Zabrało wam to wiele czasu i nie pozwoliło panu na starty we własnym klubie w lidze halowej.

    - Prawie rok nie grałem w serii A, jednak tamta przygoda była piękną i pożyteczną. Sporo się nauczyłem, gdyż byliśmy sami dla siebie i musieliśmy mieć dużo silnej woli, aby realizować w treningach to, co sobie założyliśmy. Nie jest łatwo ćwiczyć nie mając nad sobą trenera czy jakiegoś cenzora. Rezultatem naszej pracy okazało się siódme miejsce w ubiegłorocznych mistrzostwach Europy we włoskim Isolo. Wygraliśmy tam z niemiecką parą Aman - Hagen, która na olimpiadzie w Sydney była trzecia.

    Potem nastąpił powrót Janusza Bułkowskiego do hali i bardzo udane występy w zupełnie nowej, na szybko skleconej drużynie nyskiej?

    - Poprzedni sezon był rzeczywiście nietypowy. Nasza drużyna skazana jeszcze przed rozgrywkami na pożarcie, miała szanse nawet walki o medal i cieszę się, że miałem w tym swój wkład. Potem kłopoty finansowe w klubie spowodowały, że skończyliśmy ligę na ósmym miejscu.

    Popularny w Nysie "Buła" jest teraz
    siatkarzem o najdłuższym stażu w swoim zespole.
    - Tak się złożyło, że wypadło mi być też najstarszym zawodnikiem w drużynie. Mam 35 lat i myślę, że dla siatkarza nie jest to wiek emerytalny. Jeśli zawodnikowi do tej pory nie dokuczały kontuzje, to po trzydziestce ma znacznie więcej wytrzymałości i doświadczenia od dwudziestoletniej młodzieży. Gorzej może być już z szybkością i nad tym trzeba pracować.

    Co przed zbliżającym się sezonem ligowym można powiedzieć o tworzonym od nowa zespole w Nysie ?

    - Mamy już prawie całą drużynę, która może nie walczyć o medale, ale też nie pozwoli się zdegradować. Największy nasz kłopot w tym, że znowu zmienia się rozgrywający, od którego wiele zależy. Od nowa trzeba też będzie ćwiczyć z nim taktykę gry.

    W ostatnich trzech latach pańskiego siatkarskiego życiorysu było wiele rozjazdów po kraju i świecie. Jak na krótsze i dłuższe rozstania reaguje małżonka?

    - Wyjazdy na pewno nie sprzyjają rodzinnemu życiu. Na ten temat przedyskutowaliśmy z żoną nie jedną noc. Jak w każdej sprawie potrzebny jest kompromis i dlatego z moją kochaną i wyrozumiałą małżonką doszliśmy do porozumienia. Szczególnie w czasie dłuższych rozstań tęskniłem za domem, ale patrząc na to z perspektywy czasu sądzę, że to tylko umocni nasze małżeństwo. Teraz, w czasie leczenia kontuzji, żona jest zadowolona, że nie jeżdżę po plażach, ja na pewno mniej.
    Macie państwo syna, który też chce być siatkarzem?
    - Dawid ma 12 lat i pod tym względem jest chyba dziedzicznie obciążony, gdyż ja go do tej dyscypliny nie namawiałem. Z żoną cieszymy się, że uprawia sport.

    Przynajmniej początki będzie miał łatwiejsze, bo mu zawsze coś podpowiem i doradzę, a co z niego wyrośnie, pokaże przyszłość.

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.