Wybierz region

Wybierz miasto

    Z żelazną konsekwencją

    Autor: MAREK ŚWIERCZ

    2002-03-21, Aktualizacja: 2004-12-18 00:53 źródło: Dziennik Zachodni

    W województwie opolskim już mówi się, że publikacje "DZ" na temat napisu Hitlersee na pomniku w Szczedrzyku wywołały kolejną "wojnę pomnikową". Zarządzona przez opolskiego wojewodę Leszka Pogana rekontrola upamiętnień ...

    W województwie opolskim już mówi się, że publikacje "DZ" na temat napisu Hitlersee na pomniku w Szczedrzyku wywołały kolejną "wojnę pomnikową". Zarządzona przez opolskiego wojewodę Leszka Pogana rekontrola upamiętnień stawianych przez mniejszość niemiecką zburzy spokój wielu miejscowości. Podobna kontrola z 1996 r., która jednak nie pociągnęła za sobą żadnych administracyjnych działań, wykazała, że można mieć zastrzeżenia aż do 44 monumentów.

    Asystent wojewody opolskiego Przemysław Nijakowski nazywa kontrolę "denazyfikacją" i zapowiada, że wojewoda nie będzie się bawił w interpretacyjne subtelności, ale po prostu wyegzekwuje prawo. Jeśli wygląd pomnika nie będzie odpowiadał projektowi dołączonemu do uchwały miejscowych radnych (stawianie upamiętnień należy do wyłącznej kompetencji rad gmin), to wojewoda nakaże usunąć nieprawidłowości. A jeśli samorząd będzie się ociągał, wojewoda wkroczy na drogę prawną.

    Taka strategia jest zgodna z przepisami, ale wyklucza jakąkolwiek dyskusję. Tymczasem taka debata bardzo by się przydała - obowiązujące zalecenia w sprawie rekonstrukcji pomników wydano w 1992 r., a więc 10 lat temu. Tymczasem miniona dekada przyniosła sporo zmian; początkowo napięte stosunki między niemiecką mniejszością a polską większością jakoś się ułożyły i dziś wzajemna tolerancja jest znacznie większa. Może niektóre symbole, zakwestionowane w 1992 r., dziś byłyby do przyjęcia?

    Komisja, która dekadę temu weryfikowała pomniki w opolskich wioskach, składała się z przedstawicieli wojewody, mniejszości niemieckiej oraz opolskiej kurii. Wypracowano wtedy reguły, które powinny być przestrzegane w przypadku monumentów upamiętniających żołnierzy niemieckich poległych w obu wojnach.

    - Uznaliśmy, że niedopuszczalne są napisy i symbole gloryfikujące czyny niemieckiego oręża z okresu drugiej wojny. Stąd brak zgody na hełmy Wehrmachtu, bagnety i napisy mówiące o poległych "bohaterach". Z tych samych powodów komisja domagała się zmiany "krzyży żelaznych" na krzyże chrześcijańskie. Oczywiście niedopuszczalne były jakiekolwiek symbole faszystowskie czy stopnie wojskowe formacji SS. Komisja uznała także, że na pomniku lub w jego pobliżu oprócz napisów w języku niemieckim musi się także znaleźć informacja w języku polskim, przedstawiająca historię monumentu - wylicza Stanisław Skakuj, który jako dyrektor Wydziału Spraw Obywatelskich kierował pracami komisji pomnikowej z 1992 r.

    Skakuj podkreśla także, że pracom komisji przyświecała jedna podstawowa zasada: pomniki muszą spełniać wymogi formalnoprawne.

    - Państwo, które nie egzekwuje prawa?! Członkowie mniejszości niemieckiej w rozmowach z naszą komisją wprost mówili, że "w Niemczech byłoby to niemożliwe". Tak naprawdę czekali na zdecydowaną reakcję. Gdy w kaplicy w Kątach Opolskich pojawiła się tablica ze stopniami SS, nakazałem usunięcie napisów w ciągu 48 godzin. Zostały zamalowane i nikt nie zaprotestował - wspomina Skakuj.

    Trudno przewidzieć, czy i tym razem obejdzie się bez protestów członków lokalnych kół mniejszości niemieckiej. Skoro przez 10 lat władza tolerowała niepoprawione pomniki, mogą uważać, że sprawa przyschła i nie ma o co się kłócić, bo "pomniki ludziom nie przeszkadzały".

    Wyjścia są dwa. Strony mogą podjąć nową turę negocjacji na temat kształtu pomników i znaleźć jakiś kompromis. Jeśli się jednak na to nie zdecydują - a na to wygląda - to wojewodzie pozostanie twarde wyegzekwowanie ustaleń z 1992 r. I wtedy odpowiedź na pytanie "co zrobimy z Żelaznym Krzyżem" jest tylko jedna: zamalujemy.

    Retoryka ponad wszystko
    Pierwsze reakcje polityków na aferę Hitlersee pokazują, że merytorycznej debaty raczej się nie doczekamy. Oto poruszony poseł Henryk Kroll zasugerował, że nieszczęsny napis mógł wykuć... dziennikarz "DZ" albo jakiś członek Ligi Polskich Rodzin. Była to oczywiście czysta retoryka, lider opolskich Niemców chciał w ten sposób jasno zaznaczyć, że po prostu nie wierzy, by napis mógł wykuć jakiś członek mniejszości niemieckiej (niestety, rozmówcy "DZ" twierdzili co innego).
    Z kolei poseł Ligi Polskich Rodzin Jerzy Czerwiński odczytał jednak to oświadczenie dosłownie i nie tylko zażądał od Krolla przeprosin, ale nawet zasugerował, że należy położyć kres uprawianej na Opolszczyźnie "hitlerowskiej propagandzie".
    W odpowiedzi Kroll na łamach lokalnej prasy napisał, że mniejszość była zawsze przeciw nazizmowi, bo to przez ten system opolscy Niemcy są dziś mniejszością. Strasznie zazgrzytało, co od razu wyłapali komentatorzy, zastanawiając się nad specyficzną wizją historii, która kryje się za takimi wypowiedziami. Bo wyszło na to, że nazizm był zły nie z powodu swoich zbrodni, ale dlatego, że spowodował utratę Śląska przez państwo niemieckie.
    I w ten sposób retoryczne popisy zastąpiły sensowną dyskusję. Szkoda.




    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.