Wybierz region

Wybierz miasto

    Zasypani pszenicą

    Autor: Marek Ostrowski

    2002-08-09, Aktualizacja: 2004-12-18 00:21 źródło: Opole

    To miały być naprawdę spokojne żniwa. Skup interwencyjny z dopłatami Agencji Rynku Rolnego miał objąć rekordową ilość zboża, czyli rolnicy powinni spać spokojnie.

    To miały być naprawdę spokojne żniwa. Skup interwencyjny z dopłatami Agencji Rynku Rolnego miał objąć rekordową ilość zboża, czyli rolnicy powinni spać spokojnie. Nikt nie przewidział, że słoneczna pogoda przyśpieszy żniwa o dwa tygodnie a region zostanie dosłownie zasypany pszenicą najwyższej jakości. W skupie natychmiast utworzyło się wąskie gardło - rolnicy chcieli szybko sprzedać zboże i kosić dalej. Tyle tylko, że nie bardzo mieli komu.

    Teoretycznie rolnicy nie musieli się śpieszyć, bo w tym roku katowicki oddział ARR dostał niezwykle wysoki limit 410 tysięcy ton i obiecał, że kupi całą pszenicą trzymającą ustalone parametry. Rolnik dostaje wtedy 440 złotych za tonę, dopłata Agencji wynosi 110 złotych (w kolejnych miesiącach - 120 i 130 złotych). Rolnicy nie chcieli jednak czekać. Po pierwsze - potrzebują żywej gotówki na dalszą działalność (choćby wysianie rzepaku). Po drugie ? bali się, że niska podaż zboża stanie się dla polityków pretekstem do importu taniego zboża z Zachodu.

    Kłopoty wzięły się z tego, że firmy gotowe wejść w skup interwencyjny z dopłatami Agencji Rynku Rolnego były w tym sezonie wyjątkowo ostrożne. Rok temu przejechały się na wywindowanej za wysoko cenie pszenicy, wpadły w kłopoty i tym razem nie chciały tego błędu powtórzyć. - Musimy samokrytycznie stwierdzić, że to rząd zawinił, zbyt późno ustalając reguły gry ? przyznaje opolski wicewojewoda Elżbieta Rutkowska, pilotująca przebieg żniw.

    Przypomnijmy: pierwszy przetarg ogłoszony w czerwcu przez Agencję został przez firmy skupowe zbojkotowany. Nim doszło do drugiego, rząd musiał obiecać, że w razie spadku ceny pszenicy wyrówna tym firmom straty. Przetarg zakończył się sukcesem, ale nim wyłonione w nim podmioty zdołały przygotować się finansowo do skupu, dobra pogoda przyśpieszyła żniwa o dobre dwa tygodnie
    Opolscy rolnicy zaczęli kosić więc pszenicę, której nie mieli komu sprzedać. Sytuację naszych gospodarzy skomplikował najazd gospodarzy z Dolnego Śląska i Wielkopolski, którzy też dowieźli pszenicę do opolskich elewatorów.

    Samoobrona już się szykowała?

    Niewiele więc brakowało, by tegoroczne przyśpieszone żniwa zakończyły się polityczną awanturą. Gdy przed punktami skupu wyrosły kilkukilometrowe kolejki, w których rolnicy musieli koczować po 30 godzin, w Opolskiem zrobiło się nerwowo.

    - Gdyby nie gotowość brzeskich Polskich Zakładów Zbożowych byłyby kłopoty. Wiemy, że już szykowano blokady, za tymi przygotowaniami stała Samoobrona - stwierdziła wicewojewoda Rutkowska na spotkaniu zespołu monitorującego żniwa.
    Tak całkiem bez awantur się nie obeszło. Gospodarze klęli rząd w żywy kamień, w Kluczborku zagrozili blokowaniem drogi, gdy Polskie Zakłady Zbożowe ogłosiły, że przestają kupować pszenicą, bo wyczerpał im się limit.

    Faktem jest, że do większych niepokojów nie doszło tylko dlatego, że Polskie Zakłady Zbożowe w Brzegu, mające magazyny w 10 punktach, były w stanie przystąpić do skupu z marszu. I im jednak było niełatwo - choć gotowe były kupić na rzecz Agencji Rynku Rolnego niemal 300 tys. ton pszenicy, uzyskany na ten cel kredyt (w sumie około 100 milionów złotych) pozwoli im na kupno jedynie 200 tys. ton (w tym 140 tys. na Opolszczyźnie).

    Pezetzety zawsze odgrywały w naszym regionie pozycję kluczową. Gdy kilka lat temu znalazły się pod kreską i nie były w stanie uzyskać kredytu skupowego, trzeba było interwencji ministra rolnictwa, który ściągnął na Opolszczyznę firmę z Warszawy. To ona kupiła od rolników zboże, wynajmując magazyny Pezetzetów. Polskie Zakłady Zbożowe na dobre wróciły na rynek, gdy kupił je Zbigniew Komorowski, znany przedsiębiorca i polityk PSL. Dziś znowu są głównym graczem na lokalnym rynku - gdy inne firmy kupujące z dopłatami Agencji (w sumie jest ich w Opolskiem 36) biorą po kilka tysięcy ton, Pezetzety biorą 200 tysięcy.

    Także teraz Pezetzety mogą rozładować napiętą sytuację. Mają w magazynach luzy, ale nie mają już pieniędzy. - Możemy kupować, ale tylko wtedy, jeśli Agencja Rynku Rolnego uruchomi skup za własne środki - deklaruje dyrektor Kazimierz Śliwkiewicz.

    Czy Agencja podejmie taką decyzję, nie wiadomo. Na razie realizuje decyzją rządu o skupieniu z dopłatami dodatkowych 300 tysięcy ton pszenicy, które miały być kupione dopiero jesienią.

    Pierwsze spotkanie zespołu monitorującego żniwa zwołano w piątek 2 sierpnia w trybie pilnym, z dnia na dzień, gdy jasne stało się, że żniwa idą znacznie szybciej niż się spodziewano. Wcześniej Urząd Wojewódzki był pewny, że takie spotkania będą niepotrzebne.

    - W tej chwili żniwa w regionie są zaawansowane w 60 procentach. I plony, i jakość pszenicy są znakomite - stwierdził wówczas Jan Zamojski, dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Łosiowie.

    W piątek 9 sierpnia, a więc tydzień później, praktycznie jest już po żniwach. Dawno nie było takiego tempa, tak wysokich plonów i tak świetnego zboża.

    - Tak znakomitej jakościowo pszenicy nie kosiliśmy na Opolszczyźnie od kilkunastu lat. Można wręcz powiedzieć, że jest ona za dobra. Będziemy mieli kłopoty z pozyskaniem pszenicy gorszej jakości - ocenia sytuacją dyrektor Kazimierz Śliwkiewicz.

    Faktem jest, że w ostatnich trzech latach na Opolszczyźnie zbierano od 250 do najwyżej 300 tys. ton pszenicy konsumpcyjnej, spełniającej wymogi Agencji. Z utrzymaniem tych parametrów były z reguły kłopoty - w minionych kilku latach lało jak z cebra, pszenica była porośnięta i miała za niską tzw. liczbę opadania. W tym sezonie sytuacja jest diametralnie inna: praktycznie cała skoszona pszenica nadaje się do konsumpcji. Z relacji Pezetzetów wynika, że odsyłany jest może co dziesiąty transport. Z kolei WODR szacuje, że gorszej pszenicy jest nie więcej niż 6 procent zbiorów.

    Limit za niski?

    - Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy pszenicy konsumpcyjnej będzie półtora raza czy może nawet dwa razy więcej niż w minionych latach ? mówi Janusz Nowacki, dyrektor katowickiego oddziału ARR, któremu podlegają województwa: opolskie, śląskie i małopolskie.

    To kolejna przyczyna pośpiechu rolników: choć jeszcze kilka tygodni temu nikt by w to nie uwierzył, może się okazać, że nawet wysoki limit 410 tysięcy ton będzie za niski. A jak się wyczerpie, to nawet najlepszą pszenicę rolnicy będą musieli sprzedać po cenie rynkowej, znacznie niższej od ceny w skupie interwencyjnym. Więc się śpieszą jak nigdy wcześniej.

    Jest jednak szansa, że kolejki przed elewatorami uda się rozładować. Na dniach do skupu powinny bowiem przystąpić mniejsze podmioty, które kończą załatwianie kredytów skupowych. Sytuację powinna też spacyfikować decyzja rządu, który zaproponował, by podmioty mające magazyny na co najmniej 300 ton przetrzymały w nich pszenicę, za co dostaną jesienią dopłatę z kasy Agencji. W ten sposób pszenica ta zostanie tam, gdzie jest w tej chwili i już nie stanie w kolejce do elewatorów. - W tej chwili skupujemy dziennie 10 tysięcy ton. Nigdy tak nie było, to rekordowe tempo, kolejki są więc nieuniknione - ocenia dyrektor Nowacki.

    Rząd, naciskany przez rolników, robi co tylko się da. Kolejnym sposobem na rozładowanie sytuacji ma być wspomniana już decyzja o szybszym skupieniu 300 tysięcy ton pszenicy.

    Jednak się cieszmy!

    Ludzie związani z rolnictwem. rozumieją stres gospodarzy koczujących pod elewatorami, apelują jednak o rozsądek. Bo całe to zamieszanie niedługo się skończy, a gospodarze będą mogli podliczyć zyski.

    - Nie należy mówić, że mamy kłopoty z jakością. Mamy kłopoty z organizacją skupu, ale z jakości wszyscy powinniśmy się cieszyć, bo jest ona równoznaczna z potężnym zastrzykiem gotówki dla naszych rolników - twierdzi Antoni Konopka, prezes Opolskiej Izby Rolniczej.

    Sfrustrowani rolnicy, zmuszeni nocować na traktorach pod punktami skupu, mają jednak świadomość, że wyjdą na swoje. Jeśli sprzedadzą całą swoją pszenicę w skupie interwencyjnym z dopłatami - a na to się zanosi - zarobią o wiele więcej niż w minionych latach.

    Sonda

    Czy lekarze powinni robić transfuzję wbrew woli umierającej?

    • Tak (62%)
    • Nie (38%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.