Potrzebujemy więcej wojska w Afganistanie
Anna Gwozdowska
2009-11-10 00:50:05
,
Aktualizacja
2009-11-10 08:55:51
Z generałem Franciszkiem Gągorem, szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, rozmawia Anna Gwozdowska.
Czy w Afganistanie jest teraz mniej bezpiecznie niż na początku operacji?
Afganistan to duży kraj, dwa razy większy od Polski. Poczucie bezpieczeństwa różni się w poszczególnych regionach. Najspokojniej jest na północy i na zachodzie, a najtrudniej na południu i na wschodzie. Jeśli więc telewizja pokazuje jakąś sytuację z południa kraju, to jest ona prawdziwa tylko dla południa, a nie dla całego Afganistanu. Media zbyt często stosują zasadę: nie jest ważne, jaka jest prawda, szukamy sensacji. A w ten sposób można przegrać wojnę w Afganistanie już tu, w Polsce.
Ale prowincja Ghazni, którą zarządzamy, znajduje się na wschodzie i tam rzeczywiście jest niebezpiecznie.
Dlatego tam poziom czujności musi być dość wysoki.
I żołnierze się nie burzą? Oddziały innych narodowości stacjonują w znacznie bezpieczniejszych prowincjach.
Jestem przekonany, że morale wojska jest bardzo dobre. Zresztą, żołnierzy nie wysyła się tam, gdzie jest spokojnie. W czasie wielomiesięcznych przygotowań do wyjazdu na misję uczą się reagować na różne sytuacje. Nie powinni być zaskoczeni atakami z użyciem zaimprowizowanych ładunków wybuchowych. Ale też wiedzą, jak zażegnać spory z udziałem lokalnej ludności.
Według sondaży poparcie Afgańczyków dla operacji NATO znacznie spadło. Nie traktują nas czasem jak intruzów, tak jak kiedyś żołnierzy radzieckich?
W opinii wielu afgańskich polityków dzisiejsze czasy są określane jako złoty wiek Afganistanu.
Złoty wiek bez studni, dróg i pod stałym obstrzałem?
Niech pani znajdzie taki okres w historii Afganistanu, w którym cały świat łożył siły i środki na to, by pozwolić temu krajowi samodzielnie się rządzić. Afgańczycy nie boją się nas, ale raczej tego, że społeczność międzynarodowa zbyt szybko wyjdzie i zostawi ich samych.
Skąd to wiadomo? Żołnierze mają kontakt z ludnością cywilną?
Staramy się oddziaływać na społeczność lokalną. Choćby przez radio, spotkania z władzami lokalnymi i poprzez bardziej otwarte sposoby patrolowania. Tradycje dobrych relacji z miejscową ludnością polskie wojsko ma od dziesięcioleci. Mamy to wręcz we krwi, bo uczestniczyliśmy już w wielu operacjach międzynarodowych. Co nie znaczy, że żołnierze nie potrafią się znaleźć w sytuacjach zagrożenia.
strona: 1 z 1