(© Fot. Arkadiusz Ławrywianiec)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Reprezentację Polski wyjeżdżającą w czerwcu 2008 r. na turniej Euro do Austrii żegnały pod hotelem Piramida tłumy kibiców. Wczoraj rano w Tychach kadrowiczom odlatującym na mecz ze Słowenią machało na pożegnanie tylko czterech łowców autografów. Co ciekawe, wyniki obu rozegranych przez drużynę narodową na Stadionie Śląskim spotkań były takie same (1:1 z Danią i Irlandią Północną), ale nastroje po nich zupełnie inne.

- Sami skomplikowaliśmy sobie sytuację w grupie, choć na pewno nie było to naszym celem w meczu w Chorzowie. Teraz już musimy wygrywać wszystkie spotkania do końca eliminacji, a Słoweńcy wcale nie będą łatwiejszym rywalem niż Irlandczycy. Może tylko zagrają bardziej otwarty futbol, bo w końcu wystąpią na własnym boisku - powiedział Dariusz Dudka tuż przed wejściem do autobusu.

Niedzielne popołudnie kadrowicze mieli wolne, aby trochę ochłonąć po sobotnim pojedynku. Pracowicie spędził je tylko Artur Boruc, który pojechał do szpitala na badanie USG bolącej go nogi. - Okazało się, że to tylko naciągnięcie mięśnia czyli nic poważnego. W środę na pewno będę mógł zagrać - stwierdził bramkarz Celtiku Glasgow, wychodząc z hotelowego holu. Pytany, czy nie obawia się Słoweńców, którzy w tych eliminacjach jeszcze u siebie nie przegrali, Boruc w swoim stylu odparł: - Zawsze musi być ten pierwszy raz. Jestem optymistą i wierzę, że wygramy w Mariborze.

Uraz Boruca to jedyny problem zdrowotny kadrowiczów. - Po twardym boju z Irlandczykami kilku chłopaków jest trochę poobijanych, ale w futbolu to normalne. Cała kadra leci jednak do Mariboru i wszyscy są zdolni do gry - powiedział Rafał Ulatowski, asystent trenera reprezentacji Polski. Na prośbę o zdradzenie taktyki na Słoweńców współpracownik Leo Beenhakkera wymownym gestem pokazał nam trzymany w dłoni jeden z kolorowych dodatków poświęconych II wojnie światowej z ogromnym tytułem "Ani kroku do tyłu".

Naszych kadrowiczów martwi trochę perspektywa braku wsparcia kibiców. PZPN na mecz ze Słowenią dostał bowiem tylko 436 biletów i rozprowadził je wśród działaczy oraz sponsorów. - Szkoda, że w Mariborze zabraknie fanów z Polski, bo ich doping zawsze nam bardzo pomagał - stwierdził Boruc.


Trzeba wierzyć i walczyć


Z Michałem Żewłakowem, kapitanem reprezentacji Polski, rozmawia Jacek Sroka

Ochłonęliście już po sobotnim spotkaniu z Irlandią?

Każdy z nas dużo myślał o meczu w Chorzowie. Na pewno nie jesteśmy dumni z tego, co zrobiliśmy i z wyniku, który osiągnęliśmy, ale dopóki jest szansa na zakwalifikowanie się na mundial, trzeba wierzyć i trzeba walczyć.

Poniedziałkowe gazety pełne są wariantów, które trzeba spełnić, żeby pojechać do RPA. Który pana zdaniem jest najbardziej realny?

Musimy patrzeć przede wszystkim na siebie i wygrać wszystkie trzy spotkania, które pozostały do końca eliminacji. Teraz najważniejszy jest mecz ze Słowenią i na nim się w tej chwili koncentrujemy. Na papierowe wyliczenia przyjdzie czas później.

Teoretycznie mamy jeszcze szanse nawet na bezpośredni awans do finałów MŚ...

Trafiliśmy do dziwnej grupy eliminacyjnej. Na trzy kolejki przed zakończeniem kwalifikacji szansę na awans ma z niej jeszcze aż pięć drużyn. Cała piątka może jeszcze po-jechać do RPA, więc jeszcze raz powtórzę - dopóki piłka w grze trzeba wierzyć i trzeba walczyć. Musimy zrobić wszystko, żeby po raz trzeci z rzędu pojechać na mundial.

Jest pan aż takim niepoprawnym optymistą?

W sobotę mecz nam nie wyszedł, ale może w środę zaświeci dla nas słońce.




Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!