Dzisiaj do marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego trafią dwa projekty ustaw o zapłodnieniu pozaustrojowym: jeden autorstwa zespołu kierowanego przez posłankę PO, Małgorzatę Kidawę-Błońską, drugi jej partyjnego kolegi Jarosława Gowina.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Do laski marszałkowej swój projekt złożyli także poseł PiS Bolesław Piecha, który domaga się całkowitego zakazu stosowania metody in vitro i były minister zdrowia Marek Balicki, który przy swoim projekcie pracował m.in. z posłanką Izabelą Jarugą-Nowacką, prof. Jackiem Hołów-ką i Wandą Nowicką. Ale w żadnym ze złożonych dokumentów, chodzi oczywiście o te, które dopuszczają stosowanie metody in vitro, nie jest poruszona kwestia jej ewentualnego finansowania. - To dwie różne sprawy: te wszystkie projekty są próbą uregulowania w ogóle stosowania tej metody w Polsce, to takie przepisy ruchu drogowego. Co innego sprawa finansowania - tłumaczy Marek Balicki. I dodaje, że według zaleceń Unii Europejskiej mieliśmy umocować "prawnie" zapłodnienie pozaustrojowe do 2006 roku, najwyższy więc czas, aby te zalecenia spełnić. Potem przyjdzie czas na dyskusję o tym, kto miałby płacić za leczenie metodą in vitro. Posłanka Małgorzata Kidawa-Błońska też sugeruje, aby teraz zająć się przede wszystkim projektami, a potem pytaniami o pieniądze. - Wszystkie te projekty zostaną skierowane przez marszałka Komorowskiego do komisji zdrowia. Myślę, że jesienią, gdzieś w listopadzie, wejdą pod obrady Sejmu - tłumaczy posłanka Kidawa-Błońska.

Zakładając więc, że posłowie przegłosują któryś z projektów dopuszczający stosowanie metody in vitro, za kilka miesięcy przyjdzie nam zadecydować, kto, jeśli w ogóle, będzie za nie płacił. W koszyku świadczeń gwarantowanych, proponowanym właśnie przez minister zdrowia Ewę Kopacz, który obowiązywać będzie od 1 wrze-śnia, in vitro się nie znalazło. - Pewnie dlatego, że brak na razie rozstrzygnięć prawnych w tej kwestii - mówi Izabela Jaruga-Nowacka, posłanka Lewicy. - Ale kiedy zapadną, minister Kopacz w każdym momencie będzie mogła in vitro dorzucić do tego koszyka. Tym bardziej, że sama swego czasu mówiła, iż prawo do szczęścia mają wszyscy niezależnie od zawartości portfela.

Co zrobi minister Kopacz, nie wiadomo. Wczoraj nie udało nam się dowiedzieć w Ministerstwie Zdrowia, czy robiono już szacunki, które odpowiedziałyby na pytanie, ile kosztowałaby nas refundacja in vitro i skąd, jeśli w ogóle, minister wzięłaby na nią pieniądze. Zdaniem prof. Mariana Szamatowi-cza, który jako pierwszy w Polsce dokonał udanego zabiegu in vitro, NFZ musiałby na ten cel wydawać rocznie około 100 mln zł.

Z wyliczeń Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego wynika, że trzy razy więcej. Lewica, która jako jedyna złożyła wiele miesięcy temu projekt, w którym jest mowa o finansowaniu in vitro, wylicza ten wydatek na 112 mln zł.

- Moim zdaniem środki publiczne nie powinny być angażowane w refundowanie in vitro - uważa poseł Piecha. Innego zdania jest posłanka Jaruga-Nowacka. - Przecież osoby, które poddają się zabiegom in vitro płacą składki zdrowotne i ubezpieczenie. Dlaczego więc inni korzystają z tych pieniędzy, a oni sami nie mogą? - pyta retorycznie posłanka Jaruga-Nowacka.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!