Porażka z Holandią sprawiła, że Polki muszą wygrać trzy mecze, aby myśleć o półfinale/ Porażka z Holandią sprawiła, że Polki muszą wygrać trzy mecze, aby myśleć o półfinale/

Porażka z Holandią sprawiła, że Polki muszą wygrać trzy mecze, aby myśleć o półfinale/ (© fot. Krzysztof Szymczak)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Przed mistrzostwami Europy trener naszych siatkarek Jerzy Matlak apelował do dziennikarzy, żeby po zwycięstwach nie wznosili pomników, a po porażkach nie urządzali pogrzebów. Po pierwszej rundzie na pewno nie zanosi się na pomniki. Nie czas także jeszcze na składanie nadziei do grobu.

Obraz drużyny nie pokrywa się jednak z oczekiwaniami. Wymęczona wygrana z Hiszpankami, gładkie zwycięstwo z jedną z najsłabszych drużyn turnieju Chorwacją i beznadziejna walka z holenderskimi wiatrakami. Tak wygląda uproszczone podsumowanie dokonań naszej drużyny, wciąż jednak aspirującej do miejsca w półfinałach.

Jeszcze nie jedna drużyna przegra z Holenderkami i nie jedna może się męczyć z Hiszpankami. Niepokój budzi jednak to, że Polkom coraz trudniej przychodzi wygrywanie z Hiszpanią, a coraz łatwiej ulegają Holandii. Marzy nam się przecież, że w najważniejszej imprezie roku nasza drużyna będzie grała najlepiej, jak potrafi. Na razie tak nie jest, bo w tym sezonie miała już znacznie lepsze występy niż te w Łodzi.

- Najbliższe mecze odpowiedzą na pytanie, czy Holenderki są tak świetne i będą każdą drużynę ogrywać jak nas, czy my tak słabi - mówi trener Jerzy Matlak.

Turniej się jednak dopiero na dobre zaczyna, a nie kończy, więc nie można nic przesądzać. Ufam trenerowi i zawodniczkom, kiedy z widoczną wiarą w siebie mówią, że teraz zespół zacznie grać coraz lepiej. Cieszy, że porażka z Holandią nie zmieniła aspiracji Matlaka i jego dziewczyn. Wciąż widzą szansę, nie opuszczają głów. - Gramy o to, żeby odnieść trzy zwycięstwa w drugiej rundzie i nie ma wśród nas takiej, która nie wierzyłaby, że nam się to uda - mówi Aleksandra Jagieło.

Dotychczasowe mecze niestety nie ujawniły takiego atutu naszej drużyny na którym można by skutecznie budować taktykę gry. Nie jest nim zagrywka, choć w meczu z Chorwacją i momentami nawet z Holandią funkcjonowała dobrze. Dobrze, ale na granicy poprawności. Nie była jednak orężem, którym można wojować z czołowymi zespołami Europy.

- Zagrywka jest fundamentem przeciwko każdej drużynie - mówi Matlak. - Moje dziewczyny umieją dobrze zagrywać, dużo nad tym pracowaliśmy. Problem powstaje, kiedy przeciwnik osłabi nasze cechy wolicjonalne. Dziewczyny zaczynają grać zachowawczo.

Wydaje się oczywiste, że Polki, które ustępują warunkami fizycznymi nie tylko Holenderkom i Rosjankom są skazane na szybką, kombinacyjną grę. Mało jej jednak dotąd było. Najlepiej wychodziła w pierwszych dwóch setach spotkania z Hiszpanią, kiedy Milena Sadurek-Mikołajczyk z wyczuciem tempa wykorzystywała m.in. świetną dyspozycję Katarzyny Gajgał.

W trudnej sytuacji, w jakiej Polki znalazły się przy meczbolu Holenderek nasza rozgrywająca zagrała trzy z rzędu proste, czytelne wystawy na skrzydło do Anny Barańskiej, która nie skończyła skutecznie żadnej.

- Te efekt słabego przyjęcia zagrywki - ocenia trener. - Przy czterdziestu paru procentach przyjęcia zagrywki prawie wykluczona jest gra środkiem.

Drużyna wciąż nie potrafi wykreować liderki. Jedność, równe rozłożenie akcentów w szóstce, to działa, ale tylko w meczach w których "drużynie idzie". Gorzej natomiast, kiedy się "zatnie". Wtedy potrzebna jest indywidualność. Pokazał to mecz z Hiszpanią. Najpierw Aleksandra Jagieło, później Gajgał, Barańska i Agnieszka Bednarek-Kasza, aż w końcu Joanna Kaczor były w różnych fazach wiodącymi zawodniczkami, ale żadna nie stała się indywidualnością całego meczu.

Liderką nie można bywać, ale trzeba być. Nasza reprezentacja nie ma jednak zawodniczki, która mogłaby być taką ostoją, jak niegdyś Glinka, Świeniewicz czy Skowrońska. Nasuwa się więc pytanie, czy licząc na medal, nie oczekujemy za wiele, ponad stan tej drużyny?

Dzisiejszy rywal Polek zespół Belgii opiera swoją grę w ataku na dwóch liderkach Virginie de Carne (73 punkty) i Freyi Aelbrecht (43). Ciekawostką jest, że w drużynie trenera Gerta vande Broeka występuje Marta Szczygielska, córka byłej reprezentantki Polski Jolanty Kani-Szczygielskiej, podopiecznej trenera Matlaka w drużynie narodowej z 1985 roku, kiedy prowadził kadrę po raz pierwszy.

Pierwszą rundę podsumowali także organizatorzy. - Cyfry cieszą - mówi dyrektor generalny mistrzostw Bogusław Adamski. - Mecze pierwszej rundy obejrzało 106.350 widzów, przy czym w Łodzi 58.000, w Katowicach 17.350, we Wrocławiu 22.000 i w Bydgoszczy 9.000.


Dziś grają: w Łodzi o godz. 15 Hiszpania - Rosja, o 17.30 Holandia - Bułgaria, o 20 Polska - Belgia, w Katowicach o 15 Turcja - Serbia, o 17.30 Włochy - Azerbejdżan, o 20 Niemcy - Czechy.






Trzeba rozwalić belgijski blok

Dorota Pykosz, środkowa reprezentacji Polski:

- Nie mamy żadnych przesądów i przed meczem z Belgią nie liczymy na żadne tajemne moce. Grałyśmy z Belgijkami i dużo wiemy o rywalkach. Myślę, że wyjdziemy skoncentrowane i z wolą walki, a wtedy nie powinno być problemów. Ostatnio szwankuje nam blok. Myślę jednak, że on w końcu zaskoczy. To będzie ważny element, bo do reprezentacji Belgii wróciła Virginie de Carne i w Bydgoszczy była najlepiej punktującą. Zatrzymanie jej na skrzydłach jest głównym zadaniem. Jeśli będzie blok i organizacja gry po przyjęciu zagrywki, to mecz nam się ułoży. W ataku przede wszystkim musimy zrobić wszystko, żeby rozrzucić blok Belgijek. Trzeba pomóc Asi Kaczor, która jest w gazie, żeby mogła atakować na jedną blokującą. Musimy pracować nad rozwaleniem ich bloku i to jest klucz do zwycięstwa.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!