Przed urzędem wojewódzkim doszło do starć z policją

Przed urzędem wojewódzkim doszło do starć z policją. (© fot. Sławomir Seidler.)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Trzech lekko rannych policjantów, palone opony, tysiące wystrzelonych petard i Urząd Wojewódzki obrzucony kamieniami i jajami - taki jest bilans piątkowej demonstracji Solidarności w obronie pracowników zakładów Cegielskiego w Poznaniu.

Zakłady produkują m.in. silniki okrętowe, a także napędy elektrowni. Kryzys branży stoczniowej pogłębił kłopoty firmy. Jej pracownicy domagają się teraz restrukturyzacji zakładu, zapewnienia pieniędzy na wypłaty oraz ochrony jaką mają stoczniowcy.

Już na kilka dni przed protestem Tadeusz Pytlka, szef Solidarności w "Ceglorzu", zapowiadał, że demonstracja nie będzie spokojna. I rzeczywiście nie była. Na manifestację przyjechali związkowcy z całej Polski. Byli działacze ze Stoczni Gdańskiej, Solidarność Huty Katowice i Siepień'80 ze Śląska, działacze z Połocka, Łodzi, Małopolski, Rzeszowa, czy Podkarpacia.

- Rządy Niemców, ani komuniści nie dały rady Cegielskiemu, za to teraz polski rząd może się przyczynić do jego zamknięcia - ubolewał Andrzej z płockiej "S". - Nawet żona mnie namawiała, abym przyjechał do Poznania bronić Cegielskiego, zwłaszcza, że mój o ojciec przez kilka lat też tu pracował - dodał.

Po godzinie 11 z każdą minutą przybywały kolejne delegacje z całego kraju, a na placu zakładowym robiło się coraz tłoczniej. Słynne "Mury" Jacka Kaczmarskiego mieszały się z odgłosem trąbek i syren oraz wybuchami petard.

- Stocznie są powiązane z kooperantami, a Cegielski jest największym z nich. Skoro rząd wiedział, że nie da się uratować stoczni, to powinien już wtedy pomóc Cegielskiemu Niestety ten rząd z nikim nie podejmuje dialogu - przekonywał Karol Guzikiewicz, wiceprzewodniczący Solidarności w Stoczni Gdańskiej.

Związkowców zagrzewał tak-że Janusz Śniadek, przewodniczący Solidarności. - Nasze zakłady nie będą umierać w ciszy, będziemy o nie walczyć - grzmiał z trybuny.

Bez większych zakłóceń jeszcze przed godziną 14. związkowcy dotarli pod siedzibę wielkopolskiego wojewody. Tam dopiero sprawdziły się przepo-%07wiednie, że nie będzie to spokojna demonstracja. Zaczęło się od palenia opon. Na ten stos poleciała po chwili także trumna Platformy Obywatelskiej z podobizną premiera Donalda Tuska. Kiedy płonęła trumienka PO a działacze związkowi przez megafon przedstawiali swoje żądania, związkowcy ze Stoczni Gdańskiej i anarchiści postanowili sprawdzić czy poznańska policja jest dobrze przygotowana na takie demonstracje. W stronę mundurowych poleciały petardy, kamienie, pachołki drogowe i jaja. Część z protestujących próbowała także sforsować drzwi urzędu. Doszło do bójek.

Wreszcie po około 15 minutach do protestujących wyszedł wojewoda wielkopolski, Piotr Florek. Na jego ręce została złożona petycja do Donalda Tuska. Wojewoda zaprosił delegacje na rozmowy do urzędu. Jednak w odpowiedzi usłyszał tylko z ust szefa wielkopolskiej Solidarności: - Dziękujemy panie wojewodo, ale dla nas partnerem do rozmów jest premier Tusk.

Około godz. 14.30 demonstranci zaczęli rozchodzić się w stronę autokarów.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!