W 2010 r. polska gospodarka będzie się rozwijała nawet w tempie 1 proc., ale chociaż wzrosną wpływy z podatków, to i tak konieczne będzie zwiększenie dziury w budżecie do co najmniej 30 mld zł. Wszystko po to, by nie powiększać długów służby zdrowia, ZUS i samorządów, czyli całego sektora finansów publicznych.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
To wstępne założenia projektu budżetu państwa na przyszły rok, do których dotarła nasza gazeta. W najbliższy wtorek sążnisty dokument ma stanąć na posiedzeniu Rady Ministrów. Projekt musi trafić do Sejmu najpóźniej do 30 września, parlament będzie miał od tego momentu cztery miesiące na szczegółowe prace nad dokumentem.

- Dopinamy szczegóły projektu. Po ostatnich danych GUS o wzroście PKB w drugim kwartale musieliśmy zmienić pewne założenia na bardziej optymistyczne - powiedział nam Szymon Milczanowski z gabinetu ministra finansów Jacka Rostowskiego.

Bo dane GUS z 28 sierpnia faktycznie wywróciły do góry nogami wszelkie wcześniejsze założenia i prognozy ekonomistów. W drugim kwartale roku nasza gospodarka rozwijała się w tempie 1,1 proc., co dało nam pierwsze miejsce w Europie i jedno z najwyższych na świecie. Okazało się, że ciągnął nas w górę eksport i stosunkowo słaby złoty. Dało nam to przewagę nad krajami Europy Zachodniej, wyniszczonymi dodatkowo przez kryzys w instytucjach finansowych i bankach.

Po tych hurraoptymistycznych informacjach rząd zmuszony był zmienić prognozy, dotyczące wzrostu PKB w tym i przyszłym roku. Tuż po ogłoszeniu GUS-owskich danych wiceminister finansów Ludwik Kotecki odważył się na stwierdzenie, że w 2009 r. będziemy mieli 0,7 proc. wzrostu gospodarczego, a nie 0,2 proc., jak wcześniej przewidywał rząd. Teraz rządzący nabrali wiatru w żagle i twierdzą, że skoro gospodarka zaczyna się rozpędzać, to nie ma prawa zwolnić w przyszłym roku.

Dlatego przyszłoroczny budżet ma być skrojony tak, jakbyśmy już z wolna wychodzili z kryzysu, ale jeszcze kąsały nas opóźnione jego konsekwencje - głównie rosnące bezrobocie i mniejsza aktywność firm. Z naszych informacji wynika, że minister Rostowski, by ratować gospodarkę, zdecydował się na zwiększenie przyszłorocznego deficytu budżetowego, czyli różnicy pomiędzy wydatkami i dochodami państwa. Deficyt tegoroczny wynosi 27,2 mld zł i był już raz w ciągu roku podnoszony - o 9 mld z 18,2 mld zł. Według planu resortu deficyt w 2010 r. miałby zostać zwiększony do 30 mld zł, ale większość ekspertów twierdzi, że będzie znacznie większy.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!