(© Fot. Piotr Krzyżanowski)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Rozmowa z Franciszkiem Smudą, trenerem Zagłębia Lubin i najmocniejszym kandydatem na selekcjonera polskiej kadry

Parę dni wstecz mówił pan, że pewne dobrze poinformowane wróble ćwierkają, iż polskiej kadry pan prowadzić nie będzie. A podobno wiceprezes PZPN Antoni Piechniczek już pana na selekcjonera namaścił. Czyżby trenerskie oczko w głowie - kadra - nabierało realnych kształtów?

Mówiłem, że ćwierkają, i niech sobie ćwierkają nadal. Dopóki nic nie zostało podpisane, to wszystko jest możliwe. Dziesięć lat temu też już przez jedną noc byłem selekcjonerem, a potem stało się inaczej [w 1999 r. wybrano Jerzego Engela - red.].

Konkurs na trenera to dobry pomysł? Trener Orest Lenczyk, na przykład, powiedział ostatnio, że jakby miał być selekcjonerem i CV wysyłać, to sobie może takie rzeczy zrobić, ale w Bangladeszu. W Polsce o trenerach mówią warsztat i wyniki.

Można to różnie rozpatrywać, czy konkurs jest zły, czy dobry. Jest komisja, która spośród kandydatur ma wybrać najlepszą. I niech tak się stanie.

A jak się panu podoba koncepcja duetu trenerów za sterem kadry?

Ja jestem taki, że jako trener biorę wszystko na siebie. I jakby przyszło co do czego, to odpowiedzialność za wyniki też biorę. Za organizację pracy też odpowiadam. I działamy. To tak jak w małżeństwie. Żaden mężczyzna swoją żoną się z innym dzielić nie będzie. Żona - mężczyzną tym bardziej. Tak właśnie jest w dobrych małżeństwach.

Praca będzie wzorowana na niemieckiej solidności? Nigdy pan nie ukrywał i znajomości z niemieckimi fachowcami, i jakiegoś podziwu dla ich trenerskiej myśli. W Niemczech na trenerskich konferencjach bywa pan regularnie…

Ja mam taką zasadę: bierzemy te najlepsze wzorce, z każdego po trochu. Wrzucamy do jednego worka. Dodajemy większą część własnych. No i mamy program, według którego pracujemy. Powtarzam, pracujemy. Czyli nie zamykamy się na jakieś wartościowe koncepcje, ale swoje zdanie trzeba mieć i je realizować.

"Zaraz pierwszy lepszy sprzedawca z egipskiego bazaru, co powie: »dzień doply, jak siemas«, będzie brany do kadry". Tak pan podsumował naturalizowanie obcokrajowców i włączanie ich do polskiej kadry. W potencjalnej reprezentacji Smudy obcokrajowców nie będzie?

Ja jestem za Polakami. To w końcu polska kadra. Ale też musimy sobie dwie rzeczy rozdzielić. Co innego, ludzie, którzy z Polską za wiele nie mają wspólnego, co innego młodzi Polacy, których, dajmy na to prababcia, wujek czy rodzice, z Polski musieli wyjechać. Albo oni sami w wieku czterech, pięciu lat musieli tak zrobić, z przyczyn losowych. Przecież to są Polacy! Taki Obraniak miał dziadka Polaka, coś go z Polską na pewno łączy. W Niemczech jest sporo młodych Polaków, którzy wyjechali za młodu z kraju. Jakby Podolski chciał grać dla Polski, tobyśmy mu odmówili?!

Praca w klubie a praca w kadrze to dwie biegunowo różne historie?

Nie można tak powiedzieć. Tu i tu jest drużyna. Jedenastu piłkarzy wychodzi na boisko. Tak samo przekazuje się swoją koncepcję gry na treningach. Niby okres z zawodnikami krótszy, ale można sobie dobrać takich ludzi, jakich się chce - najlepszych i realizować z nimi swój plan taktyczny. I szybko złapać kontakt. Układankę dopasować. Więc to nie są dwie różne bajki. Nawet trudniejszą sztuką jest praca w klubie. Przychodzi człowiek, ma określony materiał, rękawy trzeba zakasać i robić zespół z tych, których się ma. I koniec. W kadrze wybór większy. No i 2,5 roku spokojnej pracy to dużo. Można wiele zdziałać.

A młodzież? Stawiamy na dwudziestolatków i ogrywamy ich pod kątem Euro, nawet biorąc pod uwagę większe ryzyko niepowodzenia? Czy obracamy się w znajomym kręgu?

Ja mam jedną twardą zasadę. Biorę piłkarzy, którzy najlepiej w danym momencie grają w piłkę. Oni zasługują na kadrę. W nich inwestujemy. To jest kryterium.

A co z Zagłębiem? Zostawi pan klub, tak jak było zakładane? Do lutego praca, a później czas na zmiennika?

Jakby przyszedł czas na kadrę, to wszystko jest odpowiednio zapisane w kontrakcie. Profesjonalnie zawsze się dogadamy. Jest klauzula. Ale ja z Zagłębiem cały czas pracuję! Do derbów się przygotowujemy pełną parą. I pracować z Zagłębiem będę!

Pytanie, jak długo. I kto potem będzie śmietankę spijał. Przewrotnie. Swego czasu zostawił pan Wisłę Henrykowi Kasperczakowi - on zdobył mistrzostwo. Po panu przyszedł do Zagłębia Czesław Michniewicz... i tytuł. Następca będzie szczęściarzem…

Powtarzam, w Zagłębiu pracuję cały czas. I nawet jak mnie kadra wezwie, to zawsze sercem będę z tym klubem i z samym Lubinem. I jakby kiedyś - hipotetycznie - przyszedł czas, żeby po kadrze objąć jakiś polski klub - to biorę tylko Zagłębie. Z żadnym innym klubem pracować nie chcę. Rozmawiałem z ludźmi z KGHM i oni mnie zapewnili, że chcą zrobić tu klasowy zespół. I nad tym pracujemy. I ja mam do nich szacunek. I do kibiców mam.

Derby ze Śląskiem Wrocław już w sobotę. WKS wydaje się być w małym dołku formy…

A ja wcale nie uważam, że oni są w dołku. To są bardzo solidni gracze. Jak grają u siebie, to ciężko ich pokonać. Ja już brałem udział chyba we wszystkich derbach w Polsce: warszawskich, krakowskich czy łódzkich. I spodziewam się, że żadnej ze stron mobilizować nie trzeba na takie mecze. Oni sami się nakręcają. Agresja już jest teraz. I piłkarze nogi nie odstawią. I kibice nie będą się oszczędzać.




Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!