(© Fot. Tomasz Hołod)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Reprezentacja Polski koszykarzy udanie rozpoczęła mistrzostwa Europy w koszykówce. Wygrana z Bułgarią pozwala nam realnie myśleć o wyjściu z grupy. Aby być pewnym awansu potrzebujemy jednak zwycięstwa z innym grupowym rywalem, Litwą bądź Turcją. Dziś czeka nas mecz z naszym wschodnim sąsiadem.

Litwa uznawana jest za europejską potęgę. Koszykówka to w tym kraju sport numer jeden. Widać to chociażby po liczbie kibiców, która z tego kraju zjechała do Wrocławia. W poniedziałek na tutejszym Rynku bawiło się ich mniej więcej tysiąc. Jak podkreślają właściciele pubów i restauracji, goście ze wschodu nie stronią od piwa ale zachowują się kulturalnie. Dane ze sprzedaży biletów wskazują, że w dalszych fazach turnieju liczba kibiców z tego kraju może się podwoić.

Do Polski litewski zespół prowadzony przez Ramunasa Butautasa przyleciał osłabiony brakiem kilku znaczących postaci w europejskiej, klubowej koszykówce. Jak Sarunas Jasikevicius (Panathinaikos), czy Ramunas Siskauskas (CSKA Moskwa). Osłabienia Litwinów dotyczą głównie graczy obwodowych, ciągle bardzo silna jest strefa podkoszowa.

Jednym z jej najmocniejszych punktów jest, mający polskie korzenie center Realu Madryt, Darjusas Lavrinovicius (Dariusz Ławrynowicz). W kadrze jest także jego brat Krzysztof, który występuje na pozycji skrzydłowego.

Największą gwiazdą Litwy jest jednak inny skrzydłowy, Linas Kleiza. Po przejściu z Denver Nuggets do Olympiakosu został najlepiej zarabiającym koszykarzem w Europie (6,1 mln euro rocznie).

Jedynym problemem Litwy i szansą Polaków jest brak rozgrywającego. Tę rolę trener Ramunas Butautas z przymusu powierzył mało doświadczonemu Mantasowi Kalnietisowi.

Wczoraj okazało się, że Litwinów można jednak pokonać, a sztuki tej dokonali Turcy wyrastający na faworyta naszej grupy. Spotkanie we wrocławskiej Hali Stulecia długo było bardzo wyrównane. Jeszcze do przerwy na tablicy wyników widniał remis 39:39. Turcy dowodzeni przez byłego kolegę Marcina Gortata z Orlando Magic - Hedo Turkoglu (obecnie Toronto Rap-tors) pod koniec III kwarty odskoczyli trzeciej drużynie ostatnich ME na odległość 7 pkt i utrzymali tę przewagę do końcowej syreny wygrywając 84:76.

Lampe: Wszyscy jesteśmy liderami


Rozmowa z Maciejem Lampem, skrzydłowym reprezentacji Polski

W pierwszym meczu EuroBasketu wygraliście z Bułgarią 90:78. Czy to było najważniejsze spotkanie w tym turnieju?

Na pewno ważne dla naszego samopoczucia. Chcieliśmy się dobrze pokazać już na początku turnieju i to się udało.

Przed meczem były pewnie obawy?

Tak, ale to normalne, bo mecze towarzyskie podczas okresu przygotowań to nie to samo, co spotkania podczas zawodów tej rangi. Na szczęście wszystko wyszło jak trzeba, choć nie ustrzegliśmy się błędów. Wygrywać trzeba jednak dalej, żeby z dobrym bilansem pojechać do Łodzi.

W czwartej kwarcie przydarzył Wam się jednak kryzys i Bułgarzy byli bliscy odrobienia strat.

Nie może się zdarzać, że trwonimy taką przewagę. Za bardzo się wyluzowaliśmy, przestaliśmy trafiać. Musimy ustrzegać się takich błędów w kolejnych spotkaniach.

David Logan już w pierwszym spotkaniu pokazał, że w tych mistrzostwach może być liderem drużyny. Jego bilans to: 23 punkty, 9 asyst, 4 przechwyty.

W naszym zespole wszyscy jesteśmy liderami. Muszę jednak przyznać, że David zagrał supermecz. Nie tylko trafiał, ale świetnie prezentował się też w obronie.

W drugim spotkaniu zmierzycie się z Litwą. Do zwycięstwa nad tym zespołem będzie potrzebna jeszcze lepsza gra niż z Bułgarią.

Litwini mają najlepszy zespół w naszej grupie. W takich pojedynkach wszystko może się jednak zdarzyć. Musimy zbierać, walczyć i trafiać. Na pewno podejdziemy do tego spotkania z pozytywnym nastawieniem.

Po spotkaniu długo rozmawiał pan z trenerem Bułgarów Pini Gershonem, który będzie pana szkoleniowcem w Maccabi. Przed meczem powiedział, że jeśli Polska pokona jego zespół, to pan będzie miał poważne kłopoty w klubie.

To były oczywiście tylko żarty i po spotkaniu chwilę o tym pogadaliśmy. Nie gniewam się. Rozmawialiśmy też o moim powrocie z kadry do zespołu. Po mistrzostwach mam zamiar pojechać jeszcze na chwilę do domu i musiałem to wszystko wyjaśnić trenerowi. Udzielił mi też kilku rad. Powiedział, abym tak szybko nie faulował.

Notował we Wrocławiu Marcin Indzierowski





Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!