Ponad dziewięć godzin trwało wczoraj przesłuchanie byłego metropolity gdańskiego abp. Tadeusza Gocłowskiego, które - zamiast na sali sądowej - odbyło się w siedzibie kurii w Gdańsku Oliwie. Arcybiskup Gocłowski był przesłuchiwany jako świadek w aferze wydawnictwa kościelnego Stella Maris.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Proces w tej sprawie toczy się od kilku lat przed gdańskim Sądem Okręgowym. Wydawnictwo w latach 1998-2002 miało wyprowadzić z prywatnych spółek kilkadziesiąt milionów złotych.

Wczoraj w kurii zjawili się sędzia Aneta Szteler-Olszewska, prokurator oraz trzech oskarżonych wraz z obrońcami.

- Czynności trwały bardzo długo, ale - tak samo jak wcześniejsze przesłuchanie arcybiskupa w postępowaniu przygotowawczym- przełomów nie przyniosło - powiedział wczoraj prokurator Przemysław Strzelecki.

- Z treści zeznań arcybiskupa wynika jednak, że wiedział on o nieprawidłowościach w wydawnictwie, choć dowiedział się o nich stosunkowo późno.

- To, że przesłuchanie miało miejsce w miejscu zamieszkania arcybiskupa, nie wynikało z niechęci sądu lub stron do przesłuchania na sali sądowej - wyjaśnił Strzelecki.

- Taka decyzja została podjęta po zapoznaniu się z opinią biegłego lekarza sądowego na temat zdrowia abp. Gocłowskiego. Wcześniej sąd wyznaczył datę 7 września jako termin przesłuchania Tadeusza Gocłowskiego. Jednak zaraz po tym do sekretariatu sądu wpłynął wniosek o przesłuchanie w budynku kurii w Gdańsku Oliwie.

Według Szostaka abp Gocłowski podczas wczorajszego, bardzo długiego przesłuchania był w dobrej formie. W jego trakcie sąd zasądził jednak aż trzy przerwy. Jednym z powodów tak długich czynności było to, że w podobnych sytuacjach protokół musi zostać odczytany, a potem podpisany przez strony, co wydłużyło czas przesłuchania. Zdaniem prokuratora Strzeleckiego, nie będzie potrzeby, by przesłuchiwać arcybiskupa w sprawie Stella Maris ponownie.

- Sąd nie miał zastrzeżeń i nie będzie prawdopodobnie prosił o ich powtórzenie - stwierdził Szostak. Kuria gdańska i abp Gocłowski nie komentują ani sprawy przesłuchania, ani samej sprawy Stella Maris.

Afera w wydawnictwie archidiecezji wybuchła pod koniec 2002 roku. Pierwszymi podejrzanymi byli szefowie Stelli Maris, w tym były kapelan metropolity gdańskiego Tadeusza Gocłowskiego, ks. Zbigniew B. Zarzucono im, że w latach 1998-2001 wystawiali faktury VAT za fikcyjne usługi konsultingowe i doradcze. Jak ustalono, kwota, na którą wystawili takie faktury, sięga 65 milionów złotych.

Stella Maris, działając jako podmiot gospodarczy w ramach archidiecezji gdańskiej, była zwolniona z podatku dochodowego od osób prawnych, w części przeznaczonej na cele statutowe kościoła. Duchowny odpowiada między innymi za przywłaszczenie ponad czterech milionów złotych, oszustwo i utrudnianie postępowania komorniczego. W związku z aferą dotychczas zatrzymano i przesłuchano niemal 40 osób.

To niejedyne problemy ze Stella Maris. Już w tym miesiącu zostaną przesłuchani świadkowie w sprawie nieprawidłowego zwrotu wydawnictwu 14 mln zł podatku VAT wraz z odsetkami. Doszło do tego w marcu 2007 roku.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!