Piotr Nurowski chce walczyć z biurokracją w sporcie

Piotr Nurowski chce walczyć z biurokracją w sporcie. (© Fot. Grzegorz Jakubowski)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Rozmowa z Piotrem Nurowskim, prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego

Polski Komitet Olimpijski obchodzi 90. urodziny. Może to czas na zmiany?

To nie jest odpowiedni moment. Teraz skupiamy się nad tym, by godnie uczcić jubileusz. Przyjedzie do Polski aż 25 prezesów krajowych komitetów olimpijskich. Chcemy zająć się pomocą tym olimpijczykom, którzy nie mają emerytury sportowej i ledwo wiążą koniec z końcem.

Ja miałem na myśli reakcję na bieżące wydarzenia. Był pan orędownikiem przeniesienia do PKOl części uprawnień Ministerstwa Sportu.

I dalej uważam, że to znakomity pomysł. We Włoszech to wyszło, Niemcy też się skłonili ku takim rozwiązaniom, podobnie jak Anglicy. U nas politycy do tego jeszcze nie dojrzali. To nie ja podejmuję decyzję. Kto ma kasę, ten ma władzę, a teraz pieniądze są w Ministerstwie Sportu.

Tyle, że sytuacja w ostatnich dniach mocno się zmieniła...

I z nowym ministrem porozmawiam o tym, by to PKOl odpowiadał za sport wyczynowy i dostał na to dotację celową.

Co zostałoby w rządzie?

Strategia rozwoju sportu, infrastruktura, szkolenie kadr i sport masowy.

Dlaczego PKOl mógłby być skuteczniejszy od aparatu rządowego?

Gdybym miał pieniądze, zatrudniłbym najlepszych trenerów, menedżerów, animatorów sportu którzy tak jak w Anglii, Włoszech, Niemczech pracowaliby w małym zespole wspierającym poszczególne związki sportowe.

A co teraz przeszkadza w profesjonalnym zarządzaniu sportem?

Biurokracja! To największa zmora. Dziś związki sportowe próbują ją ograniczyć, w większym stopniu angażując się w szkolenie, ale w dalszym ciągu związek to miejsce w którym trzeba wypełniać tony papierków, sprawozdań, rozliczeń. Każda zmiana w reprezentacji musi być konsultowana z ministerstwem itd. Jak tu robić sport, który dzieje się bardzo szybko?

Ma pan o coś żal do ministra Drzewieckiego?

Mogę się o nim wypowiadać wyłącznie w samych superlatywach.Jeśli o coś mogę mieć żal, to o stadion narodowy w Warszawie. Można tam było umieścić bieżnię lekkoatletyczną. Niebawem w Warszawie będą trzy duże stadiony piłkarskie i jeden malutki lekkoatletyczny. Nie podoba mi się ta dysproporcja.

Martwi pana sytuacja polityczna wokół Ministerstwa Sportu?

Bardzo. Ceniłem sobie Mirosława Drzewieckiego, bo był partnerem dla PKOl, chciał nas zrozumieć. Siłą rzeczy był jednak uwikłany w politykę, a sport powinien być od niej uwolniony. Stąd między innymi mój pomysł na przejęcie części obowiązków od elit rządzących.

Te zmiany uchroniłyby zarządzających sportem przed korupcją?

W dużym stopniu tak, bo my jesteśmy transparentni. Bez problemu może wejść do mnie kontrola z NIK, prokuratury, Urzędu Skarbowego, czy jakiejkolwiek służby nadzorującej pieniądze publiczne. Nie trzeba nas ścigać przez CBA, bo wszystko jest stale do wglądu i odpowiadamy za to prawnie. My musimy dbać o pieniądze, bo dzięki temu ufają nam sponsorzy, a finanse publiczne byłyby jeszcze lepiej nadzorowane.

Nie boi się pan, że spadnie na PKOl większa odpowiedzialność i krytyka?

A niech spadnie. Nie mam nic do ukrycia.

Teraz PKOl ma w ręku jeden instrument: trybunał arbitrażowy.

PKOl go nie ma. Tylko powołuje 24 członków, ale potem są oni całkowicie niezawiśli i PKOl nie ma na nich wpływu. To tak jak z nominacjami sędziowskimi.


Romana Troicka-Sosińska, sekretarz trybunału stawia jednak panu zarzut. Jej zdaniem naciskał pan na trybunał, np. w sprawie ustanowienia kuratora w PZPN.

Straciłem do niej całkowicie zaufanie. Jakby to ode mnie zależało natychmiast odwołałbym ją z zajmowanej funkcji. Ale nie mogę! Rozumie pan? To jest najlepszy dowód na mój wyimaginowany wpływ. Przecież gdybym mógł, to nie kryję - odsunąłbym tę panią od trybunału, bo moim zdaniem postępuje niewłaściwie. Recenzując publicznie pracę swoich kolegów zdyskwalifikowała się w moich oczach dożywotnio. Z resztą w osobistej rozmowie powiedziałem jej, że gdyby miała odrobinę honoru to powinna odejść.


Wracając do bieżących wydarzeń i afery hazardowej. Mam wrażenie, że hazard na dobre opanował sport. Firmy bukmacherskie sponsorują go w tak dużym stopniu, że potrzebne są jakieś regulacje. Na przykład dotyczące zakazu obstawiania wyników przez zawodników i ich bliskich.

Przerażają mnie opinie, że piłkarzowi opłaca się sfabrykować rzut karny, bo jego znajomi zagrali u bukmachera. Walka z tym powinna być tak brutalna jak z narkotykami w Azji. Tam jest kara śmierci i w sporcie też powinna być taka kara. Oczywiście śmierci sportowej - dożywotnia dyskwalifikacja.

PKOl tez jest sponsorowany przez Totalizator...

Nie ma w tym nic złego. Tak jest na całym świecie. Bukmacherzy inwestują w sport i chcą z niego czerpać zyski. Od tego nie uciekniemy, ale możemy wprowadzić instrumenty kontrolne. Bo złem nie jest hazard sam w sobie, ale słabi ludzie, wśród nich sportowcy, łamiący reguły. I z tym należy bezwzględnie walczyć.




Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!