Wojciech Kowalewski uwazaża, że kadra ma słabszy okres Wojciech Kowalewski uwazaża, że kadra ma słabszy okres

Wojciech Kowalewski uwazaża, że kadra ma słabszy okres. (© Fot. Mikołaj Suchan)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Rozmowa z Wojciechem Kowalewskim, bramkarzem reprezentacji Polski

Porażka z Czechami to dla wielu osób w naszym kraju woda na młyn, bo już na wstępie skreślili Stefana Majewskiego.

To takie polskie, mamy ogromną łatwość szufladkowania ludzi. Wystarczy jeden mecz i już ten jest genialny, a tego trzeba odstrzelić. Cóż mogę powiedzieć? O Leo Beenhakkerze też niewielu miało dobre zdanie po jego debiucie, a jednak w końcu zrobił coś dobrego z naszą reprezentacja. Dajcie czas również Majewskiemu.

Nie da się jednak ukryć, że popełnił kilka błędów. Choćby zestawiając tak eksperymentalnie obronę, w sytuacji, gdy wciąż mieliśmy szansę na grę w barażach o mundial.

Ocenianie trenerów to nie moja rola. A co do obrońców, to kiedyś musiał być pierwszy raz, gdy debiutuje się w kadrze i próbuje gry w nowym schemacie. Czasami wypada to w meczu o punkty. Nie szukajmy przyczyn tej porażki akurat w tym, że obrona grała w takim, a nie innym składzie. Wiedzieliśmy, że tak będzie, ćwiczyliśmy to na zgrupowaniu. Potrzebujemy po prostu więcej czasu, by lepiej się zrozumieć.

Po takim meczu trudno chyba o motywację przed kolejnym? Ze Słowacją zagramy już tylko o honor.

To mało? Sam mecz w reprezentacji jest dostateczną motywacją dla każdego. Nie można powiedzieć, że ktoś przyjeżdża na kadrę, żeby odbębnić swoje i wracać do domu. Proszę mi wierzyć, że takich ludzi w tym zespole nie ma i nigdy nie było. Gramy dla naszego kraju, dla kibiców. Wynik w Pradze jest oczywiście niezadowalający, nie da się też ukryć, że te eliminacje nam nie wyszły i w efekcie nie pojedziemy na mundial do RPA. Nie popadajmy jednak ze skrajności w skrajność. Trzeba pracować dalej, wyciągnąć wnioski i szukać rozwiązań. To nie jest tak, że dwa lata temu polscy piłkarze umieli grać w piłkę, a dziś już nie potrafią.

Jakie więc można wyciągnąć wnioski po meczu z Czechami?

Mówiliśmy już o obronie…

Więc jednak?

Sam mówiłem przecież, że potrzebujemy więcej czasu, by się zgrać. Myślę jednak, że już ze Słowacją będzie to wyglądało lepiej.

Inne formacje też nie radziły sobie tak jak powinny. Co pan sądzi o grze Kamila Grosickiego?

Dlaczego pytacie akurat o niego?

Bo zdania na temat jego gry są podzielone. Jedni mówią, że nie zagrał może rewelacyjnie, ale nie spuścił głowy i walczył…

Zgadzam się z tym. Kamil jest takim typem, który łatwo się nie poddaje. Właśnie takich młodych wilczków potrzeba nam więcej.

Inni mówią jednak, że może i walczył, ale nie przeprowadził choćby jednej dobrej akcji. No może poza dośrodkowaniem do Ireneusza Jelenia. Dodają, że Grosicki jest może dobry, ale tylko na polską ligę…

Można wyciągnąć i taki wniosek, ale to by było krzywdzące wobec Kamila. To był dopiero jego pierwszy mecz w kadrze o stawkę, dajcie mu czas. Mówiłem to już przy okazji obrońców i powtórzę - to jest właśnie ten moment, gdy odbywa się w kadrze zmiana warty. Przychodzą nowi zawodnicy, którzy przez następne lata będą ciągnąć ten wózek. Nie można ich skreślać po jednym meczu.

Trenera również nie można?

A wy znowu swoje. Przypomnijcie sobie początki Beenhakkera i jego 1:3 z Finlandią na starcie eliminacji Euro 2008. Na następny mecz, z Serbią w Warszawie, wielu pojechało tylko po to, żeby pomachać Holendrowi na pożegnanie białą chusteczką. Wszyscy pamiętamy co było potem.

Zgodzi się pan chyba jednak, że po meczach ze Słowenią i Czechami trudno o optymizm? Nie brak głosów, że to pogrzeb polskiej piłki.

Ja się z tym nie zgadzam. Mamy po prostu słabszy okres.

A może po prostu nie mamy z kogo budować tej drużyny, bo w polskiej lidze brakuje zdolnych, młodych piłkarzy?

Proszę wybaczyć, ale pół godziny po meczu trudno jest mi rozmawiać na tak złożony temat, jak uzdrawianie polskiej piłki. Tym bardziej że ja sam miałem pewne zadania na boisku, z których nie do końca się wywiązałem. Takie analizy zostawiam naszym polskim specjalistom. W najbliższych dniach będą mieli wiele tematów do dyskusji.

Wygląda jednak na to, że w Pradze nie zawiedli tylko polscy kibice?

Zgadzam się, byli niesamowici. Zawsze czujemy ich wsparcie, gdziekolwiek byśmy nie grali. Zwłaszcza w Chorzowie. Pełny Kocioł Czarownic to jedno z moich najwspanialszych piłkarskich wspomnień.

W środę kocioł może być jednak chłodny, wręcz lodowaty. Jak wy, piłkarze odnosicie się do planowanego bojkotu polskiej reprezentacji?

To jest… jakby to ująć. Z jednej strony rozumiem emocje kibiców, bo ostatnie mecze reprezentacji również oglądałem z ich punktu widzenia. Z drugiej jednak - wyobraźcie sobie, że ja bym powiedział: kadra grała słabo, to ja się obrażam i nie przyjadę. Żyjemy oczywiście w wolnym kraju, tylko że po czymś takim trudno by mi było spojrzeć w lustro. Nie oceniam ludzi, którzy organizują ten bojkot, ale przyznam, że ich nie rozumiem. Mówią, że to zaszkodzi PZPN-owi. Nie wiem, w jaki sposób. Jestem za to pewien, że na sto procent nie pomoże reprezentacji. Mam również nadzieję, że są jeszcze w Polsce ludzie, którzy chcą pomóc tej drużynie, nawet w tak trudnej dla niej sytuacji. Nie, poprawka, jestem pewien, że są. Widziałem ich przecież wielu na stadionie w Pradze.




Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!