Marcelina: Ten cygański tabor na razie mi pasuje

Marcelina Stoszek, w muzycznym biznesie znana jest jako Marcelina. Wokalistka, kompozytorka i autorka większości tekstów swoich utworów opowiedziała nam o magicznym notatniku i brzmieniu nowej płyty pt. „Gonić burzę”. Zdradziła również, dlaczego śpiewanie góralskich piosenek w dzieciństwie uważała za „siarę”.

Jaką burzę gonisz?

Uwielbiam koncerty i granie na żywo, dlatego na krążku "Gonić burzę" chciałam uchwycić taki właśnie klimat. Studio cały czas pozostaje dla mnie miejscem, w którym próbuję się otworzyć tak mocno, jak robię to na scenie, przed publicznością. Podczas koncertów z mojego głosu mogę wyciągnąć znacznie więcej niż w studiu nagraniowym.

Nowy krążek jest z pewnością ostrzejszy i bardziej energiczny niż wcześniejsze płyty.

Taki był nasz cel. Chciałam wykorzystać moją miłość do gitary, na której gra w zespole Robert Cichy. Bardzo lubimy kombinować z tym gitarowym brzmieniem na wielu płaszczyznach – od wspólnego nagrywania, aranżowania, aż po miksy. Nowa płyta faktycznie ma oddać klimat koncertowy i jest ostrzejsza gitarowo. Do współpracy zaprosiliśmy również uzdolnionych muzyków, m.in. Magdę Ziętek, wspaniałą skrzypaczkę.

Prezentujesz nowe wcielenie Marceliny, ale wielkiej rewolucji nie robisz.

Idę konsekwentnie do przodu, staram się słuchać siebie, tego, jak na scenie się czuję, w czym mi dobrze, a w czym źle. Ten etap ciągłego poszukiwania i wzbogacania siebie jako artysty jest naprawdę fajny.

W dzisiejszych czasach mamy mnóstwo gatunków muzyki. Z zespołem oczywiście też śledzimy te trendy, czerpiemy z nich wiele inspiracji i one pozwalają nam wnieść świeżość do naszego grania. Zobaczymy, jak to wszystko "wybuchnie" na krążku, na który trafiło tym razem dwanaście utworów. Te piosenki nie są rewolucyjne, nie były w szczegółowy sposób zaplanowane. Całość wychodzi tak naprawdę przypadkiem. Muzyka, która powstaje bez drobiazgowego zamysłu, wychodzi moim zdaniem najlepiej.

Śpiewasz, nagrywasz i komponujesz na poważnie już od 2011 roku. Stylistykę, wokół której muzycznie się poruszasz, określa się najczęściej jako alternatywny pop. Zgadzasz się z tym?

Trudno określić, co my właściwie gramy, jak jednoznacznie sklasyfikować to brzmienie. To jest chyba po prostu pop z tym, że dookreślanie go „alternatywnym” wynika z pejoratywnego wydźwięku, jaki zwykły pop posiada teraz z powodu wrzucania do tej szufladki wielu zespołów. Te grupy są po prostu popularne z różnych względów, ale często nie mają nic wspólnego z muzyką.

Twoja pierwsza płyta, z której dziś nieco żartujesz, to był debiut z przytupem. Po premierze szybko zaproszono Cię na Open’er Festival, były też nominacje do Fryderyków.

Tak, mimo wszystko nieźle się to udało. To była pierwsza płyta, przy której spotkała mnie poważna praca w studiu, przetarłam ślady. Drugi album jest bardziej sentymentalny, jeśli chodzi o teksty. Zawarłam tam dużo swoich historii, chciałam oddać cześć różnym sytuacjom, które mi się przytrafiały.

Na ogół piszę teksty, które nie są do końca oczywiste, ale za to metaforyczne i chcę, aby każdy mógł dokooptować tam również coś od siebie. Teraz, przy trzecim krążku, wyrwałam trochę do przodu, stąd ja i cały album jesteśmy ostrzejsi, wyluzowani i pewniejsi.

Marcelina wydała nową płytę

Już na początku kariery zaproszono Cię do poważnego projektu „Panny Wyklęte”, gdzie wystąpiłaś w towarzystwie Kasi Kowalskiej czy sióstr Przybysz. Jak się odnalazłaś w tej tematyce?

To było ogromne wyróżnienie i wyzwanie. Po pierwszej, dość lekkiej płycie, po tym jak zaczęłam raczkować w pisaniu tekstów, rzucili mi wyzwanie: "napisz teraz o wojnie". Bałam się, czy to udźwignę, ale udało się. Dzisiaj wiem, że te piosenki poruszają i same niosą się w świat. Czuję, że zrobiłam coś ważnego dla kraju, dla historii. W pewnym sensie oddałam im hołd. Spotkałam się też z wieloma weteranami wojennymi, poznałam ich niesamowite, wzruszające historie. Wcześniej miałam jedynie książki o tych ludziach na półce w domu. Nadarzył się jednak taki moment w moim życiu, że mogłam uścisnąć im dłoń, a oni bardzo dziękowali za teksty. Dziadkowie byliby ze mnie dumni. Przy okazji tego projektu zrozumiałam, że muzyka to nie tylko ta część rozrywkowa, ale i spora odpowiedzialność.

Sama stworzyłaś grafikę swojej poprzedniej płyty. Jak było w przypadku najnowszej?

Każdy artysta ma wizję siebie, to coraz ważniejsze. Tyle mamy dziś muzyki, że często ona sama nie wystarcza, żeby się przebić, potrzebna jest też spójność wizualna. Sama patrzę na swoją twórczość szeroko. Niektórzy pracują nad płytą latami tak, by była doskonała, a to wydaje się być niemożliwe.

Mam tak, że gdy kończę album, również zastanawiam się, czy przypadkiem nie trzeba jeszcze czegoś zmienić. Ta niepewność jest do końca całego procesu powstawania płyty, ale z drugiej strony zakładam, że te moje albumy są takimi przystankami do pewnej doskonałości (śmiech). Boje się, że gdybym zaczęła drążyć, nigdy nie skończyłabym żadnego albumu. Dlatego płyty traktuję jako etapy.

Najnowszą okładkę zaprojektował Mateusz Holak, ale przegadaliśmy ten pomysł wspólnie. Zaprosiłam go do współpracy nieprzypadkowo. Bardzo podoba mi się minimalizm, który charakteryzuje jego projekty i to mi bardzo pasowało do całości - zdjęć, muzyki i grafiki. Zaufałam Mateuszowi i tym razem okładki nie zrobiłam sama.

Teksty Twoich utworów są głównie po polsku, także na nowej płycie. Nie kusi Cię tak modny wśród wokalistów język Szekspira?

Śpiewanie po angielsku jest bardzo przyjemne, to przecież taki śpiewny język. Zauważyłam, że gdy nagrywamy demówkę i śpiewam cokolwiek po angielsku, to brzmi to zupełnie inaczej później po polsku. Często potem mamy ten "efekt gonienia demówki" - tam było tak, a tu mamy inaczej…

Trzeba się jednak zdystansować, bo tego się nie dogoni. W języku polskim i angielskim mamy inne akcenty. Postanowiłam się wziąć za to wyzwanie, jakim jest moim zdaniem śpiewanie po polsku. Marzę, by osiągnąć ten moment, że po polsku będzie mi się śpiewało tak łatwo, jak po angielsku. Uwielbiam pisać piosenki właśnie po polsku.

A pisanie tekstów utworów jest dla Ciebie prostą sztuką?

To przychodzi czasem od razu, a często musi się coś wydarzyć, żeby odpaliła machina procesu myślowego (śmiech). Czasami siedzę nad tekstem dwa miesiące i nic mi się nie układa, a potem wystarczy mała sytuacja, spotkanie czy widok i ja już mam ten tekst, dosłownie w pięć minut. Bywa tak, że pisząc piosenkę już wiem, o czym chcę zaśpiewać. Zanim Robert nagra gitarę, to ja już mam ten tekst i to jest najlepszy moment, bo to wyszło z emocji.

Czasami jednak, jak mówisz, tekst musi poleżeć.

Tak, nie ma na to rady. Ja mam taki zeszyt, który wszędzie ze sobą noszę i staram się w nim zapisywać takie ładne zlepki zdań, moje inspiracje.

Masz go przy sobie?

No pewnie, że tak! Czeka na odpowiednią chwilę, w mojej torbie (śmiech).

Wracając do piosenek śpiewanych po angielsku… Wciąż bywa tak, że z takimi tekstami łatwiej się przebić.

Otwierają się granice i faktycznie łatwiej się przebić, ale nie można tego generalizować. Niektórym śpiewanie po angielsku wychodzi po prostu świetnie, więc dlaczego mieliby to zmieniać?

Mimo wszystko ja wciąż wolę nasz ojczysty język. Tu mieszkam, tu żyję i mierzę się z trudnościami.

Lubisz kameralne koncerty?

Bardzo! I cenię kontakt z publicznością, choć dużych scen nie unikam, jak ostatnio na festiwalu SnowShow we Francji. To świetna impreza, na której nie mogło mnie zabraknąć.

Dlaczego?
Jestem zapaloną snowboardzistką i narciarką, więc tym bardziej to był superwypad. Impreza polega na tym, że można wykupić wyjazd na narty i brać udział w koncertach, które odbywają się dwa tygodnie np. we Francji, Szwajcarii.

Narty i góry są Ci szczególne bliskie i wiążą się z Twoim dzieciństwem…

Uwielbiam je. Wychowałam się jeżdżąc na nartach, robię to już od trzeciego roku życia. Mam rodzinę, która jest rozsiana od Wisły po Czechy, a w moich żyłach płynie beskidzka krew.

Pochodzisz z rodziny z takimi prawdziwymi tradycjami?

Tak, tradycja jest u nas pielęgnowana, moja babcia bardzo tego pilnowała. Święta obowiązkowo obchodzimy z wszystkimi ich zwyczajami, na przykład na Zielone Świątki robi się w mojej rodzinie jajecznicę w ogrodzie czy innym plenerze. Na Boże Narodzenie jest też oczywiście dwanaście potraw i każdej trzeba spróbować.

A tradycje muzyczne również wyniosłaś z domu?

Nie za bardzo, choć mój tata ciągle podśpiewywał te góralskie piosenki, ale to nie było za bardzo profesjonalne (śmiech).

Jako dziecko śpiewałam w zespole góralskim, wtedy mi się to nie podobało i uważałam, że to "siara". Być może dlatego, że trochę mnie do tego przymuszano.

Później cieszyły mnie pamiątki po tych wydarzeniach, jak zdjęcia w góralskich strojach, a już dziś żałuję, że nie "liznęłam" tego bardziej. Brat mamy pogrywał na akordeonie, tata uczył się grać na skrzypcach, ale bardzo tego nie lubił. On zawsze chciał grać na pianinie i mnie na to pianino zapisał, choć ja chciałam grać na jego skrzypcach. Już od dziecka lubiłam słuchać muzyki, wszędzie jej sama poszukiwałam.

Marcelina wydała nową płytę

Taki przełomowy moment z muzyką to…

Warsztaty jazzowe, które tak naprawdę zaprowadziły mnie do obecnego momentu, do tego, kim jestem dziś na scenie.

Ważnym miastem, związanym z początkami Twojej kariery jest Wrocław. To tam przeniosłaś się po maturze?

Zgadza się. Poznałam tam wielu ciekawych muzyków, właśnie na licznych warsztatach. Tam rozwinęłam skrzydła, a na zaoczne studia do Katowic mogłam sobie dojeżdżać. We Wrocławiu poznałam Natalię Grosiak, Dawida Korbaczyńskiego i inne osoby, które mnie inspirowały i wiele nauczyły.

I to Natalia Grosiak napisała teksty na Twoją pierwszą płytę.

Tak, bo wtedy wydawało mi się, że sama nie potrafię pisać piosenek. Siedząc z Natalią przy pisaniu tych utworów, już pod koniec pisałam sama. I tak jest do dziś.

Wrocław ma Cię głęboko w sercu. Otrzymałaś tam nominację do tytułu "Człowieka roku". Wiele osób w tak młodym wieku może o takim wyróżnieniu jedynie pomarzyć…

To był lekki szok, a ja czułam się jak człowiek po pięćdziesiątce! (śmiech). To było tak, jakbym była osobą z zasługami, a ja nic wielkiego nie zrobiłam. Na koniec było mi bardzo miło, że tak mnie lubią w tym mieście, ale też trochę niezręcznie, więc nie żałowałam, gdy finalnie ktoś inny otrzymał ten tytuł. Nominacja to już coś.

Ale teraz Twoja codzienność to Warszawa?

Dojazdy zajmowały strasznie dużo czasu, więc przeprowadzka do stolicy była naturalnym wyborem. Nie mam pojęcia, gdzie chciałabym żyć, więc to mieszkanie w Warszawie traktuję jako kolejny przystanek.

Twoje największe marzenia to…?

Mieszkać w jakimś ładnym, zielonym miejscu, blisko natury. Wychowałam się w spokoju, choć teraz odpowiada mi szybkie tempo życia. Powiedziałabym, że ten cygański tabor na razie mi pasuje. Przydałby mi się jeszcze taki wielki samochód, którym mogłabym podróżować po świecie, oglądać piękne miejsca.

Czy przemysł muzyczny, w Twojej ocenie, to trudny kawałek chleba?

Teraz łatwiej się pokazać. Wystarczy, że w Internecie coś "zażre" i z dnia na dzień człowiek robi się sławny. To ma swoje minusy i można się naprawdę pogubić.

Uważam jednak, że jeśli ktoś ma na siebie pomysł, jest konsekwentny i pracowity, a całość przypieczętuje łut szczęścia, to ma duże szanse. Trzeba kochać ten zawód, choć praca w nim wiąże się z całą masą wyrzeczeń. Moje marzenie to żyć z muzyki i nie musieć robić nic innego do końca życia.

Dziękuję za rozmowę.

Wideo

Anna Konopka

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3