Polscy siatkarze po zwycięstwie ze Słowacją, są już w półfinale mistrzostw Europy rozgrywanych w Turcji! W pojedynku z naszymi południowymi sąsiadami łatwo jednak nie było. Biało-czerwoni potrzebowali, tak jak w poprzednim spotkaniu z Hiszpanami, aż pięciu setów. Najważniejsze jednak, że osiągnęli cel. W sobotą i niedzielę powalczą o medale.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Słowacy przed meczem z nami mieli na koncie zaledwie jedno zwycięstwo ze słabiutką Słowenią. Z Hiszpanią i Francją polegli jednak dopiero po zaciętej pięciosetowej walce. - Oni potrafią grać w siatkówkę, mają niezłych zawodników, którzy grają w bardzo silnych zespołach - przestrzegał przed tym spotkaniem libero polskiego zespołu Piotr Gacek.

- Musimy być czujni, oni dobrze zagrywają - dodał dmuchając na zimne Michał Bąkiewicz.

Taka asekuracja nie spodobała się Danielowi Plińskiemu, który zadeklarował, że biało-czerwoni wyjdą na parkiet, pokonają Słowaków i awansują do półfinału. I miał rację, ale chyba nie przypuszczał, że ponownie będziemy przeżywać takie emocje.

Trener Daniel Castelanii w porównaniu do meczu z Hiszpanią dokonał jedne zmiany. w składzie. Miejsce Michała Ruciaka w wyjściowej szóstce zajął Bąkiewicz.

Początek wczorajszego pojedynku wyglądał tak jak tego się spodziewaliśmy. Polacy grali spokojnie, dobrze przyjmowali zagrywkę, radzili sobie też bez problemu w polu. Nieszczęście zaczęło się w połowie seta. Przy stanie 10:10 Słowacy dwukrotnie dobrze ustawili blok i objęli prowadzenie, które systematycznie powiększali. Tak było już do końca tego seta.

- To wypadek przy pracy - z całą pewnością tłumaczyli sobie to co się wydarzyło w Izmirze polscy kibice i czekali na przebudzenie biało-czerwonych. Zwłaszcza, że w poprzednich spotkaniach nasza drużyna w pierwszych setach też nie grała dobrze, grała sennie, jakby brakowało jej odpowiedniej dawki adrenaliny. Nasi siatkarze dostarczyli jej za to w następnych setach w nadmiarze.

Drugi set wygraliśmy bez problemu, a w trzecim Polacy dosłownie zdeklasowali rywala, pozwalając ugrać Słowakom zaledwie 10 punktów.

- Teraz nic już nam nie grozi, jesteśmy w półfinale - twierdzili optymiści. Tymczasem na parkiecie zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Słowacy niczym bokser po ciężkim ciosie słaniając się na nogach dotrwali do końca seta, a potem złapali oddech i znowu byli groźni.

Piąty set był, tak z Hiszpani, bardzo nerwowy. Prowadziliśmy 2:0 i 3:1, potem zrobiło się jednak 5:3 i 10:8 dla Słowaków. Trener Castellani zaryzykował, podwyższył blok, wprowadzając w miejsce Pawła Zagumnego mierzącego 205 centymetrów Piotra Nowakowskiego. W zatrzymaniu ataków Słowaków miał pomagać Marcinowi Możdżonkowi (211 cm). To było dobre posunięcie naszego selekcjonera. W tym ustawieniu zdobyliśmy cztery punkty. Słowacy nie rezygnowali, doprowadzili do remisu.

W końcówce więcej zimnej krwi zachowali Polacy, a przede wszystkim Piotr Gruszka, który znowu wziął ciężar gry na swoje barki. Najpierw przepchnął piłkę przez blok rywali, a potem zakończył kontrę, zdobywając ostatni punkt.

Dzisiaj gramy z Grecją, ale ten mecz nie ma już większego znaczenia dla układu tabeli. Jesteśmy już w półfinle. Tak samo jak Rosja, Bugaria (grupa F) i ktoś z trójki z naszej grupy Francja, Grecja lub Niemcy. Pary półfinałowe zostaną rozlosowane. Może tak się zdarzyć, że ponownie spotkamy się z drużyną z naszej grupy. Oby tak było!

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!