Płacilibyśmy mniej za prąd, gdyby sprzedawano go na giełdzie

Płacilibyśmy mniej za prąd, gdyby sprzedawano go na giełdzie (© fot. Paweł Relikowski)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Prąd w Polsce mógłby być tańszy nawet o 30 proc., gdyby handlować nim na specjalnej giełdzie. Ciągle nie udaje się jednak znaleźć kompromisu w sprawie zmian w ustawie o prawie energetycznym.

Bez zmian nie uda się złamać monopolu największych wytwórców, czyli firm PGE, Enea, Energa i Tauron, które podzieliły kraj między siebie, dyktując ceny w swoich regionach. Tymczasem Ministerstwo Gospodarki, zamiast podjąć z nimi walkę, robi zasłony dymne, obiecując tani prąd dla ubogich. To jednak nie zasługa rządu, tylko wymóg nałożony przez Unię Europejską.

Wiceminister gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska przedstawiła w tym tygodniu założenia systemu pomocy dla najuboższych odbiorców energii elektrycznej. Mają oni uzyskać prawo do ok. 30-procentowej ulgi od normalnej ceny. Ilość energii eletrycznej, która byłaby objęta ulgą, byłaby uzależniona od liczebności rodziny. - Z takiej pomocy może skorzystać ok. 600 tys. rodzin - poinformowała Joanna Strzelec-Łobodzińska.

Tyle tylko, że tańszy prąd dla najuboższych sfinansują pozostali jego konsumenci opłacający rachunki. Według rządowych planów tanią energię sfinansuje 10-procentowa podwyżka dla tych, którzy korzystają z normalnych taryf. Wartość proponowanych ulg w cenach prądu dla ubogich odbiorców sięga 133 mln zł. Sprzedawcy prądu mieliby odzyskiwać pieniądze dzięki obniżce VAT i podwyżce cen energii o 10 proc. Firmy energetyczne odrzucają pomysł Ministerstwa Gospodarki wprowadzenia ulg w cenie prądu dla biedniejszych odbiorców.

Program, nad którym pracuje Ministerstwo Gospodarki, zakłada, że część gospodarstw domowych zyska prawo do prądu z ulgą do 30 proc.

Poseł Antoni Mężydło z PO proponuje inne rozwiązanie. Obecnie w Sejmie są dwa projekty zmian w ustawie. Pierwszy, poselski, zakłada, by 100 proc. prądu było sprzedawane za pomocą giełdy towarowej i od dawna leży w komisji sejmowej. Drugi, rządowy, długo nie mógł ujrzeć światła dziennego.

- Ministerstwo Gospodarki opóźniało prace nad nim, by zablokować dokonywanie nowelizacji - tłumaczy "Polsce" Antoni Mężydło, autor poselskiej propozycji zmian w prawie energetycznym.

Dokument ostatecznie trafił do komisji w sierpniu, w środę odbyło się jego pierwsze pytanie. Ten projekt pozornie zmierza w tym samym kierunku co poselski. Także zakłada częściowe przeniesienie handlu elektrycznością na giełdę.

- W rządowej nowelizacji jest propozycja, by od 2011 roku sprzedawać 30 proc. prądu przez giełdę lub na przetargu, w następnym roku 40 proc., a od początku 2013 - 50 proc. - wyjaśnia Andrzej Czerwiński, szef podkomisji gospodarki.

Jednak projekt różni się od poselskiego w detalach. W detalach bardzo istotnych, gdyż mogą one zablokować obniżkę cen prądu. Przede wszystkim tylko częściowe przeniesienie sprzedaży elektryczności na giełdę sprawi, że monopoliści dalej zachowają kontrolę nad jego ceną. Poza tym projekt rządowy ma jeszcze jeden kruczek. Zakłada on sprzedaż za pomocą giełdy towarowej lub otwartego przetargu. - Ta druga metoda jest dla wielkich koncernów niezwykle korzystna, gdyż pozwoli im uniknąć obniżki cen. Przecież przy przetargach podaje się cenę minimalną. W ten sposób uda im się zachować dotychczasowe wpływy - podkreśla Mężydło.

Dziś 92 proc. prądu w Polsce sprzedawane jest na podstawie bezpośrednich umów producenta z klientem. Takiej sytuacji ten ostatni nie ma wyboru dostawcy energii elektrycznej.

Rządowy projekt został opracowany przez zespół, którym kieruje wiceminister Joanna Strzelec-Łobodzińska, która - zanim trafiła do Ministerstwa Gospodarki - pracowała w Tauronie, największym producencie prądu w Polsce.

Dzisiaj wytwórcy prądu, czyli PGE, Enea, Energa i Tauron, podzielili kraj między siebie i każdy z nich dyktuje w swoim regionie stawki. Ich wysokość niemal się nie różni. Projekt Mężydły zmusiłby ich do wystawiania całego wytwarzanego przez siebie prądu na giełdę energii. Odbiorcy, czyli głównie wielki przemysł, ale także gospodarstwa domowe, wybieraliby najtańszą i najlepszą dla siebie ofertę.- Taka twarda konkurencja wymusiłaby obniżkę cen - uważa dr Piotr Elżanowski, ekspert w dziedzinie prawa energetycznego z Uniwersytetu Warszawskiego.

Jeśli nowa ustawa Prawo energetyczne nie zostanie szybko uchwalona, będziemy zdani na dalsze, duże podwyżki cen prądu. Z szacunków Urzędu Regulacji Energetyki (URE) wynika, że podrożeje on w tym roku średnio aż o 43 proc. Szczególnie odczują to odbiorcy przemysłowi, którzy i tak już płacą znacznie więcej za kilowatogodzinę niż gospodarstwa domowe. Wiele firm ma z tego pwoody kłopoty. To podnosi bowiem koszty produkcji, która stała się nieopłacalna.

Energetycy zrzucają winę za ciągłe podwyżki na wysokie ceny węgla i konieczność ogromnych wydatków na modernizację elektrowni i sieci przesyłowej. Eksperci zarzucają od dawna polskim firmom energetycznym wykorzystywanie dominującej pozycji na rynku i brak przejrzystości przy ustalaniu opłat za prąd. Cztery największe spółki (mają 80 proc. rynku) kontroluje państwo. - Są sygnały mówiące, że dochodzi między nimi do zmów cenowych - twierdzi dr Elżanowski.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

    Więcej na temat: