- Jest jak w Sydney - zapowiedział jeszcze w sobotę Szymon, mistrz olimpijski z 2000 r. w rzucie młotem. Już pierwszego dnia mistrzostw Polak najlepiej miotał w kwalifikacjach. Wówczas jednak tonował nastroje.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
- Jest jak w Sydney - zapowiedział jeszcze w sobotę Szymon, mistrz olimpijski z 2000 r. w rzucie młotem. Już pierwszego dnia mistrzostw Polak najlepiej miotał w kwalifikacjach. Wówczas jednak tonował nastroje.

- Z tym Sydney to podobieństwo jest takie, że wtedy też w kwalifikacjach miałem rzucać na maksa i palnąłem tak jakoś topornie technicznie, ale było daleko. Tym razem zrobiłem podobnie, ale o medal będzie bardzo ciężko. Ja raczej myślę o najlepszym wyniku w sezonie - chłodził emocje.

Choć tak naprawdę to po eliminacjach z walki o medale odpadli groźni rywale: wicelider Jurij Szajnow z Białorusi, czwarty Łotysz Igors Sokolows.

W poniedziałek wieczorem Ziółkowski znów rozgrzał jednak emocje do czerwoności. Choć sam sobie napędził stracha już podczas serii próbnych. Dwa razy posłał młot naprawdę daleko. Jego zdaniem to zła wróżba, choć więcej w tym autoironii niż prawdziwych złych emocji.

W pierwszej serii objął bowiem prowadzenie, a na twarzy miał wymalowaną niesamowitą determinację. W drugiej próbie spadł na pozycję dającą srebrny medal. Tymczasem lider światowego rankingu Węgier Krisztian Pars (81,43) miotał się po rzutni paląc kolejne podejścia. Z faworytów nie zawodził tylko Słoweniec Primoz Kozmus. Na prowadzenie wyszedł już po drugiej próbie, a w piątej powiększył przewagę nad Ziółkowskim.

- Cały czas wierzyłem, że uda mi się przekroczyć granicę 80 metrów. Wówczas mógłbym myśleć o złotym medalu - analizował tuż przed wejściem na podium "Ziółek" trąc w emocjach siwą brodę.

Bo Ziółkowski to przykład fenomenu, który trwa już na młociarskim panteonie od 15 lat. W 1994 r. po raz pierwszy sięgnął po tytuł mistrza świata - juniorów.

- Dzień dobry, nazywam się Szymon Ziółkowski i jestem trzykrotnym medalistą mistrzostw świata - przedstawiał się zaraz po konkursie.

Tyle, że po raz ostatni Polak stał na podium mistrzostw świata cztery lata temu, był brązowym medalistą w Paryżu. Potem miał kłopoty, z ustabilizowaniem formy.

W Berlinie zajął drugie miejsce w stosunkowo słabym konkursie. Śmiał się z tego. Dziękował nawet rywalom, bo to nie jego wina, że Białorusini przestraszyli się kontroli antydopingowych, a inni mieli podejrzanie słabe wyniki. Być może taki jest właśnie teraz poziom w młocie czystym od sterydów. A "Ziółek" koksu szczerze nienawidzi. Najchętniej karałby za niego więzieniem i dożywotnią dyskwalifikacją.

Wiadomości Opole, Wydarzenia Opole

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!