Andrzej Gołota i Tomasz Adamek jeszcze trenują przed sobotnią walką w Łodzi. "Góral" w Gilowicach pod Żywcem, "Andrew" w Wiśle. Jutro spotkają się po raz pierwszy od przylotu do Polski. O godzinie 16 staną na wadze. Wówczas okaże się, jak wielką przewagę masy będzie miał Gołota.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
My czekając na polską walkę stulecia przepytaliśmy na tę okoliczność ludzi boksu, ale nie tylko. Jedno z tych wypowiedzi bije na odległość - to jest wydarzenie, które przekracza ramy zwykłej, czy nawet niezwykłej walki bokserskiej. To będzie wieczór, w którym cała Polska będzie patrzeć na ring w łódzkiej Atlas Arenie. Co się wydarzy?

- Od rana odpowiadam tylko na pytania o ten pojedynek - żartuje mistrz olimpijski w pchnięciu kulą Tomasz Majewski. - Do Łodzi się nie wybieram, bo ruszam w podróż poślubną, ale boksem oczywiście się interesuję. Kibicuje Adamkowi. Gołota to już jednak sportowy emeryt. Nie ma żadnej gwarancji, że znów nie urwie mu się jakiś mięsień. Ale nie zgadzam się, że ta walka nie ma sensu. Jeśliby nie miała, nie gadałbym teraz z wami o boksie…

- To jest najciekawszy zawodowy pojedynek, jaki kiedykolwiek rozgrywano w naszym kraju - dodaje były mistrz świata w wadze półciężkiej Dariusz "Tygrys" Michalczewski. - Tomek jest oczywiście szybszy, młodszy, bardziej zdeterminowany, ale gdybym ja był jego menedżerem, nie zgodziłbym się na taką walkę. Gołota to wciąż groźny facet. Fakt, że Tomek przytył parę kilogramów nie będzie miał znaczenia. Różnica wciąż jest ogromna. To tak jak byśmy się zastanawiali, czy lepiej zabić się skacząc z ósmego, czy dziesiątego piętra. Na dodatek Gołota to stary lis. Wie, jak zrobić w ringu kuku rywalowi. Czy zrobi go Adamkowi? Nie wiem. Na pewno nie wyjdzie do ringu z takim nastawieniem, że będzie chciał skrzywdzić Tomka. Nie da się tak boksować - kończy Tygrys.

- Komisja śledcza komisją, ale o walce w sejmie się dyskutuje non stop - mówi była mistrzyni świata w boksie, dziś poseł PO Iwona Guzowska. - Od kilku dni ciągle odpowiadam na pytania o ten pojedynek. Sporo posłów prosiło mnie też o pomoc w załatwieniu biletów. Jak typuję? Musi wygrać Adamek. Jeśli zwycięży, z miejsca wskoczy do czołówki wagi ciężkiej. Jeśli przegra, będzie po jego karierze. Gołota tak wiele razy mnie zawiódł, że już nie chcę go oglądać. Andrzej powinien odejść na zasłużoną emeryturę. Ale to jest boks. Wszystko może się zdarzyć - kończy Guzowska.

- Zadziwiające, ale ta walka staje się też wydarzeniem czysto sportowym - mówi były mistrz Europy w wadze ciężkiej, Przemysław Saleta. - Ze swojego doświadczenia wiem, że przejście z kategorii juniorciężkiej do ciężkiej to nie jest wcale taka łatwa sprawa. Kilogramy można złapać szybko, ale by to była naturalna masa, by siła stała się taka, jaką mają ciężcy, musi minąć rok, półtora. Dlatego zgadzam się ze słynnym trenerem Emanuelem Stewardem (trener m.in. Lennoxa Lewisa i braci Kliczków), że Tomek zbyt szybko zdecydował się na walkę z tak doświadczonym pięściarzem, jakim jest Gołota. Oczywiście jest faworytem, ale ryzyko dla niego jest ogromne. Andrzej jest wyluzowany, potrafi żartować już nawet z siebie. Ring będzie mały. Jeśli się nie spali, może być bardzo groźny, choć pewnych spraw nie przeskoczy. Nie walczył od roku, wraca po kontuzji i ma 41 lat. Pięściarz pierwsze co traci, to pracę nóg, refleks i szybkość. Nie wierzę więc w opowieści, że Andrzej chce złapać Adamka kontrą z prawej. Słyszałem też, że chce walczyć z odwrotnej pozycji. Może to jest myśl, bo decydująca dla losów tego pojedynku będzie przednia ręka. Na miejscu Adamka poruszałbym się w ringu w prawo, by uciekać przed tą jedyną sprawną ręką Andrzeja. Nie sądzę, by "Góral" chciał zaatakować ostro już w pierwszych sekundach. Rzucić się i szybko skończyć walkę. On jeszcze nie ma takiego ciosu. Musi rozbijać Andrzeja metodycznie. A Gołota? Jeśli ma wygrać, to ta walka będzie brzydka. Bo Andrzej musi wiązać Tomka w pojedynek zapaśniczy. Z każdej przepychanki, z każdego klinczu, Adamek wyjdzie osłabiony - kończy Saleta, który też będzie w Łodzi.

- Kibicuję obydwu, ale gdybym miał postawić 100 zł, to postawiłbym je na Tomka. Z drugiej strony nie zmartwię się, jeśli je stracę - mówi Zbigniew Boniek, który od zawsze interesował się boksem, wielokrotnie bywał na walkach Michalczewskiego, a gdy ostatnio zasiadł na trybunach podczas pojedynku Krzysztofa "Diablo" Włodarczyka z Giacobbe Fragomenim (o pas WBC), włoska telewizja pokazywała go częściej niż pięściarzy. - Na walkę przylatuję z Włoch. Tym, którzy twierdzą, że to cyrk, proponuję po prostu żeby przełączyli kanał. Dla mnie to kolejny fascynujący pojedynek. Szkoda tylko, że ja z Jankiem Tomaszewskim nie mogę stanąć między linami. Też byłaby niezła oglądalność. Proponowałem mu kiedyś, byśmy rozstrzygnęli nasz spór po męsku, ale odmówił - kończy Zibi.

- Pół na pół, tak oceniam szanse . Tylko po co Adamkowi ta waga ciężka. Czy aż tak dużą kasę zbije? Nie wiem. Mnie szkoda, że będę musiał obejrzeć porażkę jednego z nich. Ale obejrzę na pewno - dodaje polski medalista olimpijski, dziś trener m.in. "Diablo" Włodarczyka, Paweł Skrzecz.

Nic dodać, nic ująć. Nam też jest szkoda przegranego.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!