20 tys. zł zażądał wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski od Warszawskiej Prowincji Redemptorystów, właściciela Radia Maryja. Proces ruszył wczoraj w Sądzie Rejonowym Łódź-Śródmieście.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Chodzi o słowa, które padły na temat przeszłości Niesiołowskiego na antenie toruńskiej rozgłośni przed blisko rokiem. Prowadzący program redemptorysta o. Benedykt Cisoń stwierdził, że tuż po aresztowaniu w 1970 r. Niesiołowski jako członek opozycyjnej organizacji Ruch "zaczął sprzedawać kolegów", a niski wyrok miał być nagrodą za współpracę. Potem, w rozmowach ze słuchaczami na antenie o. Cisoń brnął jeszcze dalej, stąd wicemarszałek pozwał redemptorystów o ochronę dóbr osobistych.

Wczoraj w łódzkim sądzie pełnomocniczka prawna prowincji broniła redemptorystów, powołując się m.in. na wywiad, który stacja przeprowadziła z Joanną Królikowską-Avis, byłą sympatią Niesiołowskiego z lat Ruchu, oraz list, który napisała do byłych członków tej organizacji. Z obu wynikało, że Niesiołowski w śledztwie "sypał".

Padały też inne argumenty jak "wolność słowa", "krążące w tej sprawie opinie" oraz, że "to sprawa, którą ocenić powinni historycy, a nie sąd", i zadawała pytania np. "czy zakonnik mógłby kłamać". Sąd ogłosi wyrok w listopadzie.

Niesiołowski wygrał już trzy cywilne procesy dotyczące sprawy jego domniemanej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Dwa z Królikowską-Avis, jeden z Jerzym Robertem Nowakiem, publicystą m.in. Radia Maryja i "Naszego Dziennika", okrętów flagowych koncernu medialnego o. Tadeusza Rydzyka. Co ciekawe, Nowak poszedł jeszcze dalej niż Królikowska-Avis czy o. Cisoń, bo zasugerował, że Niesiołowski był regularnym agentem SB.

- Mnie się już w ogóle nie chce o tej sprawie mówić, bo ile można się tłumaczyć? - pyta Niesiołowski. - Poszedłem do sądu, bo nie mogę wybaczyć tak haniebnych oszczerstw.

Wcześniej, jeszcze przed procesem z Nowakiem, wicemarszałek Niesiołowski tłumaczył "Polsce", że jego zeznaniami manipulowano, a słowa wyrywano z kontekstu. Dodał, że w Ruchu działały "dwie wtyczki", a on sam opowiadał bezpiece tylko o tym, o czym już wiedziała.

Także Piotr Byszewski, historyk Instytutu Pamięci Narodowej, który wydał w zeszłym roku opasły tom pt. "Działania Służby Bezpieczeństwa wobec organizacji Ruch", przyznał wówczas w rozmowie z "Polską", iż materiały w śledztwie przeciw Niesiołowskiemu były z pewnością preparowane, sęk jednak w tym, że nikt nie jest w stanie określić, jaka była skala tych fałszerstw.

Kierownictwo Ruchu zatrzymano 20 czerwca 1970 r., dzień przed akcją, której wynikiem miało być wysadzenie pomnika Lenina w Poroninie, w setną rocznicę jego urodzin. Zamknięto nie tylko Niesiołowskiego, ale także jego brata Marka oraz Andrzeja i Benedykta Czumów.

Niesiołowski i Andrzej Czuma w październiku 1971 r. dostali po 7 lat więzienia, a to były największe wyroki w procesach politycznych, jakie zapadły od 1956 r. Notabene obaj siedzieli w Barczewie na Mazurach, a we wtorek barczewscy radni odrzucili uchwałę o nadaniu Niesiołowskiemu i Czumie tytułów honorowych obywateli miasta. Mieli je dostać ze względu na związki z Barczewem w czasach PRL. Nie dostali. Jak stwierdził jeden z radnych, nie można Barczewa promować przez "pryzmat więzienia".

Stefan Niesiołowski więzienie opuścił po amnestii w 1974 r. W 2002 r. po kasacji prokuratora generalnego Lecha Kaczyńskiego, Niesiołowskiego sąd uniewinnił.

Wicemarszałek Sejmu ma również wydany przez IPN status pokrzywdzonego.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!