Sondaż "Polski": Grzegorz Schetyna prawdopodobnie zostanie premierem, ale nielubianym i pozbawionym zaufania

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Jeszcze dwa tygodnie temu nie można było mieć wątpliwości, kto jest numerem 2 w Platformie Obywatelskiej oraz niemal pewnym sukcesorem po Donaldzie Tusku na stanowisku premiera. Teraz pozycja wicepremiera Grzegorza Schetyny nagle zmalała. Przestał panować nad partią, którą do tej pory trzymał w żelaznym uścisku. - Ciśnienie na niego jest ogromne - mówi jeden z czołowych polityków PO. A on sam jest tak przygnębiony, jak dawno nie był.

Schetyna jako Grześ przewija się przecież w rozmowach właściciela kasyna Ryszarda Sobiesiaka ze Zbigniewem Chlebowskim. Co prawda, były szef klubu parlamentarnego PO skarży się, że Grześ tylko dzwoni i zapewnia o wsparciu, a nie chce pomóc, ale przecież nie jest tajemnicą, że wicepremier dobrze zna Sobiesiaka. 28 września 2008 r. Sobiesiak umawiał się nawet na spotkanie ze Schetyną. Było to w czasie, gdy dwaj biznesmeni z branży hazardowej próbowali poprzez Chlebowskiego i Mirosława Drzewieckiego uzyskać korzystne dla siebie rozwiązania ustawowe. Sobiesiak i obecny wicepremier robili interesy w 2003 r. Byli wspólnikami w czasie, gdy Schetyna zarządzał koszykarską spółką SSA Śląsk Wrocław i chciał przejąć piłkarski Śląsk. Klub miał wówczas ponad 2 miliony długów. Były to głównie zaległości wobec ZUS i urzędu skarbowego. Obecny wicepremier z własnych pieniędzy spłacał wówczas zobowiązania, jakie powstały z winy Sobiesiaka, i w ten sposób miał przejmować udziały w klubie. Ostatecznie latem 2003 r. Grzegorz Schetyna przejął zarządzanie klubem piłkarskim. Na podstawie umowy, jaką podpisał m.in. z Sobiesiakiem, miał zarządzać piłkarskim Śląskiem przez 15 lat. Ostatecznie obecny wicepremier wycofał się ze wspólnego przedsięwzięcia, ale dziś kontakty z człowiekiem skazanym za korupcję ciążą mu wyjątkowo.

Wiele osób w partii ma do niego i Tuska także pretensje za to, że nie wyczuli, jak groźna dla Platformy jest afera hazardowa, i w porę nie podjęli działań zapobiegających kryzysowi. Zarzut jest poważny, bo podważa polityczną intuicję obu liderów. O ile pozycja premiera jest w partii niezagrożona, o tyle atak na wicepremiera jest już możliwy. - W piątek na zarządzie partii sytuację diagnozował Jarosław Gowin. Stwierdził, że trzeba jak najszybciej zdymisjonować Chlebowskiego i Drzewieckiego. Gdy to powiedział, Tusk się wściekł. Grzegorz również był przeciwny ostrym rozwiązaniom - relacjonuje człowiek z otoczenia premiera.

Niekorzystne dla wicepremiera, jako ewentualnego sukcesora po Tusku, są również badania opinii publicznej przeprowadzone na zlecenie "Polski". Zaledwie 1,7 proc. respondentów stwierdziło, że Grzegorz Schetyna byłby dobrym kandydatem na premiera. W tym zestawieniu przegrywa ze wszystkimi politykami PO. Wygrywa tylko ze Zbigniewem Chlebowskim, który jednak nie ma już przed sobą żadnej politycznej przyszłości.

Wicepremier nie jest także politykiem lubianym. Prawie 80 proc. pytanych stwierdziło, że nie jest im bliski, a 66 proc. nie chciałoby go poznać osobiście. Choć za miłego uznaje go 37 proc. badanych, to jednak więcej, bo 40 proc., wątpi w jego uczciwość. Ten procent może wzrosnąć, ponieważ badania były robione jeszcze przed wybuchem afery hazardowej.

Na korzyść Schetyny działa fakt, że 37 proc. badanych uważa go za kompetentnego (przeciwnego zdania jest 31 proc.), a blisko połowa go szanuje.

Badania oddają rzeczywiste walory wicepremiera. Jest jednym z najtwardszych i najbardziej bezwzględnych graczy na polskiej scenie. - W partii ludzie się ze mnie nie śmieją - mówił z jednym z wywiadów. I rzeczywiście tak jest. Nawet polityczni adwersarze nie drwią z niego.

- Wyjątkiem jest Janusz Palikot, który chodzi i opowiada, co zrobi ze Schetyną, gdy sam zostanie szefem Platformy - mówi jeden z posłów.

Wczoraj na swoim blogu Palikot wezwał Schetynę: "Grzegorz, wyjdź z cienia!". Lubelski poseł Platformy podobno już chciałby odtańczyć taniec radości na politycznym grobie Schetyny, ale to jeszcze za wcześnie. Wicepremier wciąż jest silny, i - mimo niskiego zaufania w sondażach - jest ciągle jednym z najpoważniejszych kandydatów do objęcia schedy po Tusku. Konkurować z nim może obecnie chyba tylko Bronisław Komorowski.

Dostrzegają to zresztą także respondenci. Szanse Schetyny na objęcie stanowiska premiera oceniają na ponad 10 proc. Więcej dają tylko Radosławowi Sikorskiemu (co jest raczej nierealne), Jerzemu Buzkowi (który jako przewodniczący Parlamentu Europejskiego nie zamierza raczej wrócić do polskiej polityki) i właśnie Komorowskiemu (który takie ambicje ma). Jeśli więc ktoś może Schetynie zagrozić, to tylko obecny marszałek Sejmu. Ale najprawdopodobniej będzie się bał stanąć do walki z wicepremierem.

Jednak kryzys wywołany aferą hazardową oraz sondaż "Polski" dowodzą jeszcze jednej słabości Platformy. Większość twarzy tej partii już się zgrała. Nie ma osoby, której społeczeństwo byłoby w stanie zaufać. Z publikowanych sondaży wynika, że Polacy nie wierzą, iż Donald Tusk zamierza szczerze wyjaśnić wszystkie wątki afery. Nie wierzyli w tłumaczenia Chlebowskiego i Drzewieckiego. Platformę pogrążają agresywne wypowiedzi Stefana Niesiołowskiego, który wszędzie widzi spisek PiS, Andrzeja Czumy, i Julii Pitery, którzy w ciemno zaświadczyli o niewinności partyjnych kolegów.

- Musi nastąpić zmiana warty w Platformie. Trzeba sięgnąć po posłów, którzy do tej pory stali w drugim i trzecim szeregu - mówi Jarosław Gowin.

Nie jest tajemnicą, że poprzedni szef klubu parlamentarnego PO jak tylko mógł, blokował dostęp młodych posłów do mediów. Jedną z takich osób była Joanna Mucha, nie tylko jedna z najładniejszych posłanek PO, ale do tego dobrze przygotowana merytorycznie i świetnie radząca sobie w politycznym zwarciu. Takich nazwisk jest jednak więcej: Maciej Orzechowski, Damian Raczkowski czy Jacek Żalek. Ich obecność w mediach z pewnością odświeżyłaby twarz PO i dała jej nowy impuls. Jednak na razie partia nie wypracowała żadnego sposobu wykorzystywania potencjału posłów z 2. i 3. szeregu.

- Takie sugestie zawsze trzeba wziąć pod uwagę - przyznaje Grzegorz Dolniak, p.o. szef klubu parlamentarnego PO. - Każdy nosi buławę w kieszeni. Konsekwencją wejścia do polityki jest przecież dążenie do obejmowania najważniejszych w państwie stanowisk.

Dolniak dodaje, że polityków nie należy jednak oceniać tylko po popularności. W obecnej sytuacji PO o tym, kto zostanie liderem, może przesądzić uczciwość. W przypadku Grzegorza Schetyny na razie tyle samo osób w nią wierzy, co ją kwestionuje.


Badanie przeprowadził ARC Rynek i Opinia w dniach 29-30 września, zrealizowano 832 wywiady metodą CATI, maks. błąd +/- 3,5 proc.




Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!