"Poznałam Romana Polański-ego w 1977 roku. Miałam wtedy 13 lat" - pisała Samantha Geimer sześć lat temu w artykule zamieszczonym w dzienniku "Los Angeles Times". "Powiedział mojej matce, że chce mi zrobić zdjęcia dla francuskiego magazynu. Tymczasem po sesji fotograficznej w domu Jacka Nichol-sona przy Mulholland Drive zrobił coś całkiem innego. Dał mi szampana i quaalude [narkotyk o działaniu hipnotycznym, stosowany również jako środek uspokajający i zwiotczający mięśnie - red]. Potem mnie wykorzystał".

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Geimer - dziś 45-letnia matka trójki dzieci, która mieszka na Hawajach i pracuje jako księgowa - napisała ten tekst kilka tygodni przed uroczystością rozdania Oscarów w 2003 r. Polański był wówczas nominowany do tej nagrody za "Pianistę". Ku zaskoczeniu wielu Amerykanów urodzony we Francji reżyser zwyciężył. Harrison Ford, który w jego imieniu odbierał statuetkę, był zachwycony werdyktem Akademii Filmowej.

Jednak nie wszyscy w Hollywood podzielali radość aktora - szczególnie rozczarowani byli ci, którzy w 1977 r. także mieli małe córeczki. Oscar dla polsko-francuskiego artysty przypadł na okres, kiedy Amerykanie szykowali się do inwazji na Irak. Następnego dnia nagłówki gazet zdominowała antybushowska mowa Michaela Moore'a, wygłoszona podczas ceremonii. Kontrowersje wokół nagrody dla Polańskiego szybko ucichły.

W swoim artykule Geimer zapewniła, że nie czuje już żalu do reżysera. Mimo to wstrząsające zarzuty, jakie przed laty usłyszał twórca "Chinatown" i "Dziecka Rosemary", nie odeszły w zapomnienie. Polański został oskarżony m.in. o czy-ny lubieżne wobec osoby poniżej 14. roku życia, gwałt na nieletniej, gwałt z użyciem środka odurzającego, stosunek oralny i sodomię.

Geimer tak wspominała tamte zdarzenia: "Wielokrotnie mówiłam nie, ale on nie przyjmował tego do wiadomości. Byłam sama, nie wiedziałam, co robić. To było przerażające". Mimo to zarzuty wobec Polańskiego zostały później zmniejszone na mocy ugody do "niedozwolonego stosunku seksualnego z nieletnią". Wkrótce okazało się jednak, że sędzia nie zamierza dotrzymać umowy. Polański, któremu groziło 50 lat w kalifornijskim więzieniu, salwował się ucieczką do Francji.

Po ponad 30 latach na wygnaniu Polański został nieoczekiwanie aresztowany podczas wyjazdu do Szwajcarii. Teraz czeka na ekstradycję do Los Angeles. Hollywood jest rzecz jasna w szoku. Dla współczesnych filmowców Polański jest ikoną kina, a nie żadnym gwałcicielem.

Pozostaje jednak niewygodne pytanie: czy system sprawiedliwości nie powinien wszystkich traktować tak samo, niezależnie od ich talentów? I jeszcze druga, równie trudna kwestia: czy większość Amerykanów rzeczywiście chce, aby 76-letni mężczyzna będący w przeszłości ofiarą o wiele straszniejszych zbrodni niż ta, której sam się dopuścił, spędził ostatnie lata życia w więzieniu, trwoniąc majątek na niekończące się apelacje?

Dla wielu odpowiedź na oba pytania brzmi: tak. Wątpliwości nie ma także Steve Cooley, prokurator okręgowy z Los Angeles, który w przeszłości dwukrotnie próbował już dorwać reżysera, kiedy ten opuszczał Francję. Tym razem mu się udało. Całą operację przygotował w ubiegłym tygodniu, kiedy jego pracownicy donieśli mu, że ścigany wybiera się do Zurychu na festiwal filmowy. Cooley z pewnością pamięta, jak po zatrzymaniu w 1977 r. Polański doprowadzał sędziów do wściekłości, drwiąc sobie z amerykańskiego systemu sprawiedliwości. Kiedy dostał pozwolenie na opuszczenie Stanów Zjednoczonych w celach zawodowych, dał się sfotografować na festiwalu Oktoberfest w otoczeniu młodych dziewcząt.

Zarówno podczas pierwszego postępowania, jak i teraz, zwolennicy reżysera są przekonani, że stał się on ofiarą ambicji oskarżycieli szukających rozgłosu. - Dla mnie to jest nic innego, jak tylko dążenie jakiegoś prokuratora do tego, by zaistnieć - przekonuje scenarzysta Ronald Harwood, zdobywca Oscara za "Pianistę".

Pod pewnymi względami życiorys Polańskiego to opowieść o samej Ameryce. W dzieciństwie uciekł przed nazistami z krakowskiego getta. Potem odniósł olbrzymi sukces w wolnym świecie. Tyle że jego amerykański sen szybko zamienił się w horror. Latem 1969 r. jego ciężarna żona Sharon Tate zginęła napadnięta przez psychopatyczną "rodzinę" Charlesa Mansona. Na drzwiach wejściowych mordercy zostawili napis: ŚWINIA, wymazany krwią ofiary. Później pismo "Vanity Fair" zarzuciło Polańskiemu, że kilka dni po śmierci żony próbował uwieść szwedzką modelkę. W 2002 r. reżyser pozwał autorów artykułu i dostał 50 tys. funtów odszkodowania za zniesławienie.

Czy jednak tragedie, jakich doświadczył Polański, oraz jego geniusz reżyserski zwalniają go z odpowiedzialności przed amerykańskim systemem sprawiedliwości? Czy zamiast uciekać przed prawem, nie powinien był zostać w Stanach i odwoływać się od decyzji sędziego? A jeśli teraz wróci do Los Angeles i podda się karze - nawet gdyby to oznaczało odsiadkę - czy takie rozwiązanie nie przyniesie ulgi zarówno jemu samemu, jak i jego ofierze?

Możliwe, że prokurator ulegnie naciskom, by nie godzić się na żadne ustępstwa. Niestety, reżyser raczej nie ma też po swojej stronie amerykańskiej opinii publicznej. "To proste: jak kogoś zgwałcisz, idziesz do więzienia", napisał jeden z uczestników internetowego forum "Psycho-logy Today". Tłum. G. Gutowski

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!