(© arch.)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Z Andrzejem Gołotą, najlepszym polskim pięściarzem wagi ciężkiej, rozmawia Robert Małolepszy

Nie lubi pan Tomasza Adamka? Ja? Wielkiego mistrza świata? Kocham go!

Wyraźnie pan kpi z Tomka. Dlaczego? Byliście kiedyś dobrymi kumplami?

Tak mi się wydawało, ale nie ja pierwszy rzuciłem kamieniem.

Wciąż ma pan żal do Adamka za to, co powiedział o Radosławie Konderze, jednym z autorów książki na swój temat [bokser z Gilowic stwierdził, że to gość, który "dziwki Gołocie załatwiał", więc nie ma co brać na po-ważnie jego doniesień, jakoby Adamek używał środków dopingujących - przyp. red].

Niby Tomek przeprosił mnie za te słowa, ale to nie były jedyne głupoty, jakie wygadywał na mój temat. Poza tym od momentu, w którym zdobył pierwszy pas mistrza świata, uznał że zjadł już wszystkie rozumy. Parę razy chciałem mu tam coś podpowiedzieć, zwłaszcza przed jego przegraną walką z Chadem Dawsonem. Olał mnie.

To znaczy?

Jak trenował z Buddym McGirtem na Florydzie, to poleciałem specjalnie do nich. Chciałem pomóc. Nie raz w karierze walczyłem z mańkutami. Ale oni w ogóle mnie nie chcieli słuchać. Poczułem się jak gamoń. Później Dawson zrobił z Adamka wiatraka. Od tamtej pory przestaliśmy do siebie dzwonić. Później była ta książka. Adamek zaczął wygadywać głupoty. Przyjaciel czy nawet kumpel tak się nie zachowuje.

Czyli to będzie jednak osobista sprawa?

Jaka tam osobista. To biznes.

Czyli chodzi tylko o kasę?

Z Adamkiem to ja mogę walczyć za darmo.

Czyli jednak to jest sprawa osobista. %07Może i tak.


Jeśli pan wygra, nie zmieni to pańskiej pozycji ani w historii polskiego boksu, ani tym bardziej w rankingach światowych. Porażka stanie się zaś kolejną plamą na pańskim bokserskim honorze. Ryzyko jest duże...

Boks to jedyna rzecz, jaką w życiu robiłem. Tylko to umiem. Całkiem nieźle na tym zarabiam. A walka z Tomkiem to będą łatwe pieniądze. Poza tym to nie ja wymyśliłem tę walkę, ale nie mogłem odmówić. No bo co byście powiedzieli, gdybym się nie zgodził - że Gołota się boi?

A nie boi się pan kompromitacji?

Czego? Z Adamkiem? Przecież on nie wie, co to walka z prawdziwym ciężkim. Ja mu to pokażę.

Po ostatniej kontuzji, urwaniu mięśnia w walce z Rayem Austinem, wydawało się, że nie będzie pan w stanie wrócić do treningu.

Podnoszę już po 100 kg. Bez problemu. Walę też z całej siły w ciężki worek treningowy. Prawie nic mnie nie boli.

I to ma starczyć na Adamka?

Nie wiem. W ogóle nie wiem, czy jestem jeszcze w stanie przygotować się do walki. Sta-ry jestem. Ale właśnie dlatego chcę boksować. Chcę przekonać się, czy jeszcze mogę.

Odkładając emocje na bok, a analizując tylko i wyłącznie stronę sportową, nie jest pan faworytem tej walki. Adamek jest młodszy, szybszy i w od-różnieniu od pana nie traci w ringu zimnej krwi. Na doda-tek waży już prawie 100 kg. Oczywiście, jeśli uda się panu go trafić, wówczas może być po walce, ale czy się uda?

Ring to nie jest boisko piłkarskie. Prędzej czy później go dopadnę.

A jeśli jednak nie?

Że niby będzie walczył jak Roy Jones Junior z Johnem Ruizem? Trafienie, klincz, ucieczka i mnie wypunktuje?

Nawet pański trener Sam Colonna mówi, że na punkty wygra Adamek...

Ale Tomek to nie Roy Jones Junior. Tego gościa nie da się podrobić. Zmiażdżę Adamka masą.

Nie zamierza pan zrzucać wagi, by być szybszym?

Przed walką z Austinem chciałem być szybki i chudy. No i co z tego wyszło. Mięsień wytrzymał, ale kość pękła i straciłem jedną rękę.

Wcześniej jednak leżał pan na ringu najszybciej w karierze. Już po kilku sekundach.

I runda to nie jest moja mocna strona. Niestety, wszyscy to już wiedzą. Ale tylko I rudna. Jak ją przetrwam, to się rozkręcam. No nie? (śmiech)

W Łodzi będzie 15 tys. fanów. Ostatni raz, gdy walczył pan w Polsce, mimo że rywal był słaby, wyszedł pan do ringu straszliwie usztywniony. Wca-le nie minęło po I rundzie.

A nie leżał ten Bates już w I rundzie?

Leżał.

To o co chodzi? W drugiej było po walce. A pamiętasz, jak publika się zachowywała? To ja rozruszałem trybuny. Dam sobie radę.

Dlaczego nigdy nie zdecydował się pan na współpracę z psychologiem?

Próbowałem, ale to zawracanie głowy. Zresztą w ostatnich walkach chyba udowodniłem, że potrafię się pozbierać.

Jeśli jest jeszcze co zbierać.

Oj prosisz się chłopie, prosisz. Ale dobra, niech będzie. Zdradzę ci parę szczegółów. Większość tych moich porażek to był pech. Zwykły pech, rozumiesz? Zresztą co tam. I tak nie uwierzysz.

Spróbujmy. Najpierw te najbardziej wstydliwe. Lamon Brewster i 53 sekundy walki.

To akurat naprawdę był pech. Wszystko zaczęło się kilka ty-godni przed walką. Po treningach przyjmowałem witaminy. Skończyła mi się fiolka, poszedłem do apteki. Kupiłem nową, identyczną. Po paru dniach za-cząłem puchnąć. Jak bańka! Nie wiedziałem, co się dzieje. Okazało się, że to przez witaminy.

Zwykłe witaminy?

No niestety, nie były takie zwykłe. Nie zauważyłem jednego napisu - ekstra strong. Zacząłem czytać skład i okazało się, że poza witaminami w tym g... była kreatyna. Jednym z efektów ubocznych jej stosowania jest zatrzymywanie wody.

Ale jakie to miało znaczenie dla przebiegu pojedynku?

Niestety miało. Zacząłem się rozgrzewać. Woda spod skóry szybko wyszła na wierzch. Uznałem, że to wystarczy. Mój fizykoterapeuta Leszek Sami-towski wyjaśnił mi później, że to nie była rozgrzewka. Ja się tylko trochę zagrzałem. Mięśnie były zimne. A na dodatek przed wyjściem na ring stałem w holu doprowadzającym do %07hali 15 minut, a tam wiało, tak że głowę urywało. Ja tam po prostu zmarzłem na kość. Do ringu wyszedłem po prostu sztywny. No i jeszcze te buty!

Buty?

Tak, buty. Znów nie uwierzysz. Kupiłem przed walką dwie pa-ry. Jak zwykle ten sam numer - 12,5. Wkładam przed walką, już w szatni, i noga leci mi do przodu jak w nocnych bamboszach. Za duże o numer. Wychodzę więc na ring zimny, wkur.. i w za dużych butach. Nim się obejrzałem, Brewster trafił i było po walce. Trafiło mu się jak ślepej kurze ziarno. To była jego najlepsza walka w karierze. W życiu drugi raz by ze mną nie wygrał.

Dlaczego bił pan Bowe'a po jajach?

Nie chciał paść skurczybyk. A %07ja już nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Zwłaszcza w drugiej walce. Od piątej rundy nie pamiętam, co się działo. Od trzeciej walczyłem ze złamaną szczęką. Niewiele osób to wie. On pływał na linach. Sędzia powinien przerwać tę walkę. Poddać Riddicka.

Z Lennoksem Lewisem też miał pan jakieś przygody przed walką?

Sprawę zastrzyku, który dostałem w kolano tuż przed walką, wałkowaliście wiele razy. Ale dziś muszę też przyznać, że chyba go zlekceważyłem. To nie miała być taka trudna wal-ka, on nie miał być aż tak groźny. Wtedy nie wydawał się być aż tak dobry. Pomyliłem się.

A z Michaelem Grantem dlaczego pan się poddał? Naprawdę nie wiedział pan, że prowadzi zdecydowanie na punkty, że wystarczy przetrwać tę jedną nieszczęsną rundę i dostanie pan rewanż z Lewisem?

Słowo, myślałem że przegrywam. Tak mi mówili w narożniku. No i jeszcze ten sędzia, który od pierwszej minuty robił wszystko, bym zrezygnował z tej walki. Co chwilę zwracał mi uwagę. A to, że źle nogę postawiłem, a to, że biję za nisko... Ale fakt, to był mój błąd. Wielki błąd.

Największy w karierze?

Moim największym błędem było zatrudnienie Ala Certo. Przez tego gościa zszedłem z ringu w walce z Tysonem.

????

Wszyscy tylko pamiętają, jak lecą na mnie te kubki z napojami. Niewielu wie, że ja tam nie biłem się tylko z Tysonem.

A z kim?

Z całą halą. Człowieku, to było w Detroit. Najbardziej czarnym z czarnych miast w USA. Przed%07walką Al zapewnił mnie, że bez względu na to, co będzie w rin-gu, w narożniku mogę na nie-go liczyć. I co? Tyson wali mnie z byka, fauluje raz za razem. Sędzia tego nie widzi. OK. Ale narożnik też nie. No to na %07kogo miałem liczyć?

Jednym słowem potrzebuje pan wsparcia trenera, kogoś, kto się panem "zaopiekuje"...

(długie milczenie)

Z której swojej walki jest pan najbardziej dumny?

Nie uwierzysz, ale tej z tym wielgasem z Irlandii Kevinem McBride'em. To była taka klasyczna walka. Najpierw o mało mnie nie znokautował. Znów ta moja I runda. To była chyba najdłuższa runda w moim ży-ciu. Przetrwałem. Później za-cząłem go punktować, no i ta zmiana pozycji z praworęcznej na mańkuta. Zaskoczyłem go.

Faulował pan w ringu bo...

Z Po'uhą było tak: w drugiej rundzie już go miałem. Ale w czwartej przywalił mi tak jak nikt inny wcześniej. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Zadał mi 40 celnych ciosów w tej rundzie. Uwierzysz? Walczyłem o przeżycie. Dlatego walnąłem go z bańki. To był instynkt.

Której walki najbardziej Pan żałuje?

Z Ruizem. To było największe oszustwo w historii boksu.

Dlaczego sędziowie chcieliby pana oszukać. Don King wolałby, by wygrał mało popularny, śmiertelnie nudny Ruiz, a nie pan, który zawsze budzi zainteresowanie mediów i kibiców?

To wszystko przez dziennikarzy. No i moją żonę.

Brakuje tylko cyklistów. Jestem tego pewien. Na 100%! Moja żona powiedziała przed walką dziennikarzom, że jeśli wygram, kończę karierę. Jak King to przeczytał, przeraził się. To by oznaczało, że pas, nad którym miał kontrolę, bo obaj byliśmy jego zawodnikami, wróciłby do federacji. Nie mógł do tego dopuścić.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!