Regionalny Puchar Polski. TOR Dobrzeń Wielki: rezerwy są równie ważne jak pierwszy zespół

Redakcja

Było w historii Pucharu Polski kilka sensacji, jak zdobycie tego trofeum przez grajacą na drugim poziomie wówczas Miedź Legnica czy awans do finału 3-ligowych Czarnych Żagań. Pewnie niewiele osób też pamięta, ale 25 lat temu do ostatecznego boju dotarła też... druga drużyna Ruchu Chorzów. Parafrazują klasyka: "Opolszczyzna nie gorsza i równiez swoje rezerwy ma"... które zawsze starają się namieszać na etapie wojewódzkim.

- To są ciekawe rozgrywki, jest o co grać, tym bardziej, że na etapie wojewódzkim można trafić na bardzo fajne drużyny, po za tym zawodnicy z drugiej drużyny też mają ambicje, żeby pokazać tym z pierwszej, że nie są gorsi - nie kryje Wojciech Morka, prezes TOR-u Dobrzeń Wielki.

Co ważne to zaplecze jego klubu w ostatnich latach prezentowało się chyba najlepiej w tych zmaganiach jeśli weźmie się pod uwagę drużyny rezerw z regionu. Największym sukcesem tego zespołu był półfinał wojewódzki w sezonie 2010/11, podczas gdy główny zespół odpadł już na etapie 1/16 finału. Walczący wtedy w klasie B team najpierw wygrał puchar terytorialny, a potem po drodze wyeliminował m.in. solidne OKS Olesno i Rolnik Wierzbica Górna, który wtedy walczył o awans do 3 ligi. Na ostatniej prostej przed finałem został powstrzymany dopiero przez Start Namysłów, który koniec końców triumfował w całej rywalizacji i reprezentował nasz region na etapie centralnym przegrywając w pierwszej rundzie z Miedzią Legnica.

TOR II wywalczył też w ostatniej dekadzie choćby kolejne trofea na szczeblu powiatowym i potem udawało mu się m. in. wyeliminować 3-ligową wówczas Swornicę Czarnowąsy czy mierzyć się z Ruchem Zdzieszowice lub Małąpanwią Ozimek, która odprawiła ten zespół dopiero w 1/8 finału, a potem sięgnęła po główne laury.

- Zespół rezerw funkcjonuje też dlatego, że mamy bardzo dużo miejscowych, którzy wciąż chcą grać w piłkę - tłumaczy Morka, sternik klubu, a jednocześnie jego zawodnik. - Szkoda by było, żeby ludzie, którzy trenowali tutaj "od małego", rozchodzili się po okolicznych rywalach, kiedy tak na dobrą sprawę mogą grać w swoim macierzystym klubie praktycznie co niedziela. Tym bardziej, że to nie jest duży koszt, jeśli chodzi o poziom klasy A, gdzie przecież też występujemy. Póki mamy swoich zawodników, miejscowych to będziemy grać - dodaje i podkreśla, że ci, którzy stanowią teraz drugi zespół, kiedyś w znacznej mierze współtworzyli też pierwszy. - Wiadomo, że doszła praca i prywatnego czasu już nie ma tyle co kiedyś, ale zawsze można pograć dla przyjemności - tłumaczy.

Z ciekawszych przypadków w ostatnich latach warto także odnotować choćby wyczyn Skalnika Tarnów Opolski, którego rezerwy w sezonie 2009/10 wyeliminowały z gry... pierwszą drużynę, a odpadły dopiero w drugiej rundzie wojewódzkiej.

W tym sezonie również do zmagań przystąpiło kilka drużyn stanowiących zaplecze pierwszego składu. Na etapie wojewódzkim mieliśmy choćby Po-Ra-Wie II Większyce, które odpadło w drugiej rundzie. Z kolei na poziomie terytorialnym do rywalizacji przystąpiły też m. in. rezerwy Agroplonu Głuszyna, MKS-u Gogolin, Piasta Strzelce Opolskie, LZS-u Walce, Startu Dobrodzień czy Starowic i Victori Chróścice, choć na wiosnę grać już będą tylko te dwie ostatnie.

To wszystko jest to o tyle ciekawe, że najlepsze kluby na Opolszczyźnie rezerw nie mają. Takowych nie posiadają bowiem Odra Opole, Ruch Zdzieszowice, Stal Brzeg czy MKS Kluczbork. Natomiast powodów dla którego w tak małym klubie jak TOR są dwie ekipy seniorów jest kilka, jak choćby względy logistyczne.

- Gdy rozpadał się nam parę lat temu zespół w 4 lidze, to gdyby nie rezerwy to nie dogralibyśmy do końca tamtejszych rozgrywek, tak jak choćby teraz miało to miejsce z klubem z Kup - obrazuję sytuację Morka. - Cztery lata temu przechodziliśmy kryzys finansowy, były próby rozwiązania drugiej drużny, ale ja byłem przeciwny, bo to są chłopcy miejscowi, to jest też podstawa do tego żeby była pierwsza drużyna - wyjaśnia trener rezerw Jarosław Draguć, który prowadzi również pierwszy zespół. - Proszę popatrzeć na okoliczne miejscowości. Choćby po ekipie z Kup było widać, że nie było tam zawodników miejscowych i zespół się praktycznie posypał. Próbują to teraz odbudować i nie wygląda to za dobrze.

Obaj panowie nie kryją też, iż ogólna filozofia klubu jest taka, że spory procent zawodników mają stanowić wychowankowie albo mieszkańcy gminy. Co ciekawe czasami w grę rezerw zaangażowani są zawodnicy z pierwszej kadry, ale to zdarza się już coraz rzadziej.

- Czasami dwóch, trzech takich piłkarzy, którzy w sobotę nie wystąpią w spotkaniu 4 ligi lub grają mniej, powołuje na niedzielę, żeby byli w rytmie meczowym... tym bardziej, że z rezerwami to różnie bywa, czasem jest 18 ludzi do wyboru, czasem "goła jedenastka" - wyjaśnia Draguć, tym bardziej żałuje, że pucharowa przygoda TOR-u I jak i TOR-u II w tym sezonie dobiegła końca.

- Były większe nadzieje, chcieliśmy dobrze zakończyć słabą jesień. Ta runda zresztą w wykonaniu pierwszej i drugiej drużyny jest słabsza niż w poprzednich latach, choć nie zmieniły się za bardzo ich oblicza kadrowe, dlatego będziemy musieli poprawić swoją grę, ale już to wszystko przeanalizowałem i wiem na co teraz trzeba zwrócić uwagę - tłumaczy Draguć, który w rezerwach jest grającym trenerem, a do tego też przecież prowadzi pierwszą drużynę. - Mam ambicję i ochotę do gry. Cztery lata temu była podobna sytuacja i dałem radę to wszystko pogodzić.

Co ciekawe w rezerwach na boisku nastąpiła pewnego rodzaju zamiana ról, bo tu szefem jest Draguć, a jego podopiecznym prezes Morka.

- W czasie mecze trzeba sobie czasem ostrzej coś powiedzieć, nie ma że prezes czy kolega, ale kończy się spotkanie i wtedy jest czas, żeby sobie wytłumaczyć wszystko na spokojnie - tłumaczy Draguć, a w podobnym tonie wypowiada się Morka.

- Obaj jesteśmy wybuchowi i bywa, że w trakcie Jarek coś krzyknie na mnie, ja na Jarka, ale potem te emocje opadają - nie kryje Morka. - Ogólnie jednak nie jest wskazane by w pierwszej drużynie, gdy jest większe ciśnienie na wynik, występował trener albo prezes, choć swego czasu to robiłem i nadszedł jeden taki mecz, że przegraliśmy przeze mnie i jak potem mogłem czegoś wymagać od trenera i zawodników? Wtedy to był chyba mój ostatni raz i dałem sobie spokój z pierwszym zespołem. Wolę przyjść w niedzielę, bez presji pograć. Podenerwuje się trochę i gramy dalej. Tutaj przecież jest mój klub, moje miejsce, tu się wychowałem.

Wideo

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3