Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Mieszkańcy starego Fordonu, niezadowoleni ze statusu zapomnianej dzielnicy na peryferiach, zaczynają mówić o odłączeniu się od Bydgoszczy, czyli powrotu do administracyjnych realiów sprzed 1973 roku. Parę miesięcy temu podobne głosy dało się usłyszeć na Miedzyniu, a i mieszkańcy części Osowej Góry, która należy do gminy Sicienko, specjalnie nie kibicują władzom miasta w batalii o rozszerzenie granic. Mają wszyscy oni rację?


Widać tutaj stary problem, zawarty w pytaniu: Lepiej być małą rybką ma dużej patelni czy dużą rybą na małej patelni? Dla mnie nie jest to pytanie retoryczne. Moim zdaniem, lepiej być na dużej patelni, bo ta zwykle jest lepiej natłuszczona. W mniejszej gminie, owszem, lokalne podatki bywają niższe (choć wcale nie jest to regułą), lecz gdy przyjdzie zmierzyć się z dużą inwestycją, to nawet przy możliwym dofinansowaniu z Unii czy skarbu państwa najczęściej nie ma skąd wycisnąć pieniędzy na tzw. udział własny. A korzystanie z dobrodziejstw dużego ośrodka za miedzą może być utrudnione.


Przekonują się o tym ostatnio m.in. rodzice dzieci z mniejszych gmin, usiłujący zapisać maluchy do żłobka, przedszkola czy szkoły w Bydgoszczy. Co można zatem doradzić mieszkańcom Starego Fordonu, którzy czują się zbyt małą i zbyt mało podlaną tłuszczem rybką na bydgoskiej patelni? Przede wszystkim obywatelską aktywność i upór. Paru przebojowych działaczy samorządowych często może więcej niż apatyczny tłum, który nie potrafi wykrzyczeć swoich racji, a tylko szepce o nich po domach.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!