Po raz pierwszy w historii SPR lubelskie piłkarki ręczne mają szansę wywalczyć mistrzostwo Polski przed własną publicznością. Potrzebują do tego jeszcze dwóch zwycięstw, a dwa najbliższe spotkania rozegrane zostaną w hali Globus - w sobotę i niedzielę. Lublinianki w ostatnich meczach sezonu zagrają jednak bez Sabiny Włodek.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Skrzydłowa SPR doznała kontuzji pęknięcia kości śródstopia na niespełna kwadrans przed końcem niedzielnego spotkania. W konsekwencji Włodek wyjechała z Lubina z nogą w gipsie, a to nie jedyne zmartwienie trenerów. Tylko kilka pierwszych minut niedzielnego meczu zagrała Izabela Puchacz. Rozgrywająca ma problemy z kolanem i po męczącym pierwszym spotkaniu, w niedzielę już na rozgrzewce wyraźnie kulała.

Problem jest tym bardziej istotny, że w tym momencie w zespole nie ma zmienniczek. Kamila Skrzyniarz przed tygodniem skręciła na treningu kostkę i wciąż odczuwa ból. Z kolei Małgorzata Rola dopiero od niedawna ćwiczy na pełnych obciążeniach. - Jeszcze nie wiem, czy Rola będzie w stanie zagrać przeciwko Zagłębiu. Miała prawie rok przerwy i dopiero od dwóch tygodni normalnie z nami trenuje - przyznaje Grzegorz Gościński, trener SPR.

Pierwsze spotkanie w hali Zagłębia trwało 70 minut. Po regulaminowym czasie był remis 25:25 i zwycięzcę wyłoniła dopiero dogrywka. Decydującą bramkę, na dwie sekundy przed końcową syreną, rzuciła Kristina Repelewska. - Chcieliśmy wygrać przynajmniej jeden mecz i to nam się udało już pierwszego dnia. Drugie spotkanie przegraliśmy w głowach - uważa Gościński.

Początek niedzielnej potyczki nie zapowiadał nic złego. SPR rozpoczął od prowadzenia 2:0, ale po chwili lublinianki nie wykorzystały 2 rzutów karnych i od tego momentu zaczęły się schody. - Zagłębie zagrało jak dzień wcześniej, tylko my dużo gorzej. Popełniliśmy za dużo błędów i nie wykorzystywaliśmy rzutów karnych - dodaje trener.

Sobotni mecz rozpocznie się o godz. 15, a lubinianki będą dopingowane m.in. przez szczypiornistów Zagłębia, którzy cztery godziny później zagrają w hali Globus finał Pucharu Polski z Vive Kielce.

Zagłębie Lubin - SPR Lublin 28:29 (25:25, 15:12)

Widzów: 350 Sędziowali: Marek Majka z Gliwic i Grzegorz Wojtyczka z Chorzowa.
Zagłębie: Tsvirko, Maliczkiewicz, Czarna - Załęczna 5, Pielesz 5, Semeniuk 4, Byzdra 4, Obrusiewicz 4, Kordić 3, Jacek 2, Jochymek 1. Kary: 10 min. Trener: Bożena Karkut.
SPR: Sadowska - Małek 7, Włodek 6, Repelewska 6, Marzec 4, Wojtas 4, Puchacz 2, Majerek, Wojdat, Rukaite, Mihdaliova. Kary: 12 min.
Trener: Grzegorz Gościński.

Zagłębie Lubin - SPR Lublin 28:15 (13:7)

Widzów: 350
Sędziowali: Marek Majka z Gliwic i Grzegorz Wojtyczka z Chorzowa.
Zagłębie: Tsvirko, Maliczkiewicz, Czarna - Obrusiewicz 7, Kordić 5, Pielesz 5, Byzdra 3, Załęczna 3, Semeniuk 3, Jacek 2, Jochymek. Kary: 10 min.
Trener: Bożena Karkut.
SPR: Sadowska, Jurkowska - Małek 4, Repelewska 4, Włodek 3, Marzec 2, Wojtas 1, Puchacz 1, Majerek, Ruakite, Malczewska, Mihdaliova, Wojdat. Kary: 10 min. Trener: Grzegorz Gościński.

Nie popadamy w panikę

Z Dorotą Małek, rozgrywającą SPR Lublin, rozmawia Krzysztof Nowacki

Przed wyjazdem do Lubina celem było wygranie jednego meczu. To się udało, więc wracałyście w dobrych humorach.

Plan minimum zrealizowałyśmy, ale niedzielna porażka odbiła się na psychice, bo przegrałyśmy aż 13 bramkami, w marnym stylu. Hurraoptymizmu nie było, ale nie popadamy też w panikę, bo dwa następne mecze gramy u siebie.

Po wygraniu pierwszego spotkania wydawało się, że w niedzielę będzie Wam dużo łatwiej.

Łatwiej jeśli chodzi o komfort psychiczny i rzeczywiście Zagłębie było bardziej zestresowane. My zaczęłyśmy nieźle, ale później dwa niewykorzystane rzuty karne i kilka sytuacji sam na sam, mocno nas zdeprymowały. Przez kilka kontrowersyjnych gwizdków sędziów do ataku pozycyjnego wdarł się chaos. Ja sama słabo
kierowałam atakiem i zabrakło gry taktycznej. Natomiast Zagłębie broniło bardziej agresywnie. Chciały nam udowodnić, że sobotnia porażka była przypadkiem. Grały szybką kontrę, całym zespołem biegły do kontrataku, a ponieważ my popełniałyśmy masę błędów technicznych, to tylko ułatwiało im zadanie.

Ale teraz zagracie we własnej hali.

Atut własnego boiska jest mocną bronią, ale porażka tak dużą ilością bramek wpływa na nasze nastawienie. Mam tylko nadzieję, że wpłynie przede wszystkim mobilizująco i z większą werwą podejdziemy do meczu.

Musicie wrócić do tego, co zagrałyście w sobotę?

W sobotę też nie zagrałyśmy dobrego spotkania. Walczyłyśmy do końca i odrobiłyśmy aż pięć bramek straty, ale mimo wszystko popełniłyśmy dużo niewymuszonych błędów. Chciałabym, abyśmy u siebie zagrały dwa zupełnie inne spotkania i żeby nasza przewaga była zdecydowana.

Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!