Ogromny wzrost zainteresowania kierunkami administracyjnymi można tłumaczyć np. kryzysem. Licząc na państwową posadę, ich absolwenci zapominają jednak, że za pięć lat rynek pracy w całym kraju może się zmienić.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Ogromny wzrost zainteresowania kierunkami administracyjnymi można tłumaczyć np. kryzysem. Licząc na państwową posadę, ich absolwenci zapominają jednak, że za pięć lat rynek pracy w całym kraju może się zmienić. Zmiany z pewnością nie ominą też bezpiecznych dotąd miejsc pracy w budżetówce, czego dowodem są choćby najnowsze plany rządu, który chce zwolnić 12 tysięcy ministerialnych urzędników. A niedoszli albo byli pracownicy administracji nie znajdą zatrudnienia tam, gdzie deficyt personalny będzie największy - na stanowiskach inżynierskich w przemyśle.

- Nawet jeśli w administracji będzie więcej miejsc pracy, żadne z nich nie będzie stanowić wartości dodanej dla gospodarki - uważa Piotr Sarnecki, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. - Wśród młodych ludzi istnieje przekonanie, że w Polsce ciężko o pracę po kierunkach technicznych. Jest wręcz przeciwnie - brakuje nam inżynierów.

Liczba chętnych do wstąpienia w szeregi biurokratów (w ciągu 20 lat ta armia wzrosła w kraju ponadtrzykrotnie) w ostatnich latach systematycznie malała. W skali kraju administracja regularnie zajmowała odległe miejsce wśród najpopularniejszych kierunków na studia, a chętnych na nią rokrocznie było mniej niż w tak niszowych dziedzinach, jak oceanotechnika, europeistyka czy filologia węgierska (w ostatnich latach ok. 2 kandydatów na miejsce). W tym roku władze UŚ wstrzeliły się w popyt na rynku, bo administracja przez 26 lat nie była dostępna w trybie stacjonarnym. Ostatni nabór na studia dzienne odbył się tu w... roku akademickim 1982/83. - Uczelnia wyczuła popyt na kierunek gwarantujący zatrudnienie w czasach kryzysu - uważa Lucyna Sadzikowska, kierowniczka biura prasowego UŚ, komentując liczbę ponad 1,5 tysiąca chętnych do studiowania administracji.

Za pięć lat Śląsk zaleje nowa fala urzędników. Tymczasem ekonomiści i znawcy rynku pracy twierdzą, że wielka ucieczka młodych ludzi do budżetówki oznacza wielkie kłopoty dla gospodarki. Nie inaczej jest na kilkunastu regionalnych uczelniach prywatnych, które specjalizują się w edukowaniu przyszłych urzędników. Większość z nich przyjmie od 100 do 600 kandydatów na administrację.

W innych częściach Polski młodzi ludzie też garną się do budżetówki. Na Uniwersytecie Warszawskim ponad 18 osób starało się o każdy z indeksów na kierunek samorząd terytorialny i polityka regionalna. Na Uniwersytecie Wrocławskim perspektywą zdobycia urzędniczej posady blisko 1000 maturzystów przyciągnął nowy kierunek - bezpieczeństwo narodowe - kształcący specjalistów od zarządzania kryzysowego, a więc ludzi potrzebnych w każdej gminie, powiecie i województwie.

Zatrudnienie w urzędzie można znaleźć nie tylko w Polsce, ale także w instytucjach Unii Europejskiej. Jeśli nie te perspektywy, to przynajmniej stabilność posady w krajowych urzędach i godziwa pensja (średnio ok. 4 tys. zł brutto) przyciąga tysiące maturzystów.

Michał Dąbrowski, dyrektor do spraw marketingu i reklamy w Wyższej Szkole Ekonomii i Administracji, przyznaje, że już w badaniach, które kilka miesięcy temu jego uczelnia prowadziła wśród licealistów, rysował się blisko 30-proc. wzrost zainteresowania administracją. Dąbrowski jest przekonany, że przełoży się to na wyniki naboru, który zakończy się we wrześniu. Spodziewa się nawet 600 studentów na tym kierunku.

Za pięć i więcej lat z utrzymaniem rzeszy urzędników, choćby najbardziej fachowych, problem będzie miało starzejące się polskie społeczeństwo. Dr Robert Gwiazdowski, szef Centrum im. Adama Smitha przewiduje, że wobec nadchodzących dysproporcji na rynku pracy, do 2025 roku polskiej gospodarce grozi katastrofa. - Jeśli państwo będzie kontrolować coraz więcej obszarów życia, będzie potrzebować więcej kontrolerów. Ja pytam: kto na nich wszystkich zarobi? Bo rząd chiński nie kupi od nas obligacji - mówi z przekąsem ekonomista.

Prof. Paweł Śpiewak, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, przyczynę problemu widzi w nieudolnym systemie nauczania szkolnego. - Szkoły nie przygotowują do studiowania, tylko do dostania się na studia. Na przykład kształcenie matematyki jest na żenująco niskim poziomie. To skandaliczne zaniedbanie - uważa prof. Śpiewak. - Potem nic dziwnego, że każdy chce dostać się na łatwe studia i dostać łatwą pracę. Do urzędu człowiek w sam raz.

Warto zauważyć, że już dzisiaj jesteśmy jednym z bardziej zbiurokratyzowanych krajów UE. W liczącej prawie 61 mln mieszkańców Wielkiej Brytanii jest 480 tys. urzędników. W Polsce na 38 mln mieszkańców urzędników jest 550 tysięcy.




480 tys. urzędników ma licząca prawie 61 mln mieszkańców Wielka Brytania

550 tys. osób jest zatrudnionych w administracji w liczącej 38 mln mieszkańców Polsce

3 razy więcej niż 20 lat temu mamy obecnie urzędników państwowych





Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!